Reklama

Ucieczka przed FATCA

Amerykanie coraz częściej oddają paszporty, by nie wpaść w łapy pazernego fiskusa. Ten przygotował nowe prawo, dzięki któremu zyska wgląd w zarobki osób pracujących za granicą oraz ich współmałżonków.

Dla wielu Amerykanów informacja, że Tina Turner zrzekła się amerykańskiego obywatelstwa, była ciekawostką, o której szybko zapomnieli. Dlaczego miałaby tego nie zrobić, skoro od ponad 20 lat mieszka w Szwajcarii, a do tego latem tego roku wyszła za mąż za wieloletniego partnera Niemca? Argument, że chciała uciec przed skarbówką, był ze śmiechem odrzucany. Turner to nie współzałożyciel Facebooka Eduardo Saverin, który w przeddzień wejścia firmy na giełdę oddał paszport, by nie dzielić się z Wujem Samem nowym bogactwem. Turner bogata jest od dawna. Może więc chodzi o majątek męża? Też niemożliwe, przecież jako obcokrajowiec nie ma z amerykańskim fiskusem nic wspólnego. A jednak...

Reklama

Siedem milionów amerykańskich ekspatów żyjących poza granicami USA nie ma wątpliwości, że Tinie Turner chodziło i o skarbówkę, i o męża. Gdy za siedem miesięcy wejdzie w życie ustawa FATCA (Foreign Accounts Tax Compliance Act) wprowadzająca rewolucyjne zmiany w systemie składania zeznań podatkowych przez Amerykanów rezydujących za granicą, na celowniku skarbówki znajdzie się nie tylko gwiazda muzyki pop, lecz nawet jej wybranek.

Ekspaci uważają ustawę za skandaliczną i na znak protestu, tak jak piosenkarka, oddają paszporty. Jak podał dziennik "Wall Street Journal", od początku tego roku obywatelstwa zrzekło się już 2,4 tys. Amerykanów, ośmiokrotnie więcej niż w 2008 r. Działająca w Genewie organizacja American Citizens Abroad (ACA), reprezentująca obywateli USA żyjących poza granicami ojczyzny, twierdzi, że ten proces narasta w bardzo szybkim tempie. Rzecznicy amerykańskich konsulatów i ambasad potwierdzają bowiem, że na rozpatrzenie czekają stosy wniosków. Przyznają przy tym, że większość pochodzi nie od milionerów próbujących ukryć przed federalnym rządem fortuny, lecz od przeciętnie zarabiających ludzi.

- FATCA stanowi, że zeznania podatkowe muszą składać wszyscy bez wyjątku ekspaci, w tym osoby bez żadnego dochodu - choćby studenci. Każdy Amerykanin żyjący za granicą został też zobowiązany do ujawnienia wszystkich swoich aktywów, np. mąż musi poinformować skarbówkę o tym, że jest współwłaścicielem bankowego rachunku żony, która nie musi być obywatelką USA, oraz podać, ile jest na nim pieniędzy. A do opodatkowania kwalifikuje się już dochód powyżej 9 tys. dol. rocznie - wyjaśnia DGP I.J. Zemelman, szefowa nowojorskiego biura rachunkowego Taxes for Expats. - Nowe przepisy będą egzekwowane pod groźbą surowych kar. Za samo niezłożenie deklaracji podatkowej przewidziana jest grzywna w wysokości do 50 tys. dol. i przejęcie przez skarbówkę nawet do 30 proc. aktywów, pod których aktami własności lub współwłasności widnieje nazwisko podatnika. FATCA odzwierciedla zasadnicze przewartościowanie w myśleniu rządu: podatki ściągane od obywateli za granicą mają stać się jednym z głównych źródeł dochodu państwa - kończy Zemelman.

W trosce o to, by nikomu nie udało się wymknąć z zastawionej sieci, USA poprosiły o pomoc liczne zagraniczne instytucje finansowe. Rozmowy były krótkie: kto chce robić w Ameryce interesy, musi się prośbie podporządkować. Kilkadziesiąt firm podpisało już umowy o współpracy, w ramach których zobowiązały się przekazywać IRS (Internal Revenue Service), czyli amerykańskiej skarbówce, dane o amerykańskich klientach. Lista współpracowników stale się powiększa, bo USA postawiły sobie za cel zwerbowanie do współpracy setkę największych banków świata.

