W skrócie
- Negocjacje w sprawie umowy handlowej UE-Australia były zawieszone z powodu sporów dotyczących rolnictwa, szczególnie wołowiny, teraz jednak wracają na agendę.
- Przedstawiciele sektora rolnego i politycy podkreślają potrzebę ochrony interesów europejskich producentów w trakcie rozmów z Australią.
- Bruksela jest zdeterminowana, by podpisać umowę, która pozwoli Europie na dostęp do australijskich surowców krytycznych i dywersyfikację partnerów handlowych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
O tej umowie mówiło się od lat. Negocjacje w sprawie podpisania paktu handlowego UE-Australia rozpoczęły się już w 2018 roku, ale pięć lat później zostały zawieszone. Dziś, kiedy sytuacja geopolityczna na świecie gwałtownie zmienia się na coraz mniej stabilną, Europa wraca do intensywnego poszukiwania nowych sojuszy, które będą zabezpieczeniem przez nadmiernym uzależnieniem się od Chin, a dodatkowo wyślą sygnał Ameryce Donalda Trumpa, że Stary Kontynent ma wielu innych przyjaciół. W tym celu Bruksela spogląda znów w kierunku Canberry.
Ursula von der Leyen będzie negocjować umowę handlową UE-Australia
Australijski dziennik "The Nightly" ujawnił na początku lutego, że Ursula von der Leyen, otwiera się w nowym oknie wybiera się na Antypody. Poleci tam natychmiast po zakończeniu konferencji bezpieczeństwa w Monachium, którą zaplanowano na 13-15 lutego.
Informację tę potwierdził u swoich źródeł serwis "Politico". Zanim von der Leyen zjawi się w Australii, w Brukseli ma dojść do rozmów europejskiego komisarza ds. handlu Maroša Šefčoviča i jego australijskiego odpowiednika Dona Farrella. Na temat tego drugiego spotkania oficjalnie wypowiadał się zastępca głównego rzecznika KE Olof Gill. "Negocjacje pomiędzy Unią Europejską a Australią trwają. UE, otwiera się w nowym oknie daży do wzmocnienia swoich relacji z Australią, strategicznym partnerem o podobnym sposobie myślenia. Jak zawsze, postęp w delikatnej fazie negocjacji będzie zależał od wsadu merytorycznego".
Gill nie bez powodu użył przymiotnika "delikatny". W 2023 r. przeszkodą w kontynuowaniu rozmów na linii UE-Australia okazały się kwestie dotyczące rolnictwa.
Umowa UE-Australia. Rolnictwo ponownie najbardziej wrażliwym obszarem
- Negocjacje ws. umowy UE-Australia zostały zawieszone m.in. dlatego, że Canberra oczekiwała większego otwarcia unijnego rynku na australijską wołowinę - mówi Interii Biznes Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny. - Australia jest potężnym producentem i jednym z największych eksporterów tego mięsa na świecie. Jej początkowe oczekiwania co do kwot eksportowych dotyczyły 80 tys. ton, potem zostały zredukowane do 40 tys. ton, teraz na stole leży 24 tys. ton - ale i tak jest to propozycja nieakceptowalna z punktu widzenia europejskich rolników. Należy bowiem patrzeć na te kwoty przez pryzmat wszystkich innych umów handlowych, w tym umowy z Mercosur, otwiera się w nowym oknie. To byłby kolejny wolumen wołowiny z obniżonym cłem, po czasie pewnie zerowym, który trafiłby na europejski rynek.
- Uderzyłoby to w polskich producentów, powodując presję na obniżanie cen, co mogłoby przełożyć się na obniżenie cen dla hodowców - tłumaczy. - Obecnie jesteśmy 5. największym producentem wołowiny w UE i drugim (po Irlandii) eksporterem. Nasza wołowina trafia głównie na rynek europejski, a trzeba pamiętać, że nie konkurujemy już ceną, lecz jakością.
