Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o publicznym transporcie dającą możliwość marszałkom województw koordynowania przewozów transportu publicznego. Organizatorzy transportu mieliby obowiązek zapewnić komunikację pomiędzy podstawowymi ośrodkami na poziomie wojewódzkim (tj. połączenia między stolicą województwa i siedzibami powiatów), powiatowym (połączenia między siedzibą powiatu a siedzibą gmin) i gminnym (tj. zapewnienie dojazdu do miejscowości za sprawą obiektów użyteczności publicznej). Ustawa określała także minimalną liczbę kursów - przynajmniej cztery pary w dni powszednie i dwie pary w dni wolne - oraz wprowadzała definicję przejazdu na żądanie do miejsc, gdzie regularne linie autobusowe są ekonomicznie nieefektywne.
Prezydent wetuje ustawę, bo uważa, że może doprowadzić do likwidacji niektórych połączeń
"Prezydent Karol Nawrocki argumentuje, że nie podpisze ustawy, która zamiast poprawiać lokalny transport może doprowadzić do likwidacji kolejnych połączeń i wykluczenia komunikacyjnego. Pan Prezydent oczekuje od rządu rozwiązania prostego i skutecznego: stabilnego finansowania, silnej roli gmin i transportu dostępnego dla mieszkańców wsi oraz małych miast" - wyjaśniał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.
Jak wskazał prezydent, przepisy ustawy przewidywały skrócenie umów z przewoźnikami z 10 do 5 lat, co może doprowadzić do likwidacji wielu połączeń ze względu na brak zapewnienia stabilności przewoźnikom. Kancelaria Prezydenta przypomniała także, że podobne rozwiązanie zostało zawetowane w listopadzie 2025 roku, bo rząd chciał skrócić okres umów na przewozy do 3 lat.
Klimczak wściekły na Nawrockiego. "10 mln Polaków będzie miało problem z dojazdem"
Jak ocenia minister infrastruktury Dariusz Klimczak, prezydent zablokował swoją decyzją dostęp do transportu autobusowego mieszkańcom wsi i małych miejscowości.
"10 milionów Polaków nadal będzie miało problem z dojazdem do pracy, szkoły, lekarza czy urzędu. Pan prezydent zapomniał, że białe plamy komunikacyjne nie mają barw politycznych, mają za to konkretny adres i dotyczą konkretnych ludzi. [...] Można zawetować ustawę, ale nie można zawetować potrzeb 10 milionów Polaków. Nie można zawetować ich prawa do normalnego życia i swobodnego przemieszczania się" - mówił Klimczak.
Jak wskazał Klimczak, ustawa miała wprowadzić połączenia do najmniejszych miejscowości, do których do tej pory nie jeździły autobusy, lub ze względu na ich położenie żaden wójt nie ustalał regularnych połączeń.
"Stąd nasza ustawa wyszła z rewolucyjnym rozwiązaniem: przejazdy na żądanie samochodami osobowymi, które zorganizuje gmina na koszt rządowego funduszu, kiedy nie ma innej możliwości dostania się do lekarza lub w innych wyjątkowych sytuacjach" - powiedział minister.
Klimczak dodał, że do prezydenta "nie trafiły argumenty", że problemem jest dublowanie się nieskoordynowanych połączeń, a dzięki nowym uprawnieniom dla marszałka województwa "moglibyśmy ustanowić ich dużo więcej".











