W skrócie
- Brian Armstrong, dyrektor generalny platformy kryptowalutowej Coinbase, spodziewa się poważnego incydentu z udziałem zbuntowanej sztucznej inteligencji w ciągu dwóch lat.
- Wielkie amerykańskie spółki technologiczne przeznaczają rekordowe setki miliardów dolarów na rozwój AI. W kręgach inwestorów pojawiają się wątpliwości, czy te pieniądze nie są ”przepalane”.
- Michael Burry, inwestor, który jest pierwowzorem głównego bohatera filmu ”The Big Short”, doszukuje się uderzających podobieństw między obecnym rajdem spółek powiązanych z AI, a końcowymi miesiącami bańki dot-comów z przełomu lat 1999-2000.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Liczni informatycy i matematycy nie zgadzają się z tymi wszystkimi, którzy są przekonani, że sztuczna inteligencja nigdy nie będzie w stanie zrobić pewnych rzeczy "za plecami człowieka". Eksperci argumentują, że mamy sporą wiedzę, jak AI działa i jest szkolona, ale nie do końca wiemy, co dzieje się po tym szkoleniu. Nie znamy też wszystkich mechanizmów rządzących sztuczną inteligencją.
Sztuczna inteligencja coraz bardziej samodzielna
Te przestrogi nabrały znaczenia, gdy okazało się, że modele AI rozwijane przez Anthropic i OpenAI podczas testów potrafiły ominąć część zastosowanych zabezpieczeń. Ostatnio doszło do jeszcze jednego incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem. Firma JFrog ujawniła krytyczną lukę w Artifactory, rejestrze pakietów wykorzystywanym przez wiele zespołów programistycznych do przechowywania i dystrybucji kodu.
Artifactory dysponuje plikami stosowanymi w procesie tworzenia oprogramowania, dlatego pojedyncza ingerencja może zainfekować kolejne elementy łańcucha dostaw. Tego rodzaju ataki rozprzestrzeniają się poprzez zaufane pliki i zależności pobierane przez użytkowników. Nie musi tu nastąpić bezpośrednie włamanie do każdego systemu z osobna.
Zaraz po tym zdarzeniu Elon Musk oznajmił, że do końca 2027 roku AI przewyższy ludzi w hakerstwie. Przy okazji multimiliarder powołał się na współzałożyciela Google Larry'ego Page'a, który dekadę temu miał mu powiedzieć, że sztuczna inteligencja ostatecznie stanie się skuteczniejsza od ludzi w cyberatakach.
Z kolei Brian Armstrong, dyrektor generalny platformy kryptowalutowej Coinbase, spodziewa się poważnego incydentu z udziałem zbuntowanej AI w ciągu dwóch lat. OpenAI już udostępnia zatwierdzonym podmiotom zajmującym się ochroną systemów wyspecjalizowany model przeznaczony do zastosowań obronnych w cyberbezpieczeństwie.
Prezes Banku Anglii ostrzega kraje G20
Andrew Bailey, prezes Banku Anglii, jest zdania, że rosnące możliwości modeli AI i ryzyko cyberataków mogą doprowadzić do gwałtownej korekty na giełdach papierów wartościowych. Ostrzega, że najbardziej zaawansowane systemy AI, określane jako frontier AI, mogą uderzyć jednocześnie w wiele instytucji i zachwiać zaufaniem do rynków.
Andrew Bailey przedstawił swoje obawy w liście skierowanym do ministrów finansów oraz prezesów banków centralnych państw G20. Jego zdaniem, możliwości nowych modeli AI rosną w wyjątkowo szybkim tempie i mogą być wykorzystane ze szkodą dla gospodarki i rynków akcji. Systemy te potrafią wykonywać coraz bardziej skomplikowane zadania i stopniowo zyskują większą autonomię.
Prezes Banku Anglii prognozuje, że zaawansowana sztuczna inteligencja będzie mogła modyfikować sposoby przeprowadzania cyberataków, zmieniać ich skalę i potencjalne koszty. Działania AI wymykające się spod kontroli ludzi mogą stać się niebezpieczne dla poszczególnych banków czy firm, a także dla całego systemu finansowego. Andrew Bailey dodaje, że wielkim problemem jest koncentracja infrastruktury technologicznej. Wiele instytucji finansowych korzysta z usług tych samych dużych dostawców technologii, co oznacza, że pojedynczy atak będzie miał bardzo poważne i szerokie konsekwencje.
Lęk przed powtórką krachu sprzed ćwierćwiecza
Prezes Banku Anglii widzi także czysto ekonomiczne zagrożenia dla światowego systemu finansowego. Jak podkreśla, problemem mogą być dynamiczne wzrosty cen spółek związanych z AI. Jeśli oczekiwania inwestorów wobec przyszłych zysków sektora technologicznego okażą się zbyt wygórowane, rynek może być narażony na gwałtowną korektę.
Obawy Andrew Bailey'a podzielają liczni inni ekonomiści. Z ich strony pada na przykład argument, że w tej chwili 10 największych spółek notowanych w Nowym Jorku reprezentuje 41 proc. całkowitej wartości wskaźnika S&P500. Co więcej, zaledwie 24 spółki odpowiadają za ponad połowę kapitalizacji indeksu. To najmniejsza w historii liczba firm potrzebnych do reprezentowania 50 proc. wartości rynku.
