Ostatnie noce były bardzo trudne. W niektórych rejonach Polski temperatura spadła do nawet -4 stopni Celsjusza. Polscy winiarze, którzy pamiętają dramatyczny kwiecień sprzed dwóch lat, ruszyli do ochrony swoich winnic używając różnych metod. - Ostatniej nocy mieliśmy na termometrach w naszej winnicy do -3 stopni Celsjusza - mówi Interii Jacek Turnau, prezes zachodniopomorskiej Winnicy Turnau. Podkreśla, że sytuacja nie jest tak dramatyczna jak dwa lata temu, ale dostatecznie poważna, by w ruch poszły wszystkie możliwe sposoby na ochronę winnicy, w tym świece, wiatraki i kable grzewcze.
Jest zimno. Ale nie tak jak w 2024 r.
Katastrofalna fala mrozów nawiedziła winnice w 2024 r., kiedy temperatura spadła do nawet -8 stopni Celsjusza. Mrozy poprzedziły wyjątkowo ciepłe dni, które przyspieszyły wegetację. Wiele z plantacji winnych latorośli, m.in. w regionie radomskim i łódzkim, odnotowało 100 proc. strat. Uszkodzenia dotknęły też od 40 proc. do 60 proc. plantacji na Dolnym Śląsku.
Obecne przymrozki są o połowę mniejsze. Występują też nie na całym obszarze Polski. Na korzyść plantatorów działa zła pogoda niemal przez cały kwiecień. - W tym roku wegetacja jest lekko opóźniona. Pąki pojawiły się tylko w niektórych winnicach - informuje Interię główny ekspert polskiego winiarstwa Maciej Nowicki.
Zapewnia też, że po klęsce sprzed dwóch lat wielu polskich winiarzy odrobiło lekcje. - Zrozumieli, że to co było anomalią z punktu widzenia niskich temperatur, nie jest nią pod koniec kwietnia. Okazało się, że trzeba się przyzwyczaić i nauczyć bronić. Nie da się siedzieć z założonymi rękami. Winiarze są przygotowani, śledzą z wyprzedzeniem prognozy pogody - zapewnia ekspert polskiego winiarstwa.
Ogrzać krzewy. Sprawić, by nie zamarzły
W Winnicy Turnau palone są nocami setki świec stworzonych z myślą o ogrzewaniu winorośli. Taki widok dobrze znają choćby mieszkańcy Francji, gdzie nocne zdjęcia rozjaśnionych ogniem winnic w kwietniu nie są rzadkością. Teraz nietypowy krajobraz oglądają też polscy winiarze.
Ważną rolę spełniają też specjalne wiatraki antyprzymrozkowe, które mają za zadanie mieszać masy powietrza. Dzięki nim temperatura przy gruncie wzrasta o 1 lub 2 stopnie, które mogą zaważyć na dalszej wegetacji. W zachodniopomorskiej winnicy rodziny Turnau włączono też kable grzewcze, które, powieszone wzdłuż pędów winorośli, skutecznie je ogrzewają.
Przymrozki w drugiej połowie kwietnia są szczególnie niebezpieczne. - Od kilku dni część naszego zespołu praktycznie nocuje w winnicy, reagując na bieżąco na spadki temperatur - informuje Jacek Turnau. Zwraca uwagę, że podczas pracy na plantacji liczy się nie tylko szybka reakcja. - Również dokładne rozpoznanie różnych części winnicy, pomiędzy którymi mogą wystąpić znaczące różnice temperatur - wyjaśnia.
Rozmówca Interii tłumaczy też, że kiedy na krzewach pojawiają się pąki, a następnie zalążki liści, roślina traci swój naturalny "pancerz", który chroni ją w zimie przed mrozami. Zmarznięcie może sprawić, że wegetacja zatrzyma się i nie będzie zbiorów. Sytuację utrudnia fakt, że temperatury mogą się zmienić w ciągu krótkiego czasu. - Zaważyć mogą na tym bieżące czynniki, choćby poziom zachmurzenia, który mimo nocnej pory odgrywa dużą rolę w walce z przymrozkami - zwraca uwagę Jacek Turnau.













