Strona "Piotrowska Warszawa" oferuje przedjesienną wyprzedaż odzieży i obuwia oraz zniżki do 50 proc. Kupujący ma zagwarantowaną darmową wysyłkę "z Pocztą Polską" oraz 30-dniową gwarancję zwrotu pieniędzy. A jeśli ktoś się zdecyduje na zakup dwóch par butów czy ubrań, zapłaci taniej.
Strony udające lokalne firmy. Gubią je szczegóły
Wchodzący na stronę może jednak zwrócić uwagę na kilka drobiazgów. W opisie do różowych sandałów użyto słowa "szpilki", a na zamieszczonych na stronie zdjęciach, modelki mają łudząco podobne twarze. Jej autorzy niedopatrzyli też kwestii imion. W sekcji "Co mówią nasi klienci" można przeczytać opinię Piotra Mazura: "Jestem pozytywnie zaskoczona". Zaś Henryk Wójcik zapewnia: "Byłam zadowolona, więc zamówiłam ponownie".
Podobnie wygląda oferta innej, "rodzinnej firmy" odzieżowej - "Magdalena Warszawa". Stronę główną zdobi zdjęcie witryny eleganckiego butiku, dużego szyldu i witającej sprzed sklepu uśmiechniętej pary właścicieli. Niby wszystko w porządku, ale tuż za nimi ktoś postawił Kolumnę Zygmunta. Teraz stoi na chodniku, przy ścianie kamienicy do której doklejono Zamek Królewski.
Stron jest dużo więcej. Na wszystkich "Katarzyny Wójcik", gdzie trwa wielka likwidacja kolekcji z cenami niższymi nawet o 70 proc. - Skorzystałam z niej, dałam się nabrać. Przed wyprzedażą bluzka miała kosztować ponad pięćset złotych, ja zapłaciłam za nią 140 zł - opowiada Interii pokrzywdzona klientka. Po trzech tygodniach otrzymała produkt. - Trochę podobny fason, ale inny, brzydki kolor, a tkanina w niczym nie przypomina lnu - wylicza rozmówczyni. Na metce zaś, zamiast imienia i nazwiska projektantki, znalazła napis "Made in China".
Sprawy pod lupą UOKiK. Ich liczba rośnie
Spraw przybywa. Z wieloma z nich mierzy się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta (UOKiK). "UOKiK od dłuższego czasu obserwuje narastanie zjawiska fałszywych sklepów internetowych oraz ukrytego dropshippingu, w których zagraniczni przedsiębiorcy podszywają się pod polskie marki lub lokalne butiki. Otrzymujemy skargi od konsumentów, którzy byli przekonani, że kupują w polskim sklepie, a po zakupie okazywało się, że rzeczywistym sprzedawcą jest podmiot spoza UE, najczęściej z Chin" - informuje Interię UOKiK.
Podobnych sygnałów urząd otrzymał kilkaset., otwiera się w nowym oknie Konsumenci skarżą się m.in. na niską jakość lub niezgodność towaru z ofertą, długi czas dostawy, problemy z reklamacją i wysokie koszty zwrotu do Azji. Sygnały o podejrzanych domenach trafiają do CERT Polska i na wniosek UOKiK - na listę ostrzeżeń. "Nasze wnioski doprowadziły do zablokowania setek tysięcy wejść. Dzięki interwencji, przestały działać np. stylnowy.pl, vivano-warszawa.com, gosiabutik.pl. czy arkadie.pl".
Dropshipping - zamawianie towaru w e-sklepie i otrzymywanie go bezpośrednio od producenta - jest legalnym modelem biznesowym. Konsument powinien jednak od początku wiedzieć, z kim zawiera umowę, kto jest sprzedawcą, a kto pośrednikiem oraz gdzie i na jakich zasadach może dokonać zwrotu lub złożyć reklamację. "Dlatego przed zakupem warto sprawdzić dane przedsiębiorcy - nazwę, adres, kraj siedziby i dane kontaktowe - oraz regulamin sklepu" - zachęca urząd.
Sygnałem ostrzegawczym powinny być brak lub niespójność tych informacji, niejasne zasady zwrotów, a także reklamy odwołujące się np. do "likwidacji rodzinnego butiku" czy "rodzinnego biznesu w potrzebie", połączone z bardzo wysokimi rabatami i presją na szybki zakup. Konsumenci często trafiają na takie strony poprzez reklamy w mediach społecznościowych. - Zwracamy uwagę na niewystarczające działania zarządzających nimi platform, które nie reagują na zjawisko scamów i nieprawidłowo oznakowanego dropshippingu, w tym reklam sklepów sugerujących polskie pochodzenie biznesu - wyjaśnia starsza specjalistka Departamentu Prasowego UOKiK Kamila Guzowska.
Od lipca droższe paczki. E-Izba - za mało
UOKiK zapewnia, że proceder istniał przed lipcem, kiedy Komisja Europejska objęła cłami wszystkie paczki z Chin, również te, których wartość nie przekracza 150 euro. Prawo, które ma pomóc w wyrównywaniu szans europejskim sprzedawcom, nakazuje płacić po 3 euro za każdy włożony do przesyłki rodzaj towaru. Liczba przesyłek spadła o ponad 30 proc. - informował Euronews. , otwiera się w nowym oknieDecyzja uderzyła bezpośrednio w chińskich gigantów e-commerce, takich jak Temu, AliExpress czy Shein.
W opinii Izby Gospodarki Elektronicznej, to za mało. Przedstawiciel e-commerce zaapelował do polskich posłów, przedstawicieli administracji oraz komisarzy Komisji Europejskiej, w tym do Dyrektora Generalnego ds. Podatków i Unii Celnej Gerasimosa Thomasa o wzrost ceł. Domaga się jednolitej opłaty w wysokości 7 euro dla przesyłek e-commerce importowanych z państw trzecich i dostarczanych bezpośrednio do konsumentów w Unii Europejskiej.














