W skrócie
- Węgry liczą na szybkie odblokowanie unijnych środków, wzorując się na ścieżce Polski z 2023 roku, ale Komisja Europejska domaga się od nowego rządu pilnych reform.
- Nowa partia rządząca Petera Magyara uzyskała większość konstytucyjną, co potencjalnie otwiera drogę do ponad 33 mld euro z funduszy i pożyczek UE, jednak wyzwaniem pozostają wymagania dotyczące niezależności sądownictwa czy walki z korupcją.
- Niewiadomą pozostaje postać przyszłego premiera Petera Magyara, który przez lata był związany z Fideszem, a dwa lata temu stał się głównym przeciwnikiem systemu Orbana.
- Eksperci wskazują, że skuteczne odblokowanie środków UE jest kluczowe dla węgierskiej gospodarki, która doświadcza stagnacji, i ostrzegają, że część funduszy może nie zostać w pełni wykorzystana z powodu ograniczeń czasowych i logistycznych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Węgry pod rządami odchodzącego premiera Viktora Orbana utraciły dostęp do około 17 mld euro z unijnej kasy. To niebagatelna kwota, ponieważ stanowi ok. 10 proc. rocznego PKB tego kraju.
10 mld euro pochodzi z funduszu odbudowy, uruchomionego po pandemii COVID-19, która przetaczała się przez Europę od 2020 roku. Czas wyznaczony na wydanie tych pieniędzy mija już w sierpniu. Pozostałe 7 mld euro to fundusze z siedmioletniego budżetu UE przeznaczone na rozwój regionów. Tutaj czasu też nie ma wiele, ponieważ obecna wieloletnia perspektywa finansowa UE upłynie w 2027 r.
Węgry ubiegają się również o 16 mld euro pożyczek w ramach programu obronnego SAFE. Dotychczas KE nie zatwierdziła jednak węgierskiego planu.
Zmiana władzy w Budapeszcie. Węgry pójdą drogą Polski? Liczą na europejskie pieniądze
Szansa na odblokowanie europejskich środków pojawiła się 12 kwietnia, kiedy w wyborach parlamentarnych zwyciężyła partia Tisza Petera Magyara, zdobywając większość konstytucyjną w węgierskim parlamencie. Dla Węgier oznacza to niewątpliwie zmianę w systemie rządzenia, relacjach z UE oraz postrzeganiu kraju przez inwestorów. W konsekwencji ma to otworzyć drogę do ponad 33 mld euro unijnych funduszy i pożyczek.
- Magyar spotykał się już z Ursulą von der Leyen dwukrotnie i będzie szukał rozwiązań umożliwiających wykorzystanie tych środków. Oznacza to szybkie procedowanie zmian prawnych, których będzie wymagała KE, szczególnie w obszarze przeciwdziałania korupcji oraz niezależności sądownictwa - mówi w rozmowie z Interią Biznes Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
Rząd Magyara, posiadający większość dwóch trzecich w parlamencie, może zmieniać konstytucję własnymi głosami. - Ma on również krótki okres na wykorzystanie środków z funduszu Next Generation EU, dlatego musi działać szybko, nawet do sierpnia. KE będzie starała się przygotować razem z rządem Węgier program, w ramach którego te środki będą dostępne - dodaje.
W kontekście odblokowania unijnych środków niemal od razu pojawiły się porównania do Polski. Jednak w ocenie Mateusza Dadeja, głównego ekonomisty Coface w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w przypadku naszego kraju sytuacja była szczególna, ponieważ zwycięstwo obozu Donalda Tuska oznaczało powrót polityka dobrze znanego w instytucjach europejskich. - Ten kapitał zaufania zdecydowanie ułatwił relacje z Brukselą. Na Węgrzech sytuacja jest inna. Magyar, choć był europarlamentarzystą, nie ma aż tak dużego doświadczenia i rozpoznawalności na arenie międzynarodowej. Co więcej, wywodzi się ze środowiska związanego wcześniej z Fideszem, co powoduje dodatkową ostrożność ze strony KE - mówi Interii Biznes.
Zdaniem Araka z VeloBanku, w przypadku Polski w 2023 r. najistotniejsze były kwestie, które można było załatwić na poziomie zarządzania sądami przez resort sprawiedliwości.
- To zmieniło się dosyć szybko i było jednym z powodów, dla których KE mogła współpracować z polską administracją, aby szybciej odblokować środki. Do tego Polska zaczęła też realizować kamienie milowe w postaci projektów ustaw z innych obszarów - przypomina.
