Żeby zrozumieć co oznacza to całe zamieszanie, trzeba przypomnieć, co się do tej pory stało. Powiedzmy z góry - nie będzie to cała historia tzw. reformy wskaźników referencyjnych w Polsce, bo jest ona nieprawdopodobnie zagmatwana i można byłoby napisać o niej opasłe tomiszcze z bardzo licznymi przypisami i dygresjami. Musimy jednak pamiętać o kluczowych faktach.
Sprawcą zamieszania, które do dziś ma poważne konsekwencje dla banków, kredytobiorców, Skarbu Państwa i wielu innych instytucji, a będzie je miało jeszcze długo, był ówczesny premier Mateusz Morawiecki. Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach w kwietniu 2022 roku zapowiedział, że od początku 2023 roku banki zostaną zmuszone do odstąpienia od używania wskaźnika WIBOR jako podstawy oprocentowania kredytów. WIBOR zostanie zastąpiony nowym, niższym wskaźnikiem - a więc bardziej przyjaznym dla kredytobiorców - obiecywał. Szczęśliwie kilku raf, na które skierował polski system finansowy, udało się uniknąć.
Trzeba pamiętać o kontekście wypowiedzi ówczesnego premiera. W okresie pandemii główna stopa NBP wiele miesięcy wynosiła 0,1 proc., a WIBOR - 0,17 proc. Kredyt był tani, jak nigdy. W końcu wybuchła inflacja. NBP rzucił się za nią w pogoń z dużym opóźnieniem, w październiku 2021 roku. Raz po raz podnosił stopy i gdy ówczesny premier obiecywał tańsze kredyty, główna stopa wynosiła już 4,5 proc. Potem zawędrowała aż do 6,75 proc.
Zapowiedź reformy wynikała z czysto politycznego interesu PiS. Chodziło o to, żeby złagodzić fatalne nastroje zadłużonych, płacących co miesiąc wyższe raty, obietnicą bez pokrycia. Ale machina ruszyła. Powstała Narodowa Grupa Robocza ds. reformy wskaźników referencyjnych, nowy wskaźnik miała opracować GPW Benchmark, dotychczasowy administrator WIBOR-u. Nikt nie spodziewał się wtedy, że po drodze pojawi się tak wiele problemów i że reforma na wielu bardziej rozwiniętych rynkach dojrzewała latami.
Reforma trudniejsza od obiecanek
Choć - trzeba przyznać - Polska z reformą wskaźników referencyjnych była spóźniona. Generalnie chodziło w niej o to, żeby zastąpić stopy typu -IBOR nowymi, odzwierciedlającymi lepiej rzeczywistość rynkową. Do użytku w Wielkiej Brytanii, USA, Szwajcarii, strefie euro weszły stopy wolne od ryzyka (risk-free-rate, RFR) pokazujące cenę pieniądza pożyczonego na jeden dzień (overnight, ON).
Dlaczego wskaźniki typu -IBOR postanowiono zmienić? Wkrótce po wielkim globalnym kryzysie finansowym z lat 2007-2009 brytyjski nadzór bankowy opublikował raport o manipulacjach stopą LIBOR. Stopa WIBOR używana jest w Polsce od 1993 roku i została wprowadzona na jej wzór. Banki w ten sposób określały oprocentowanie depozytów, które deponowały nawzajem u siebie na różne terminy. W przeciwieństwie do rynku londyńskiego i tamtejszej stopy LIBOR, w Polsce nie wykryto żadnych prób manipulacji wysokością wskaźnika.
Mateusz Morawiecki oskarżał jeszcze banki, że sztucznie zawyżają wskaźnik WIBOR, co było oczywistą nieprawdą. Wskaźnik ten naśladował ruch stóp NBP, choć zwykle reagował z wyprzedzeniem na oczekiwane decyzje o stopach procentowych. WIBOR był bardzo użyteczny do prowadzenia polityki pieniężnej. Był to jeden z powodów, dla których NBP przez długie lata nie był chętny jakiejkolwiek zmianie.