Dodajmy, że "rolniczą" kwestią sporną w 2023 r. - kiedy to negocjacje UE-Australia zawieszono po 15 rundach - była też baranina i jagnięcina. Australia jest generalnie "mięsnym potentatem". Według branżowego serwisu "Meat & Livestock" Australia, kraj ten wyeksportował w 2025 r. ponad 1,5 mln ton wołowiny do 83 krajów świata (po raz pierwszy przekraczając barierę 1,5 mln ton w roku kalendarzowym), po wzroście wolumenu eksportu o 15 proc. rok do roku. Jeśli chodzi o eksport jagnięciny, to jego wolumen spadł wprawdzie lekko, o 4 proc. rok do roku, ale wartość okazało się rekordowa, przekraczając 4,2 mld dolarów australijskich (2,49 mld euro). Rekordowa była także wartość eksportu baraniny - 1,7 mld dolarów australijskich (1,01 mld euro).
- Oczekujemy, że KE podejdzie poważnie do kwestii rolnictwa - mówi Jacek Zarzecki. - Działania komisarza Hansena (komisarz ds. rolnictwa UE Christophe Hansen - red.) - który, co trzeba przyznać, ma swój pomysł na strategię dla unijnego sektora produkcji zwierzęcej - musi wesprzeć szefowa KE i komisarz ds. handlu. Jeszcze w styczniu 2025 r. Maroš Šefčovič zapowiadał utworzenie specjalnego, odrębnego funduszu gwarancyjnego dla sektorów wrażliwych, które mogą ucierpieć na skutek umowy UE-Mercosur. Potem ten temat umarł. Liczymy na to, że przy okazji rozmów o umowie z Australią wróci na agendę.
- Dziś produkcja wołowiny w Europie z roku na rok maleje, spada liczba gospodarstw - jeśli zabraknie rodzimej wołowiny, w jej miejsce wejdzie więcej wołowiny z importu - dodaje. - Dzisiaj tak naprawdę największym zagrożeniem dla nas jest brak stabilności prawnej, bo na rynku sobie radzimy.
Przed podpisaniem umowy UE-Mercosur polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, otwiera się w nowym oknie aktywnie brało udział w wysiłkach na rzecz zbudowania tzw. mniejszości blokującej, co zapobiegłoby podpisaniu paktu. Kiedy to się nie udało, akcenty zostały przesunięte na walkę w Europarlamencie o przyjęcie rezolucji kierującej umowę z krajami Mercosuru do Trybunału Sprawiedliwości UE. Ten cel udało się osiągnąć, za co szef resortu rolnictwa Stefan Krajewski dziękował europosłom, którzy głosowali za wnioskiem do TSUE, "bez względu na barwy polityczne i narodowe". Jak polski rząd i reprezentujący nasz kraj eurodeputowani podchodzą do planów dotyczących umowy UE-Australia? Jacek Zarzecki mówi, że nie ma zastrzeżeń do współpracy z MRiRW i z polskimi europosłami w kwestii ochrony polskiego sektora przed skutkami zwrotu w polityce handlowej UE. - Jesteśmy w ciągłym kontakcie z ministerstwem rolnictwa; na forum PE bardzo cenię sobie współpracę z Krzysztofem Hetmanem i Dariuszem Jońskim oraz Adamem Jarubasem, ale rozmawiamy też z innymi eurodeputowanymi z Polski, bez względu na to, do jakiej frakcji należą - podkreśla.
Krzysztof Hetman o umowie UE-Australia: Staramy się być czujni
Krzysztof Hetman, były minister rozwoju i technologii w rządzie Donalda Tuska, a obecnie wiceprzewodniczący komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Parlamencie Europejskim, w rozmowie z Interią Biznes zaleca cierpliwość. - Trzeba poczekać na efekty rozmów pani von der Leyen w Australii. Przewodnicząca KE deklarowała jakiś czas temu, że kolejne umowy o wolnym handlu będą pozbawione elementu dotyczącego rolnictwa, ale takie same deklaracje składała w przypadku umowy UE-Indie, a ostatecznie okazało się, że o ile wołowina faktycznie została z niej wyłączona, to wiele innych produktów rolnych jednak się w tej umowie znalazło.