- Komisja nie chce powtórzyć scenariusza z Polski, gdzie część oczekiwań nie mogła zostać szybko spełniona, m.in. ze względu na napięcia między rządem a prezydentem. Jednocześnie w przypadku Węgier sytuacja instytucjonalna może być bardziej stabilna - nowa władza będzie miała większość konstytucyjną, co oznacza większe możliwości działania - dodaje Dadej.
KE stawia Budapesztowi warunki i domaga się reform
KE stawia jednak Budapesztowi warunki. Pierwsze z nich zostały już spełnione, jeszcze przed oddaniem władzy przez Orbana. Kraj nie blokował wypłaty 90 mld euro dla Ukrainy, a także przyjęcia kolejnego pakietu sankcji wobec podmiotów z Rosji. Pozostały jednak inne kwestie - to m.in. skuteczna reforma systemu sądownictwa i służb bezpieczeństwa, kontrole antykorupcyjne, wymiany kadr w kluczowych instytucjach państwa, a także reforma prawa w taki sposób, by nie stało ono w sprzeczności z unijnymi traktatami czy zapewnienie praw osób ubiegających się o azyl.
- W przypadku Węgier zmiany mogą zajść wyłącznie przez ustawodawstwo, rząd Orbana wprowadzał już zmiany, które zmniejszyły zależność sądów od rządu, ale były one ocenione jako niedostateczne. Do tego dochodzi kwestia korupcji i przejrzystości w wydawaniu środków unijnych na konkurencyjnych przetargach - zauważa ekonomista VeloBanku.
Największy problem - zdaniem Mateusza Dadeja z Coface - polega na tym, że nie wszystkie wymagania uda się spełnić poprzez szybkie zmiany legislacyjne. Chodzi przede wszystkim o poprawę jakości instytucji państwowych, niezależność sądownictwa czy funkcjonowanie mediów publicznych. - To są zmiany systemowe, które wymagają czasu i nie da się ich "zadekretować" z dnia na dzień. A czasu jest niewiele, kluczowe terminy zbliżają się bardzo szybko - podkreśla i dodaje, że przyszła władza już zapowiada konkretne działania, np. chęć wzmocnienia współpracy z instytucjami europejskimi czy reformy prokuratury, co ma być "sygnałem dobrej woli".
Postać Petera Magyara wciąż zagadką
Niewiadomą pozostaje postać przyszłego premiera Petera Magyara, który przez lata był związany z Fideszem, a dwa lata temu stał się głównym przeciwnikiem systemu Orbana.
- Magyar nie jest politykiem jednoznacznie proeuropejskim. Już wcześniej pojawiały się sygnały, że nie będzie całkowicie "spolegliwy" wobec Brukseli. Jednak mimo to jest postrzegany jako znacząca zmiana w porównaniu z poprzednią władzą i potencjalna szansa na poprawę relacji z UE - ocenia Dadej.
Jednak zdaniem Piotra Araka największym problemem może być kwestia, że wszelkie zmiany prawne w konstytucji będą zachodziły tylko i wyłącznie głosami jednej partii. Czyli podobnie jak z Orbanem, który zmieniał Węgry na swoje uznanie. - To dosyć problematyczne, bo to oznacza, że mamy jedną partię, która zmienia ustrój państwa - wskazuje.
- Pytanie będzie zasadnicze: czy do części tych zmian, które Magyar będzie chciał wprowadzić na Węgrzech, nie przydałoby się referendum, w którym społeczeństwo węgierskie dałoby większy mandat do zmian konstytucyjnych, czego nie miał Orban przy zmianach instytucji państwa. Strona opozycyjna, czyli Fidesz, nie będzie popierać tych rozwiązań. Z kolei partie, które nie są w parlamencie nie będą miały szansy, żeby się na ten temat wypowiedzieć. Legitymizacja ustroju państwa, który będzie powstawał w ramach tego rządu, będzie rzeczą, która w przyszłości może być kością niezgody politycznej - ocenia.
Niewiadomą pozostaje także to, w jakim kierunku będzie szła ordynacja wyborcza. Arak zwraca uwagę, że praktycznie za każdym razem, jak ktoś wygrywa wybory na Węgrzech w ostatnich latach, może sam zmieniać konstytucję. Zdaniem ekonomisty nie jest to racjonalny układ, że jedna partia polityczna dostaje tak duży bonus z systemu politycznego, żeby dokonywać takich istotnych zmian. To z kolei ma duże znaczenie dla stabilności państwa i jego postrzegania w oczach innych krajów, inwestorów czy Brukseli.