To nie koniec rewolucyjnych zmian. FATCA nakłada na zagraniczne firmy zatrudniające amerykańskich obywateli obowiązek składania do IRC specjalnego podatkowego zeznania, a kara za niesubordynację to co najmniej 5 tys. dol. za pracownika. Wreszcie każda spółka zagraniczna nienotowana na giełdzie lub jakakolwiek inna forma partnerstwa gospodarczego, w którym amerykańskie udziały wynoszą co najmniej 10 proc., mają obowiązek przekazywania IRS danych o wszystkich amerykańskich udziałowcach. - W świetle przepisów FATCA jesteśmy winni, dopóki nie udowodnimy, że jesteśmy niewinni. Naszym przestępstwem jest to, że mieszkamy poza granicami USA - przekonuje na stronach internetowych ACA jej dyrektor Jacqueline Bugnion.

Amerykanin - to brzmi kłopotliwie

Choć FATCA jeszcze nie weszła w życie, to jak ognia boi się jej wiele zagranicznych banków, które nie chcą mieć nic wspólnego z IRS. One paszportów zwrócić nie mogą, więc znalazły inne wyjście: kończą współpracę z obywatelami USA. Ekspatom z Ameryki odmawia się zakładania rachunków bankowych i udzielania pożyczek, z kolei amerykańscy kredytobiorcy zmuszani są do natychmiastowej spłaty długu. Mieszkający za granicą Amerykanin, który chce obecnie otworzyć konto w jakimkolwiek banku szwajcarskim, musi zadeklarować wkład co najmniej miliona dolarów. Prezes Banku Singapuru Renato De Guzman stworzył specjalny zespół księgowych, których jedynym zadaniem będzie nawigacja wśród skomplikowanych przepisów FATCA. - W przeciwnym razie współpraca z amerykańskim klientem nie będzie się opłacała - wyjaśnił w wywiadzie dla agencji informacyjnej Bloomberg.

Podobnie myślą zagraniczni pracodawcy. Choć trudno w to uwierzyć, amerykańscy fachowcy, zwłaszcza w mniejszych firmach, są dziś persona non grata i hurtowo tracą etaty. Podobnie traktowani są ich małżonkowie, którzy nie są obywatelami USA, o ile posiadają wspólne konto czy nieruchomość. - Prowadzi to do absurdalnych sytuacji, w których obywatel mieszkający we własnym kraju nie może korzystać z przysługujących mu praw cywilnych i obywatelskich tylko dlatego, że na swoje nieszczęście poślubił obywatela USA - wyjaśnia Jacqueline Bugnion z ACA.

Wreszcie jeśli nie jest się ekspatem milionerem i żyje się, licząc każdy grosz - jak większość ludzi na świecie - o oddaniu amerykańskiego paszportu mogą decydować koszty związane z przygotowaniem nowego PIT. I to pomijając fakt, że zdecydowana większość zwykłych obywateli pracujących poza granicami USA nie jest i nie będzie winna IRS złamanego grosza. W wielu krajach, zwłaszcza europejskich, podatki są wyższe niż w Ameryce i ekspaci często kwalifikują się do ich zwrotu przez skarbówkę. Nowe zeznanie podatkowe to książka o objętości ok. 60 stron, na której widok samym księgowym pot występuje na czoło. Koszty przygotowania takiego zeznania w biurze I.J. Zemelman wahają się od 2 do 5 tys. dol.

Co na to wszystko Waszyngton? Na razie nic, bo wciąż dominuje pogląd, że FATCA jest dobrym "dealem". Że zdemaskuje podatkowych oszustów i zasili budżet państwa 100 mld dol. w skali roku, pięknie obniżając deficyt. Tak w marcu 2010 r. sprzedawali Kongresowi projekt ustawy jej architekci: senator Max Baucus i kongresmen Charles Rangel, obaj demokraci. FATCA przyjęto entuzjastycznie po obu stronach politycznej barykady, co dziś jest rzeczą niemal niespotykana na Kapitolu. Inna sprawa, że wielkimi krokami zbliżały się jesienne wybory parlamentarne i amerykańscy politycy jak ryby tlenu potrzebowali "zasług", które można sprzedać wyborcom.

Sami Amerykanie w USA nie mieli szansy, by spojrzeć na tę ustawę w inny sposób. Przedstawiciele organizacji obywatelskich i samych ekspatów nie zostali do debaty dopuszczeni. Ich głosy pojawiają się teraz, przy okazji informacji o kolejkach do oddawania paszportów. Naród z szokiem dowiaduje się nie tylko tego, że największymi ofiarami FATCA będą zwykli, uczciwi ludzie, lecz także że suma, którą nowe prawo ma wygenerować dla kasy państwa, to zwykła bajka.