Polityk zapewnia, że eurodeputowani uważnie analizują szczegóły umów handlowych, otwiera się w nowym oknie zawieranych przez KE i podejmują działania tam, gdzie widzą konieczność upomnienia się o interesy producentów z krajów UE.
- W przypadku umowy z Indiami, patrząc z polskiego punktu widzenia, jesteśmy pełni obaw nie tylko jeśli chodzi o rolnictwo, ale też o ceramikę - mówi Krzysztof Hetman, otwiera się w nowym oknie. - Tam przemysł ten jest bardzo mocny, a u nas przechodzi z kolei bardzo trudny okres ze względu na koszty energii, przez co trudno jest mu podejmować konkurencję z produktami z krajów trzecich. Patrzymy więc na umowy o wolnym handlu szerzej, staramy się być czujni. Niewykluczone, że w przypadku Indii - oczywiście, po dokładnym zapoznaniu się z treścią umowy - podejmiemy działania, żeby wprowadzić klauzule ochronne dla przemysłu ceramicznego. Będziemy tutaj konsultować się z kolegami z Włoch i Hiszpanii, gdzie branża ceramiczna również ma duże znaczenie.
Bruksela jest zdeterminowana. W umowie z Australią dostrzega wielkie korzyści
Można zadać pytanie, dlaczego KE znów ryzykuje, że ściągnie na siebie gniew przedstawicieli unijnego sektora rolniczego, a potencjalnie też innych branż. Wydaje się jednak, że w szybko zmieniającej się układance geopolitycznej to cena, którą Bruksela jest gotowa zapłacić.
- Musimy dostrzec to, że UE ma ogromny pozytywny bilans handlowy w relacjach z Australią, z nadwyżką oscylującą w granicach 30 mld euro - mówi Interii Biznes dr Patryk Kugiel, analityk ds. Azji Południowej w Programie Azja i Pacyfik w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM). - Import z Australii, rzędu 10 mld euro, nie jest jakimś zagrożeniem dla Europy. Za to tym, co Australia ma najciekawszego z naszego punktu widzenia, są surowce krytyczne - lit, miedź czy kobalt. Do tej pory Australia, otwiera się w nowym oknie wysyłała te metale do Chin, Chiny je przetwarzały, a Europa importowała przetworzone produkty. Stawką jest więc wzmocnienie współpracy w zakresie surowców potrzebnych do budowy nowoczesnej gospodarki, tak w UE, jak i w Australii.
Ekspert uważa, że do podpisania umowy UE-Australia powinno było dojść już dawno. - Australia okazała się bardzo wiarygodnym partnerem dla Ukrainy w czasie jej zmagań z rosyjską agresją - mówi.
Wobec nieprzewidywalnej polityki Donalda Trumpa, wobec narastającej konkurencji ze strony Chin, Australia jawi się jako najbardziej godny zaufania i naturalny partner dla UE w rejonie Azji i Pacyfiku.
Patryk Kugiel dodaje, że zredukowanie australijskich ceł na produkty przemysłowe czy rolne z Europy byłoby korzystne dla UE w wymiarze handlowym i strategicznym.
Oczywiście, byłaby to transakcja wiązana. Na stronie australijskiego Departamentu Spraw Zagranicznych i Handlu znaleźć można dokument opisujący potencjalne korzyści płynące dla Australii z zawarcia umowy handlowej z UE.