Presja polityczna wywierana na banki przez rząd PiS i będące jej konsekwencją absurdalne tempo reformy szybko się zemściły. Wybrany został zły wskaźnik - WIRON. Dlaczego zły - o tym wielokrotnie już pisaliśmy w Interii. Przede wszystkim dlatego, że był wysoce zmienny - z dnia na dzień amplituda sięgała nawet kilkudziesięciu punktów bazowych. Gdyby np. Skarb Państwa emitował obligacje o oprocentowaniu opartym na WIRON, inwestorzy musieliby uwzględnić premię za ryzyko tej zmienności w wycenie papierów. A to oznaczałoby wyższe koszty obsługi długu. Okazało się również, że wskaźnik WIRON co pewien czas trzeba rewidować wstecz. A takie rewizje zmieniały jego wysokość, a tym samym - wysokość zapłaconego już dawno oprocentowania.
Rząd Koalicji 15 Października szybko zorientował się, jak bardzo niebezpieczne byłoby używanie wskaźnika WIRON do emisji obligacji i poprosił Narodową Grupę Roboczą, żeby jeszcze raz się zastanowiła. Ta w grudniu 2024 roku wybrała wskaźnik POLSTR, a Ministerstwo Finansów rozpoczęło w listopadzie zeszłego roku emisję obligacji na tej stopie. Banki powolutku wprowadzały pierwsze kredyty.
Dlaczego WIBOR pożyje dłużej
Choć WIBOR była stopą użyteczną i dla NBP, i dla banków, banki dość szybko zaangażowały się w reformę wskaźników referencyjnych i to wcale nie tylko z powodu politycznej presji rządu PiS. Co takiego zachęciło je do zmian? Okazało się, że do sądów zaczynają napływać pozwy kredytobiorców hipotecznych o unieważnienie umów opartych na WIBOR. Nauczone kosztownym doświadczeniem z frankowiczami instytucje popadły w lekką panikę. A co będzie, jak WIBOR da się podważyć? W systemie bankowym było wtedy ponad 400 mld zł hipotek opartych na WIBOR, nie licząc innych kredytów. To wielokrotnie więcej niż we frankach. Podważenie WIBOR oznaczałoby katastrofę. Trzeba było uciekać.
Nieoczekiwane zwroty akcji są charakterystyczne dla reformy wskaźników referencyjnych w Polsce. Bo oto w lutym tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oddalił zarzuty podnoszone przez kredytobiorców, jakoby wskaźnik WIBOR stosowany w umowach kredytowych miał być nieuczciwy i nielegalny. A zatem - skoro WIBOR jest OK - niech sobie jeszcze pożyje.
WIBOR pożyje, ale nie będzie się cieszyć pełnią życia. Bo GPW Benchmark, czyli administrator wskaźników referencyjnych, ogłosiła, że wykorzystywanie i stosowanie WIBOR w nowych produktach i umowach finansowych nie będzie możliwe od przyszłego roku albo nawet wcześniej. Wyjątkiem są emisje dłużnych papierów wartościowych dokonane do końca tego roku i wyłącznie na podstawie zawartej z GPW Benchmark umowy o stosowanie stawki WIBOR lub WIBID.
Uniknęliśmy skoku w przepaść?
Co z tego wynika? Skarb Państwa do końca roku będzie mógł zapewne emitować obligacje oparte na stopie WIBOR, nawet papiery 10-letnie, gdyż będą one do wykupu przed końcem 2036 roku. Podobnie inni emitenci papierów dłużnych, choć jeśliby chcieli je w przyszłości rolować, powinni mieć strategię przejścia na inny wskaźnik.
Reforma nie będzie polegała na tym, że nowy wskaźnik, wybrana już stopa POLSTR, zastąpi WIBOR, choć takie były założenia. Lwia część umów na WIBOR dobiegnie swojego końca. Po decyzji o wydłużeniu życia WIBOR-u widać, że jej autorzy bardzo chcieli uniknąć zastępowania umów na WIBOR umowami na nowy wskaźnik. Wtedy potrzebne byłoby wyznaczenie spreadu korygującego, zgodnie z ze standardami Międzynarodowego Stowarzyszenia Swapów i Instrumentów Pochodnych (ISDA), żeby można było z jednego na drugi przeskoczyć.