- Nie mam najmniejszych wątpliwości, że prawdziwi przestępcy podatkowi z łatwością znajdą sposób, by obejść prawo. FATCA to nic innego jak kolejne narzędzie IRS do gnębienia zwykłego obywatela i nakładania na niego kosmicznych kar tylko za to, że nie wypełnił jakichś dokumentów. Przecież w ich wypełnianiu nie ma żadnego sensu, jeśli obywatel fiskusowi nie jest nic winien. Mamy tu do czynienia z tą samą mentalnością, która każe NSA szpiegować naszych sprzymierzeńców. Wart największego zastanowienia jest także fakt, że USA to jedyne, prócz Erytrei, państwo na świecie, które obliguje obywateli do płacenia podatków w oparciu o zasadę obywatelstwa, a nie miejsce zamieszkania - tłumaczy nam James Jatras, były dyplomata i analityk stosunków międzynarodowych w Departamencie Stanu.

Ile więc w rzeczywistości amerykański rząd zyska na implementacji FATCA? Waszyngtoński instytut Center for Freedom and Prosperity przewiduje, że najwyżej 800 mln dol. To mniej niż 1 proc. z wieszczonych przez Baucusa i Rangela 100 mld dol. A możliwy jest scenariusz, że nawet ten zysk przyćmią straty, jakich FATCA przysporzy pośrednio amerykańskiej gospodarce. Jedną z nich może być stopniowy exodus amerykańskiego kapitału z zagranicy. Drugą - podjęta przez IRS praktyka karania "opornych podmiotów gospodarczych" poprzez wstrzymywanie im wypłat odsetek z państwowych obligacji. Stąd już prosta droga do wyższych stóp procentowych w USA i wyższych kosztów obsługi amerykańskiego długu.

Inne szkody mogą się pojawić na arenie dyplomatycznej. - Dlaczego suwerenne państwa mają podporządkowywać się wewnętrznemu prawu USA? Przymuszanie do współpracy, które w prawie określa się mianem transgresji, podlega przecież karze. Przykro to mówić, ale celem FATCA jest nie tylko ściganie amerykańskich ekspatów, ale pozyskanie zagranicznych instytucji do pracy w charakterze policjantów strzegących amerykańskiego prawa na ich terytorium. Jeśli polskie banki podpisały porozumienie z IRS, to będą dla niej pracować - mówi Jatras. A wiadomo, że podpisały.

Quo vadis IRS?

Kilka tysięcy oddanych paszportów to może nie tak wiele. Argument o ograniczaniu wolności, gwałceniu praw konstytucyjnych, utrudnianiu ludziom przez rząd ich codziennego życia także blednie w świetle ostatnich rewelacji o pracy amerykańskiej agencji NSA. Jeśli rząd bezprawnie szpieguje obywateli na terenie kraju, dlaczego miałby traktować inaczej tych, którzy mieszkają za granicą? Dyżurny strażnik praw cywilnych i obywatelskich w USA, organizacja American Civil Liberties Union (ACLU), raczej nie wystąpi ani przeciwko FATCA, ani NSA, bo musiałby walczyć przeciwko całemu rządowi w imieniu całego narodu. To, jak zwracają uwagę amerykańscy komentatorzy, oznaczałoby sytuację, którą rozwiązać może jedynie rewolucja lub przewrót państwowy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie bierze takiej opcji pod uwagę.

Destrukcyjność FATCA należy jednak mierzyć w innych kategoriach. Zrzeczenie się amerykańskiego obywatelstwa jest procesem nieodwracalnym. Podobnie nieodwracalne może być wytworzenie się wśród ekspatów klimatu niechęci do ojczyzny, a to pojęcie do tej pory zupełnie im obce. Amerykanie za granicą znani są z gorliwego, wręcz przesadnego patriotyzmu. To dzięki nim paszport USA dla tak wielu ludzi we wszystkich zakątkach świata wciąż kojarzy się z najwyższych dobrem, szczytem marzeń. Prosperity państwa nie leży tylko w jego wymiernym bogactwie, lecz przede wszystkim w jego obywatelach - czy są ze swej ojczyzny dumni, gotowi dla niej pracować, dbać o wspólne dobro narodu. Od lipca przyszłego roku amerykańscy ekspaci będą potrzebowali naprawdę silnych argumentów, by wciąż trzymać w szufladzie swój amerykański paszport.

Eliza Sarnacka-Mahoney

korespondencja z USA

29 listopada 2013 (nr 231)

Dowiedz się więcej na temat: Dziennik Gazeta Prawna | nowe prawo | USA | ten | FATCA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »