Przez dziesięciolecia Andora była uznawana za bezpieczną przystań dla posiadających oszczędności i nie lubiących płacić wysokich podatków. Jednak pod koniec stycznia tamtejszy parlament przyjął ustawę imigracyjną, na mocy której zainteresowani zdobyciem pozwolenia na pobyt (rezydencji) muszą zainwestować ponad milion euro. Zagraniczne media wyraziły oburzenie i nazwały Andorrę ekskluzywnym, prywatnym klubem.
Nie tylko Andora poluje na bogatych. W Hiszpanii jest "ustawa Beckhama"
Kraj w Pirenejach zamieszkały przez niespełna 86 tys. osób nie jest jedynym w Europie, dającym wyjątkowe prawa podatkowe bogatym, przenoszącym tam swoje rezydencje fiskalne. W sąsiadującej Hiszpanii od 22 lat obowiązuje tzw. "ustawa Beckhama" - system pozwalający nowym rezydentom przez sześć lat płacić stały ryczałt 24 proc. od pierwszych 600 tys. euro dochodu. Stawka powyżej tej kwoty wynosi 47 proc. Do dochodu nie są wliczane zyski uzyskane za granicą.
Przyjęcie prawa zbiegło się z angażem Davida Beckhama do Realu Madryt. W Hiszpanii zapanowało wtedy przekonanie, że prawo zostało opracowane z myślą o przyciągnięciu do kraju elitarnych sportowców.
Portugalia zaś stawia na zagranicznych ekspertów wysokiej klasy. Zgodnie z obowiązującym od ponad roku systemem podatkowym, tzw. NHR 2.0 (Non-Habitual Resident Regime), wysoko wykwalifikowani specjaliści, których praca wspiera innowacyjność i rozwój naukowy kraju, mają stałą 20 proc. stawkę podatku dochodowego (IRS). Prawo nie wskazuje górnego pułapu zarobków i nagradza przede wszystkim naukowców, ekspertów w dziedzinie nowych technologii, inwestorów i kadrę zarządzającą.
Rzym i Ateny kuszą obcokrajowców. 50 tys. euro za osobę
Zamożnych obcokrajowców nagradza też system podatkowy Włoch. Według znowelizowanego prawa, które obowiązuje od stycznia, ci, którzy przeniosą na Półwysep Apeniński swoją rezydencję fiskalną, od wszystkich zarobków uzyskanych poza tym krajem, zapłacą ryczałt wynoszący 300 tys. euro. Dotyczy to m.in. zagranicznych dywidend, odsetek czy pieniędzy z najmu. Nie muszą nawet raportować o zagranicznych aktywach. Mogą też rozszerzyć system na bliskich. Wystarczy, że wpłacą dodatkowe 50 tys. euro za każdą osobę.
Podobną, ale bardziej ekonomiczną ofertę proponuje Grecja. Jest nią specjalny program ryczałtowego opodatkowania (Non-Dom Tax Regime), skierowany do zamożnych osób. Ci, którzy postanowią rozliczać się tam z fiskusem, bez względu na wysokość zagranicznych zarobków zapłacą rocznie 100 tys. euro. Też mogą włączyć do systemu rodziny, za dodatkową opłatą 20 tys. euro rocznie. W ofercie jest jednak haczyk. Żeby móc z niej korzystać, bogaci rezydenci muszą zainwestować w Grecji co najmniej pół miliona euro.
Raje podatkowe kuszą. Do gry weszły też wyspy
Krajem w Europie, który wabi nie tylko najbogatszych, jest Cypr. Podstawowa stawka podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) wynosi tam 15 proc. Niższa, 8 proc. stawka obowiązuje od aktywów cyfrowych, a kwota wolna od podatku sięga 22 tys. euro. Ci, którzy przeniosą rezydencję na Cypr, mogą uzyskać status Non-Domicile. Zwalnia on przez 17 lat z podatku od dywidend, odsetek oraz zysków ze sprzedaży udziałów i akcji.
Podobnie jest na Malcie, gdzie obowiązuje unikalny w Unii Europejskiej system zwrotów podatkowych, tzw. Tax Refund. Mimo że podstawowa stawka od osób prawnych (CIT) wynosi tam 35 proc., to właściciele zarejestrowanych na wyspie spółek mogą ubiegać się po wypłacie dywidendy o zwrot części podatku zapłaconego przez firmę. Dzięki systemowi zagraniczni inwestorzy mogą liczyć na obniżenie stawki podatku nawet do 5 proc.
Systemy podatkowe wabiące bogatych ma też Szwajcaria czy Bułgaria. A na przykład Luksemburg oferuje rozbudowane systemy ulg dla funduszy inwestycyjnych i korporacji. W Gibraltarze zaś, położonym na południowym krańcu Półwyspu Iberyjskiego, jest zarejestrowanych około 13 tysięcy zagranicznych firm. Brytyjskie terytorium zamorskie nie pobiera podatku od zysków kapitałowych - osoby fizyczne i firmy nie płacą podatku od sprzedaży inwestycji, nieruchomości ani innych aktywów.