W polskich realiach byłby to skok w przepaść. Zamiennik stopy WIBOR wraz ze spreadem korygującym mogłaby wyznaczyć ustawa albo rozporządzenie. Możemy sobie tylko w najczarniejszych snach wyobrażać dyskusje nad ustawą bądź podważanie prawomocności rozporządzenia. Wiadomo, że wyznaczenie spreadu budziłoby olbrzymie kontrowersje, dało okazję do tysięcy sporów, spowodowałoby trwający latami bałagan prawny, który mógłby doprowadzić do destabilizacji sytuacji nie tylko w bankach, ale i w całej gospodarce. I - rzecz jasna - na rynku polskiego długu.
Ministerstwo Finansów wyemitowało już w listopadzie zeszłego roku obligacje na stopę POLSTR i niebawem w kolejnych emisjach musi jej używać. Prawdopodobnie będzie mogło rolować obligacje na WIBOR przez kolejne 10 lat, co w wypadku rosnących emisji ma zasadnicze znaczenie.
Reforma wskaźników referencyjnych nauczyła się omijać rafy, zamiast na nie wpadać, do czego dochodziło wcześniej raz po raz pod wpływem ciśnienia politycznego. Czy to znaczy, że już ich nie ma? Przeciwnie - są co najmniej dwie.
Rafy na mapie drogowej reformy
Pierwsza jest taka, że obrót instrumentami pochodnymi na stopę procentową w Polsce odbywa się głównie w Londynie. Dlatego dwie największe izby rozliczeniowe w Europie muszą uznać instrumenty pochodne na stopę POLSTR i być gotowe je rozliczać. Sparzyły się już przy okazji wyboru WIRON-u i teraz są bardzo ostrożne. Ale decyzje podejmą prawdopodobnie już wkrótce.
Drugą jest wprowadzanie stopy POLSTR, choć wcale nie ze względu na jej wady czy zalety. Liczni eksperci ostrzegają, że banki nie powinny zasadniczo stosować w umowach z konsumentami stopy zmiennej, a jeśli już - powinna być to stopa banku centralnego, która wprawdzie nie podlega regulacjom dotyczącym wskaźników referencyjnych, ale może być używana tak, jak np. w Szwecji. POLSTR w takich umowach, a szczególnie w długoterminowych kredytach hipotecznych - zdaniem rozmówców Interii - nie powinna być stosowana.
Eksperci, z którymi rozmawiała Interia, wskazują także, że stopa zmienna w kredytach inwestycyjnych dla przedsiębiorstw powoduje duże problemy z oszacowaniem rentowności projektów, gdyż w Polsce stopy wahają się znacznie bardziej niż w stabilnych gospodarkach, np. w strefie euro. Sam fakt, że kredyt jest na stopę zmienną, może zniechęcić do lewarowania inwestycji, a tym samym zmniejszać skłonność przedsiębiorstw do inwestowania.
Pytanie obecnie brzmi: Czy banki będą w stanie i będą skłonne do zawierania i zabezpieczenia kontraktów zgodnie z trendem, który od lat jest już obecny na dojrzałych rynkach, czy też będą starały się wciąż trwać w modelu stopy zmiennej, który spowodował już niejeden szok i kłopoty po stronie kredytobiorców. Po stronie banków zresztą - też. W polskich warunkach zmienności stóp nieprofesjonaliści nie są jej w stanie okiełznać. Od tego - ostatecznie - są profesjonaliści, czyli banki.
Jeśli banki, zamiast POLSTR (nie sposób dociec, dlaczego miałaby być "lepsza" od WIBOR), będą szeroko wprowadzać stałą stopę przy rozsądnych marżach, reforma spełni swój cel. Dodajmy jednak, że cel ten wcale nie był zamierzony.
Jacek Ramotowski
