Znaczenie unijnych środków dla węgierskiej gospodarki
Miliardy euro z europejskiej kasy miałyby kolosalne znaczenie dla węgierskiej gospodarki, która w ostatnim czasie zmagała się z wysoką inflacją czy niskim wzrostem gospodarczym. Kraj rozwijał się wolniej niż średnio państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4). Ze wstępnych danych za 2025 r. wynika, że wzrost PKB na Węgrzech wyniósł zaledwie 0,4 proc.
- Węgry są w stagnacji od kilku lat. To gospodarka bardzo silnie zespolona z wynikami niemieckiego przemysłu, więc jeżeli tam nie dzieje się dobrze, to węgierska gospodarka odczuwa tego konsekwencje. Popyt wewnętrzny, przy mniejszej populacji, nie jest wystarczającym czynnikiem, który pozwala na rozwój - podkreśla Piotr Arak i dodaje, że z tego powodu nowy węgierski rząd musi postawić na wewnętrzne silniki rozwoju, jeżeli Niemcom nie uda się uruchomić swojej gospodarki.
Jak dodaje, inwestycje na Węgrzech w ostatnich latach spadały, osiągając niespełna 22 proc. PKB, a wynosiły tam w okresach wzrostu nawet 28 proc. Jednym z powodów jest to, że Węgry utraciły dostęp do środków europejskich i nie miały bodźca inwestycyjnego po stronie publicznej, który mógłby zwiększyć dynamikę PKB.
- Jeżeli udałoby się uruchomić inwestycje publiczne, czyli żeby znowu rosły, to Węgry miałyby szansę znowu rosnąć w tempie prawie 3 proc. rok do roku - prognozuje główny ekonomista VeloBanku. Jednak w jego ocenie czynniki związane ze strukturą problemów węgierskich nie znikną, bo mówimy o gospodarce, w której inflacja odcisnęła istotne piętno w ostatnich latach sprawiając, że dochody przeciętnego Węgra pozwalają na najniższą konsumpcję dóbr w całej UE.
Dadej z Coface wskazuje z kolei, że fundusze unijne działają nie tylko bezpośrednio, ale też poprzez tzw. efekt mnożnikowy: inwestycje infrastrukturalne generują dodatkowy popyt (np. na stal), poprawiają nastroje przedsiębiorstw czy napędzają cały cykl gospodarczy. - W krajach Europy Środkowo-Wschodniej ten mechanizm jest szczególnie istotny. Brak środków unijnych był jednym z powodów, dla których Węgry zaczęły odstawać od Polski pod względem dynamiki rozwoju po 2020 r. - podkreśla.
Na Węgrzech nie widać łatwych rozwiązań. Pierwsze środki z UE mogą popłynąć w tym roku
W ocenie głównego ekonomisty Coface w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej, pierwsze środki mogą pojawić się jeszcze w tym roku, pod warunkiem spełnienia kluczowych kamieni milowych. Następnie pozostaje czas na faktyczne rozliczenia i transfery środków do końca roku. - Istnieje ryzyko, że część funduszy nie zostanie w pełni wykorzystana - głównie z powodów logistycznych i ograniczeń czasowych - przyznaje.
Nierozwiązaną kwestią pozostaje jednak m.in. uzależnienie kraju od dostaw ropy i gazu z kierunku rosyjskiego oraz walka z instytucjami europejskimi i sąsiadami, żeby tego uzależnienia nie zmniejszyć, która sprawiła, że Węgrzy są w trudnej sytuacji. - Nie widać łatwych rozwiązań dla węgierskiej gospodarki, bo jeżeli zakładamy, że w kolejnych kilku latach nadal będą sankcje na Rosję i będziemy schodzić z ropy z kierunku rosyjskiego, to Węgry muszą mieć wybudowaną infrastrukturę łączącą je z Polską i Chorwacją, po to żeby sprowadzać gaz i ropę z innych kierunków, a tego na razie nie mają - analizuje główny ekonomista VeloBanku.
- Pamiętajmy, ostatecznie nie chodzi tylko o obecne środki, ale też o przyszłe budżety UE i nowe instrumenty finansowe, w tym potencjalne programy związane z obronnością - podkreśla Dadej. - Zmiana polityczna może otworzyć Węgrom dostęp do szerszego finansowania, które wcześniej było blokowane - dodaje.
W środę (29 kwietnia) przyszły premier Węgier spotka się w Brukseli na "nieformalnych, ale pilnych rozmowach" z szefową Komisji von der Leyen ws. odblokowania funduszy UE.
Sebastian Tałach
















