Rząd Nowej Zelandii uważa umowę handlową z Indiami za niepowtarzalną szansę, która ma zapewnić nowozelandzkim przedsiębiorstwom dostęp do ogromnego rynku wewnętrznego najludniejszego kraju na świecie. Nie cała koalicja jest jednak zgodna w tej ocenie.
Umowa handlowa Nowa Zelandia-Indie. Padły słowa o "tsunami butter chicken"
Rządzący partner koalicyjny, prawicowo-populistyczna partia Nowa Zelandia First, wycofała poparcie dla umowy z obawy, że otworzy granice kraju dla tysięcy obywateli Indii. Oznacza to, że rząd będzie musiał szukać poparcia dla ustawy, która w najbliższym czasie ma pojawić się w tamtejszym parlamencie.
Jednak nie sam sprzeciw koalicjanta wywołał największe niezrozumienie w Nowej Zelandii, ale słowa na temat umowy handlowej, które padły z ust ministra ds. rozwoju regionalnego i wiceprzewodniczącego partiii Nowa Zelandia First.
"Nie obchodzi mnie, jak bardzo będziemy krytykowani, po prostu nigdy nie zgodzę się na tsunami butter chicken, które nadejdzie w Nowej Zelandii" - powiedział Shane Jones w wywiadzie dla Reality Check Radio, cytowany przez agencję AFP.
Nowa Zelandia. Słowa o "tsunami butter chicken" oburzyły opozycję
Słowa ministra zostały niemal natychmiast potępione przez grupy społeczności indyjskich w Nowej Zelandii, uznając je za rasistowskie. Opozycyjna posłanka Priyanca Radhakrishnan nazwała je "jawnym rasizmem" i dodała, że "to niedopuszczalne i politycy nie powinni wygłaszać takich oświadczeń".
Na wypowiedź zareagował także premier Christopher Luxon. Stwierdził on, że komentarze Jonesa były "nieprzydatne".
Również Europa stawia w ostatnim czasie na zawieranie umów handlowych. W styczniu Komisja Europejska podpisała umowę z Mercosurem, a także zakończyła negocjacje umów o wolnym handlu z Indiami, Australią i Indonezją (w przypadku Indonezji jest to porozumienie o partnerstwie gospodarczym). Trwają także negocjacje handlowe z Filipinami, Malezją, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Tajlandią.