"UE ma wyższe cła niż Australia na wiele towarów przemysłowych, a eksport jest objęty cłami sięgającymi 12 proc. na minerały i metale, 10 proc. na drewno i papier oraz 7 proc. na chemikalia" - czytamy w dokumencie. "Australia będzie dążyć do zniesienia wszystkich unijnych ceł na towary przemysłowe, co zapewni przewagę konkurencyjną australijskim eksporterom towarów. W zamian za lepszy dostęp do rynku UE, Australia dokona proporcjonalnych obniżek ceł na import z UE, obniżając ceny towarów dla konsumentów".
Kwestia rolnictwa również pojawia się w stanowisku władz Australii. "Szeroki zakres australijskiego eksportu produktów rolnych do UE, w tym wołowina, baranina, cukier, ser i ryż, jest znacznie ograniczony przez unijne kontyngenty taryfowe. (...) Będziemy dążyć do pełnej liberalizacji taryf dla rolnictwa w ramach umowy o wolnym handlu, mając świadomość, że negocjacje dotyczące niektórych produktów rolnych będą szczególnie trudne".
"Obie strony muszą pójść na kompromisy"
- Każda umowa ma przegranych - przyznaje dr Patryk Kugiel z PISM, przypominając, że wołowina i jagnięcina "wywróciły dwa lata temu negocjacje UE-Australia". - Po tym, co się działo przy Mercosurze, możemy spodziewać się ze strony rolników francuskich czy polskich protestów, jednak na tę chwilę ciężko tak naprawdę się odnieść do ewentualnych ryzyk. Nie wiemy, jakie kontyngenty zostaną wynegocjowane, jakie będą mechanizmy zabezpieczające i okresy przejściowe. Na pewno Europa ma w sferze rolnictwa interesy defensywne.
Ale, jak zaznacza ekspert, ta szczególna pozycja rolnictwa "wzmacnia argumentację UE". - Jeśli ktoś chce zawrzeć z nami umowę, to te wrażliwe kwestie rolne muszą być brane pod uwagę. Obie strony muszą pójść na kompromisy. Zaproponowane przez Australię w 2018 r. niskie w istocie kontyngenty na wołowinę i jagnięcinę były niesatysfakcjonujące dla UE, która grała tutaj bardzo wysoko. Teraz będzie musiała Australii zaproponować w zamian coś atrakcyjnego, by dopiąć celu, jakim jest dostęp do australijskich minerałów. Canberra nie podpisze przecież umowy, która będzie mocniej otwierała ich rynek dla UE, a rynek europejski dla Australii już nie. KE jest więc w trudnej sytuacji i ciekawe, jak z tego wybrnie.
Analityk PISM podkreśla jednocześnie, że na umowę UE-Australia należy patrzeć kompleksowo. - To porozumienie korzystne dla Europy, dla Polski, w całości, w każdym wymiarze - kwestią europejskich i polskich polityków jest zadbać o to, by zostało zawarte przy jednoczesnym zabezpieczeniu naszych interesów.
- Siła nabywcza australijskich konsumentów jest duża, Australia to chłonny i bogaty rynek - zaznacza. - To, że są tam odbiorcy na europejskie towary, sprawia, że jest to dla nas atrakcyjny partner handlowy, a dywersyfikacja partnerów handlowych leży w interesie Europy.
Minerały i niezależność od Chin i USA, czyli co Australia może zaoferować Europie
Równie dużą stawką w tej grze są jednak minerały krytyczne, bez których nowoczesne gospodarki nie mogą się dziś obejść, odgrywają one bowiem kluczową rolę w zielonej transformacji, przemyśle zbrojeniowym, technologiach półprzewodnikowych, przemyśle kosmicznym. W globalnym łańcuchu dostaw tych minerałów największą rolę odgrywają Chiny, zarówno pod względem produkcji, jak i rafinacji. Interesy Europy są tu aż nadto widoczne: UE stawia na zieloną energetykę, a także coraz intensywniej się zbroi w obliczu zagrożenia ze strony Rosji. Australijskie zasoby kobaltu, litu, grafitu, germanu, tytanu czy wanadu, a także pierwiastków ziem rzadkich, idealnie wpasowują się w europejskie potrzeby.
