Reklama

Unia daje pieniądze, Polska wyrzuca je w błoto

Urzędnicy, aby uzgodnić zasady współpracy, muszą się spotkać. Płaci Unia Europejska. Za opracowanie dokumentu pod nazwą "Diagnoza stanu sektora ekonomii społecznej" też płaci Unia. Podobnie jak za "propagowanie dobrych praktyk w przedsiębiorczości"- to tylko niektóre przykłady działań, jakie w ostatnich latach zostały sfinansowane ze środków unijnych.

Rząd chwali się, że miesięcznie wydajemy około 4 mld zł dotacji z UE. Rocznie nasz PKB zyskuje dzięki inwestycjom współfinansowanym z funduszy europejskich dodatkowy 1 punkt procentowy. Mogłoby to być jednak o wiele więcej, gdyby wszystkie te pieniądze rzeczywiście szły na rozwój naszej gospodarki.

Tymczasem w ramach programów unijnych organizowane są spotkania, szkolenia, konferencje, których wpływ na rozwój gospodarczy jest wątpliwy. Tego typu przykłady można mnożyć.

Problemy wiążą się jednak również z "twardymi" projektami. Przykładem są baseny, które samorządy bardzo chętnie stawiały u siebie za unijne pieniądze. - Gminy były skore do podejmowania się takich inwestycji, bo pływalnie są okazałe, można je było uroczyście otworzyć - wyjaśnia Jerzy Kwieciński, ekspert BCC, były wiceminister rozwoju regionalnego. - Dziś stanowią balast, nie zarabiają na siebie i trzeba do nich dokładać.

Reklama

Kwieciński zaznacza, że w przyszłej perspektywie finansowej trzeba tak dobierać programy, aby w ich efekcie do gospodarki płynęły pieniądze, przez co będzie się ona szybciej rozwijała.

Zdaniem Rafała Antczaka, wiceprezesa Deloitte Business Consulting, stawiać należy na rozwinięte regiony kraju. Tam bowiem unijne pieniądze będą lepiej pracować. - Tymczasem decyzją polityczną wydaje się je głównie w Polsce wschodniej. Tam szanse na to, że przyczynią się do większego wzrostu gospodarki, są najmniejsze - dodaje.

W ramach specjalnego programu promującego Polskę wschodnią wydano np. 683 tys. zł (niemal 580 tys. zł z Unii) na spotkanie przedstawicieli kilku gmin powiatów chełmskiego, tomaszowskiego i lubaczowskiego, na którym samorządy miały nawiązać współpracę. W efekcie gminy miały być "szerzej promowane i bardziej rozpoznawalne".

- Należałoby prześledzić efekty realizowanych programów - uważa Kwieciński. - Unia przeznaczyła pieniądze na to, aby ludzie zaczęli ze sobą działać. Pytanie, czy założone cele rzeczywiście zostały osiągnięte i jak one wpływają na nasze życie - dodaje.

Elżbieta Glapiak

300 miliardów z Unii, czyli kreatywne obietnice i warunkowe scenariusze

Trochę mniej lub trochę więcej niż 300 mld zł. Tyle może wynieść unijny budżet dla Polski na kolejne 7 lat.

Różnice są ogromne. Zależą od scenariuszy listopadowego szczytu budżetowego UE i kursu unijnej waluty, który z kolei jest bezpośrednio związany z kondycją potencjalnych bankrutów ze strefy euro: Grecji, Portugalii i Hiszpanii.

Scenariusz 1 - zachowanie status quo

Najgorszy dla Polski wariant to utrzymanie finansowania na poziomie z obecnego budżetu. Oznaczałoby to, że dostalibyśmy 68 mld euro. Kwota przeliczona po wczorajszym kursie 4,13 zł za euro daje 280 mld zł. Taki wariant choć dla nas groźny, niestety jest realny, bo w trakcie negocjacji pojawiają się postulaty, by żadne państwo nie otrzymało więcej niż w poprzedniej perspektywie.

Scenariusz 2 - hojny Londyn i trwająca Grecja

Najbardziej optymistyczny scenariusz to suma 80 mld euro, czyli aż 330 mld zł po kursie 4,13 zł za euro. Taka kwota pojawiła się zaraz po przedstawieniu projektu budżetu przez Komisję Europejską i to ona była podstawą do wyborczej obietnicy Platformy Obywatelskiej 300 mld zł. Dziś 80 mld euro jest już nieaktualne.

Nawet teoretycznie sprzyjający nam Niemcy chcą, aby budżet Unii do 2020 r. był utrzymany na poziomie 1 proc. PKB UE. To oznacza ograniczenie wydatków o około 10 proc. w stosunku do propozycji KE, którą popiera Polska. Zresztą nawet zdaniem KE wydatki Unii powinny stopniowo spadać z 1,12 proc. PKB obecnie do 1,03 proc. w 2020 r.

Scenariusz 3 - siódemka z przodu

Polscy dyplomaci przyznają, że dziś liczymy na sumę z siódemką z przodu. Nieoficjalnie precyzują, że chodzi o kwotę między 70 a 75 mld euro. To po wczorajszym kursie euro oznacza rozbieżność między 289 mld a 309 mld zł, równo 300 mld zł dałaby nam kwota 72,6 mld euro.

Podawanie kwot to dziś loteria. W projekcie budżetu nie ma sum przypisanych do konkretnych krajów. Wszystko zależy od globalnej kwoty i szczegółowych zasad wydawania pieniędzy. To z kolei jest często ważniejsze od samej wielkości budżetu. - Podawane liczby są na tyle nieprecyzyjne, że każdy wariant jest możliwy - podsumowuje europoseł Polska Jest Najważniejsza Paweł Kowal.

Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak

25 października 2012 (nr 208)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »