Jak pisaliśmy w Interii resort kultury pracuje nad nowelizacją rozporządzenia o opłacie reprograficznej. Chodzi o zmianę tzw. listy czystych nośników, a więc katalogu sprzętu czy nośników pamięci umożliwiających odtwarzanie utworów. Obecnie znajdują się na niej m.in. niewykorzystywane dziś powszechnie magnetowidy czy nagrywarki komputerowe, nie ma za to np. smartfonów czy tabletów. W praktyce zmiany mają na celu przyniesienie twórcom rekompensat za kopiowanie ich dzieł, co umożliwiają nowoczesne urządzenia.
Resort kultury zapowiadał nową listę "czystych nośników"
Informacja o nowelizacji rozporządzenia, wprowadzającego tzw. podatek od smartfona, pojawiła się na stronach MKiDN w lipcu ubiegłego roku. W styczniu br. minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska zapowiadała na antenie Radia ZET, że nowe przepisy "być może" zostaną wprowadzone w tym roku. Zaznaczyła jednak, że w pierwszej kolejności chce się skupić na zbadaniu procesu przekazywania tych pieniędzy do artystów.
Nieco wcześniej, na początku października, Rzecznik Generalny TSUE wydał opinię w sprawie holenderskiej spółki. Wskazał, że słuchający czy oglądający utwory online przez platformy streamingowe i korzystający z funkcji "pobierz do trybu offline", gdzie pliki zapisują się w pamięci telefonu lub komputera, nie dokonuje zwielokrotnienia na własny użytek w rozumieniu przepisu, nawet jeśli pliki są zapisane na urządzeniu. Ocenił, że tego typu kopiowanie nie jest równoznaczne np. ze skopiowaniem legalnie kupionej płyty CD na własny telefon - po wygaśnięciu subskrypcji znika możliwość korzystania.
Zdaniem organizacji zrzeszających przedsiębiorców (m.in. Lewiatan, Związek Polska Cyfrowa, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców) oznaczało to, że "nie ma już żadnych wątpliwości, że realizacja projektu nowelizacji rozporządzenia w obecnie proponowanej treści stać będzie w kontrze do prawa UE". Twórcy jednak twierdzili, że "streaming nie sprawił, że kopiowanie i wykorzystywanie utworów w ramach użytku prywatnego zniknęły. Zmieniła się tylko forma tych czynności, która jednak dalej upoważnia twórców do otrzymywania wynagrodzenia za ich pracę".
TSUE wydał wyrok ws. streamingu
Resort kultury utrzymywał wówczas, że opinia nie jest orzeczeniem TSUE, a "korzystanie z usług streamingu na smartfonach czy tabletach nie wyłącza możliwości korzystania z tych urządzeń także do kopiowania utworów w celu prywatnego użytkowania".
Wyrok został wydany 16 kwietnia br. i potwierdził narrację przedstawioną przez Rzecznika. TSUE stwierdził, że jeśli dana platforma pozwala pobrać treść offline i tego pliku nie da się np. swobodnie przenieść poza aplikację i odtworzyć bez aktywnej autoryzacji, użytkownik nie kopiował utworu "na użytek prywatny". Tryb offline w streamingu to, zdaniem Trybunału, nie prywatna kopia użytkownika, ale czasowo udostępniony plik, nadal kontrolowany przez właściciela praw.
"W praktyce oznacza to, że zarówno sam streaming, jak i możliwość czasowego zapisu treści offline, nie powodują dodatkowej szkody po stronie twórców. Użytkownicy ponoszą już koszt dostępu do treści w ramach subskrypcji lub innych modeli licencyjnych. Nie ma więc podstaw, by nakładać kolejne obciążenia na urządzenia takie jak smartfony czy tablety, które służą przede wszystkim legalnemu korzystaniu z kultury" - mówi Interii Biznes prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik.
Spór o kopiowanie utworów
Zdaniem naszego rozmówcy, który ostrzegał już niejednokrotnie o możliwych podwyżkach cen urządzeń, zmiany listy "czystych nośników" rodzą "ryzyko nadregulacji rynku cyfrowego".
"Próby rozszerzania opłaty reprograficznej na nowe kategorie urządzeń są tego najlepszym przykładem - to de facto kolejne "ukryte" rozporządzenie lub mechanizm parapodatkowy, który nie odpowiada realiom gospodarki cyfrowej, a jednocześnie zwiększa koszty dla konsumentów i firm" - dodaje Kanownik.
Inaczej widzi to ministerstwo.
"Opłata reprograficzna, jako opłata za dozwolony użytek prywatny, jest pobierana od urządzeń zdolnych do utrwalania, ale z tytułu ich używania do zwielokrotniania utworów już utrwalonych. Oznacza to, że urządzenia te są wykorzystywane do tworzenia kopii (reprodukcji) utworów, które zostały wcześniej utrwalone i legalnie nabyte" - czytamy w raporcie z konsultacji publicznych z połowy marca.
Twórcy stoją murem za nowelizacją. Zwracają uwagę, że pierwotnie miała ona wejść w życie 1 stycznia, podkreślając, że brakuje mowy o komputerach, zaś np. są zapisy o kasetach VHS.
Przepisy o opłacie reprograficznej będą zmienione?
Zapytaliśmy resort kultury, który też nieraz wskazywał, że nowelizacja rozporządzenia nie powinna się odbić na konsumentach i podwyżkach cen smartfonów, czy weźmie pod uwagę wyrok TSUE w podjęciu decyzji o kształcie przepisów. Do momentu publikacji artykułu nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Jak jednak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w kilku źródłach, po spotkaniu przedstawicieli środowisk twórczych z wiceministrem Maciejem Wróblem, po stronie MKiDN jest wola złożenia podpisu pod projektem.
Twórcy (m.in. Stowarzyszenie Filmowców Polskich - ZAPA) spotkali się 17 lutego z minister Cienkowską, gdzie zadeklarowała ona swoją gotowość do podpisania rozporządzenia w ciągu trzech miesięcy. Zdaniem artystów przez brak zmiany przepisów tracą ono około 55 tys. zł dziennie na rzecz cyfrowych gigantów. Umowny termin mija więc w połowie maja.
Paulina Błaziak