Patryk Kugiel z PISM zauważa, że jednocześnie UE realizuje tutaj strategię dywersyfikacji partnerów. - W pewnym momencie - punktem zwrotnym była tu rosyjska agresja na Ukrainę - Europa zdała sobie sprawę, że do 2022 r. była uzależniona od Rosji w zakresie energii, od Chin w zakresie produkcji, a od USA w zakresie bezpieczeństwa. Od Rosji już się uniezależniliśmy pod względem energetycznym, teraz staramy się uniezależnić od Chin przez zawierane umowy handlowe, a trochę też dywersyfikujemy się od rynku amerykańskiego, który był do niedawna tak pewny i przewidywalny dla nas, ale już nie jest. To waży czynnik, który motywuje Europę do poszukiwania innych kierunków partnerstw. Pojawiają się już głosy, że trzeba "poprawić" umowy UE z Japonią czy Wietnamem, spojrzeć na Afrykę Północną.
KE próbuje dywersyfikować te kwestie handlowe, ale należy podchodzić do tego ostrożnie.
Krzysztof Hetman jest zdania, że najważniejsze w nowej strategii UE jest jednak dążenie do uwolnienia się od chińskich wpływów. - Nie patrzę na umowy o wolnym handlu zawierane przez UE tylko jako na działania w kontrze do USA - mówi nam polski eurodeputowany. - To fałszywa teza. Europie bardziej chodzi o to, by uniezależnić się od Chin, bo niestety w wielu obszarach do takiego uzależnienia doprowadziliśmy, także w kwestii metali ziem rzadkich. Te ostatnie cztery lata, jakie upłynęły od agresji Rosji na Ukrainę, uświadomiły nam, jakie skutki może mieć uzależnienie się od jednego kraju (w przypadku Rosji były to oczywiście węglowodory).
Ostrożność, zwłaszcza w kwestii determinacji Brukseli do zabezpieczenia interesów europejskich producentów rolnych, przejawia Jacek Zarzecki z Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny. Odwołuje się on tutaj do wynegocjowanej niedawno umowy UE-Indie. - Nie dotyka ona kwestii rolnych, ale nie dlatego że Bruksela zaczęła nagle przejawiać dobre chęci w tej sprawie - tylko dlatego, że Indie nie były w stanie spełnić unijnych wymogów fitosanitarnych.
- Australia takie wymogi spełnia, ma strategię zeroemisyjności względem wołowiny i stawia bardzo mocno na wołowinę kulinarną. UE jest pod tym względem mocno w tyle - przyznaje. I apeluje o to, by producenci w UE brali sprawy we własne ręce. - Dlatego europejscy producenci, w tym polscy, muszą budować przewagę konkurencyjną. W Polsce nie mamy np. zbyt wielu produktów o chronionym oznaczeniu geograficznym - jest ich 38, to mało w porównaniu z Francją, Niemcami, Włochami czy Hiszpanami. Musimy się zrzeszać i być motorem dla wprowadzania na rynek tego typu oferty. Obecnie kończymy pracę nad wspólnym znakiem promocji dla polskiej wołowiny i myślę, że ta presja ze strony zawieranych przez UE kolejnych umów handlowych przekona największych graczy na rynku do tego, że nie możemy być bezimienni na rynkach światowych.
On też dostrzega, że w umowach o wolnym handlu, które stały się nowym motywem przewodnim w relacjach Europy ze światem, chodzi o coś więcej. - Musimy odnaleźć się w nowych realiach, bo ta liczba porozumień, które podpisuje teraz UE, to w istocie odpowiedź na geopolitykę. Nie są to umowy stricte gospodarcze.
Katarzyna Dybińska












