W Polsce działa dziś około 20 dużych elektrowni zawodowych opalanych węglem, które wciąż odpowiadają za znaczną część krajowej produkcji energii elektrycznej. Są wśród nich m.in. Bełchatów, Turów, Opole, Jaworzno czy Rybnik.
Jak informowaliśmy w Interii Biznes, we wtorek (4 sierpnia) elektrownie Połaniec i Kozienice ograniczyły pracę części bloków energetycznych z powodu problemów z chłodzeniem wodą pobieraną z Wisły. Enea Wytwarzanie przekazała naszej redakcji, że obserwuje okresowe wahania przepływów oraz obniżone stany wody w związku z wysokimi temperaturami i długotrwałym brakiem opadów.
Jak wygląda sytuacja w innych elektrowniach? "Nie musi wprowadzać ograniczeń"
Sprawdziliśmy, jak w środę (5 sierpnia) wygląda sytuacja w pozostałych dużych elektrowniach węglowych w kraju. Zapytaliśmy ich operatorów, czy obecna fala upałów wpływa na pracę bloków oraz czy istnieje ryzyko, że produkcja energii zostanie organiczna.
Grupa Energa poinformowała Interię Biznes, że obecnie w Elektrowni Ostrołęka B nie wprowadzono żadnych ograniczeń mocy związanych z wysokimi temperaturami. Zastrzegła jednak, że jeśli upały będą utrzymywać się przez dłuższy czas, może pojawić się konieczność częściowego dostosowania produkcji do panujących warunków, w uzgodnieniu z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi.
PSE zaznaczyły jednak, że obecnie parametry hydrologiczne nie są przekroczone w związku z czym "elektrownia nie musi wprowadzać ograniczeń".
Inaczej wygląda sytuacja w elektrowniach należących do Taurona. Spółka wyjaśniła, że jej jednostki wykorzystują zamknięte obiegi chłodzenia, dzięki czemu nie pobierają i nie odprowadzają wody bezpośrednio do rzek. Jak podkreślono, takie rozwiązanie w dużym stopniu uniezależnia pracę elektrowni od niskich stanów wód, suszy i fal upałów, czyniąc je znacznie bardziej odpornymi na niekorzystne warunki hydrologiczne.
PSE: Sytuacja w systemie może się zmieniać dynamicznie
Przypomnijmy, że 4 sierpnia Polskie Sieci Elektroenergetyczne uruchomiły mechanizm okresu przywołania na rynku mocy. Jak jednak zapewnił premier Donald Tusk, obecnie nie ma planów ponownego zastosowania tego rozwiązania.
"Brzmi to tajemniczo, ale chodzi o to, że - według oceny ekspertów - nie będzie potrzeby uruchamiania jednostek pozostających w rezerwie, ponieważ sytuacja jest pod kontrolą" - powiedział szef rządu. Dodał również, że nic nie wskazuje na powtórzenie się sytuacji, w której dostępna nadwyżka mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym spadłaby poniżej wymaganego poziomu.
Ocena ta jest zbieżna ze stanowiskiem Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Jak przekazał Interii Biznes rzecznik PSE Wojciech Krzyczkowski, środowa sytuacja bilansowa Krajowego Systemu Elektroenergetycznego znacząco różni się od wtorkowej. Uczestnicy rynku zakontraktowali na wieczorny szczyt zapotrzebowania znacznie większe wolumeny energii z importu, co pozwoli utrzymać rezerwę operacyjną wyraźnie powyżej wymaganego poziomu bezpieczeństwa. W efekcie operator nie widzi obecnie potrzeby podejmowania interwencji.
- Sytuacja pozostaje pod kontrolą, z odpowiednim marginesem bezpieczeństwa i obecnie nie widzimy żadnych problemów na najbliższe dni - podkreślił Krzyczkowski. Jak dodał, dotyczy to również ewentualnych dalszych ograniczeń pracy bloków energetycznych związanych z problemami z chłodzeniem. Zaznaczył jednak, że sytuacja w systemie może zmieniać się dynamicznie, m.in. pod wpływem wahań cen energii na rynkach sąsiednich, takich jak Węgry czy Rumunia.












