W czwartek, 24 września, Senat przyjął bez poprawek rządowy projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca 2026 r. do marca 2027 r. ze zbycia paliw ciekłych. Nadzwyczajne zyski miałyby zostać przeznaczone na obniżenie cen paliw. Rząd po raz drugi próbuje wprowadzić podatek, po tym jak prezydent Karol Nawrocki skierował w sierpniu do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej przepisy wcześniejsze.
Prezydent w odpowiedzi przedstawił własną propozycję - projekt "Paliwo Kosztuje Normalnie". Ustawa proponuje pełne zwolnienie sprzedaży detalicznej paliw z podatku od sprzedaży detalicznej do 31 marca 2027 roku, odnowienie możliwości elastycznego obniżenia stawek akcyzy przez ministra finansów oraz ustawowy limit marży: rafineryjnej, importowej i hurtowej.
ZOBACZ TAKŻE: Koncerny paliwowe zapłacą 60 proc. podatku. W grę wchodzą miliardy, otwiera się w nowym oknie
Rządowy windfall tax jest prosty, ale "niepokoi jego wysokość"
Jak ocenia w rozmowie z PAP partner w kancelarii MDDP Tomasz Michalik, trudno porównać rządową ustawę z projektem prezydenckim.
"Porównujemy trochę jabłka z marchewkami - ich cechą wspólną jest to, że możemy je zjeść, ale nazywają się trochę inaczej, są innymi kategoriami, no i smakują inaczej. Ale, co kto lubi" - powiedział Michalik.
Ekspert wyjaśnia, że rządowa ustawa wprowadza "niemal klasyczny windfall tax", czyli podatek nakładany w związku z pojawieniem się nadzwyczajnych zysków, które państwo opodatkowuje właśnie ze względu na "nadzwyczajne okoliczności".
ZOBACZ TAKŻE: Nawrocki znowu planuje odrzucić windfall tax. "Jest niekonstytucyjny", otwiera się w nowym oknie
Środki miałyby być wykorzystane na obniżenie cen paliw, ale w opinii eksperta to "dodatkowa historia". Jego zdaniem niepokoi wysoki poziom opodatkowania, ale ocenia, że sam mechanizm jest dosyć prosty, co jest "istotną zaletą". Przypomnijmy, że rząd proponuje, aby stawka podatku wynosiła 60 proc. podstawy opodatkowania, czyli nadwyżki osiągniętych przez podatnika przychodów ponad kwotę przychodów przy zastosowaniu marży referencyjnej (historycznej marży podatnika z 2025 roku powiększonej o 20 proc.). Dla sprzedawców nieprodukujących paliw stawka ma wynosić 50 proc.
Zdaniem eksperta projekt prezydencki jest skomplikowany
Jak zwraca uwagę Michalik, projekt prezydencki zmierza do utrzymania cen detalicznych poprzez administracyjne ograniczenie marż poszczególnych uczestników obrotu, o czym decydowałaby Rada Ministrów w drodze rozporządzenia. Ingerencja miałaby być tymczasowa, ale rząd miałby możliwość wydłużenia jej na okres łącznie do 12 miesięcy.
Ponadto prezydencki projekt proponuje możliwość obniżenia akcyzy w drodze rozporządzenia.
"To dość skomplikowany projekt, którego, jak można sądzić, głównym celem ma być uniknięcie wprowadzenia nowego podatku. Tyle że z punktu widzenia przedsiębiorcy propozycja ta zastępuje względnie prosty, jakkolwiek dolegliwy mechanizm podatkowy, który proponuje rząd, ingerencją w jeden z filarów swobody prowadzenia działalności gospodarczej. To nie brzmi jak dobry pomysł" - ocenia Michalik.