W elitarnym gronie potęg giełdowych dominują spółki technologiczne korzystające z boomu AI i transformacji cyfrowej. Skala koncentracji kapitału jest teraz wyższa niż w szczytowym okresie spekulacyjnej bańki dot-comów w 2000 roku. Wówczas 32 spółki odpowiadały za ponad połowę kapitalizacji S&P500. Pesymiści boją się, że słabsze wyniki finansowe zaledwie kilku kluczowych spółek mogą w najbliższym czasie zdemolować rynek.
Wielu jest jednak komentatorów, którzy przestrzegają przed doszukiwaniem się analogii z wydarzeniami sprzed ćwierćwiecza. Podkreślają, że dzisiejsi liderzy giełdy to spółki o zdrowszych fundamentach ekonomicznych niż beneficjenci hossy z końca lat 90. - wypracowują zyski, mają dobre bilanse i zajmują czołowe pozycje w swoich branżach.
Zawrotne inwestycje hiperskalerów
Dziś na Wall Street prym wiodą hiperskalerzy, czyli firmy dominujące w dziedzinie przetwarzania w chmurze, oferujące usługi przechowywania i analizy danych na wielką skalę. Spółki takie jak Nvidia, Microsoft, Amazon, Alphabet oraz Apple w ostatnich latach gwałtownie zwiększyły swoją wartość rynkową, a wraz z nią wagę w indeksie S&P500. Problem polega na tym, że giganci technologiczni przeznaczają rekordowe setki miliardów dolarów na rozwój sztucznej inteligencji. W kręgach inwestorów pojawiają się więc wątpliwości, czy pieniądze nie są "przepalane".
Jeszcze do 2023 roku wydatki Microsoftu, Alphabetu, Amazona, Meta czy Oracle rosły w miarę powoli, zgodnie z naturalnym rozwojem usług chmurowych. Potem nastąpił prawdziwy przełom. Krzywa inwestycji wystrzeliła, co jest uznawane za początek nowej epoki. Zdaniem wielu ekspertów, nie mamy do czynienia ze zwykłym cyklem inwestycyjnym, lecz z rewolucyjną zmianą zasad funkcjonowania branży. Prognozy sugerują, że roczne wydatki hiperskalerów w ciągu kilku lat mogą wzrosnąć z około 200 miliardów dolarów do 700 miliardów, a nawet 1 biliona dolarów. Pieniądze będą przeznaczane na budowę centrów danych, zakup procesorów graficznych, rozbudowę infrastruktury energetycznej i systemów chłodzenia.
Wielu inwestorów niepokoi fakt, że mimo rosnących przychodów czołowych firm, ich ogromne inwestycje będą w najbliższych latach pochłaniały coraz większą część generowanej gotówki. Efektem ma być dalszy wyraźny spadek wolnych przepływów pieniężnych. Najniższy poziom osiągną one prawdopodobnie w 2027 roku.
Z wielu analiz wynika jednak, że pogorszenie przepływów gotówkowych jest jedynie etapem przejściowym. Prognozy pokazują, że od 2028 roku wolne przepływy zaczną ponownie dynamicznie rosnąć, a pod koniec dekady osiągną nowe rekordy. Nie powinno więc dziwić, że liczni inwestorzy kupują dziś nie obecne wyniki finansowe, lecz przyszłą zdolność firm do monetyzacji infrastruktury AI, która właśnie powstaje. Z tą wizją polemizują pesymiści, którzy podejrzewają, że koszty rewolucji technologicznej są ciągle niedoszacowane, a osiągnięcie satysfakcjonującej stopy zwrotu z inwestycji nie będzie możliwe w najbliższych latach.
Bessa jeszcze nie teraz
Paul Tudor Jones, miliarder i założyciel Tudor Investment, który zasłynął z przewidzenia krachu giełdowego w 1987 roku, o obecnej fazie boomu sztucznej inteligencji mówi, że rynki są w połowie drogi, ale to, co wydarzy się na końcu, może być powtórką bańki internetowej sprzed ćwierćwiecza. Jego zdaniem, hossa AI potrwa jeszcze rok lub dwa, do 2027 lub 2028 roku.
Jones zauważa, że kapitał płynie chętniej do firm sprzedających produkty i usługi spółkom zajmującym się AI niż do samych twórców tej technologii. To klasyczny schemat znany z poprzednich cykli technologicznych. W tej sytuacji nie dziwi, że firmy takie jak OpenAI i Anthropic horyzont pierwszej prawdziwej rentowności przesuwają na lata 2028-30. Z tego powodu inwestorzy nie powinni liczyć na nieprzerwaną kontynuację wzrostów na giełdzie.
Paul Tudor Jones porównał Anthropic w 2026 roku z Microsoftem z 1981 roku, a obecną fazę boomu AI z okresem upowszechniania się systemu operacyjnego Windows 95, który przyspieszył komercyjne wykorzystanie internetu. To zestawienie nie jest przypadkowe. Sugeruje, że kulminacja cyklu musi zakończyć się gwałtowną korektą.
- Uważam, że udostępnienie narzędzia Claude w styczniu tego roku można zestawić z wydarzeniami z 1981 roku, kiedy to pojawił się Microsoft - powiedział miliarder w wywiadzie dla stacji CNBC. Jak twierdzi, choć rozwój AI przypomina wczesne etapy ekspansji technologicznej, to obecna hossa kojarzy mu się z końcówką XX wieku, czyli czasem na około rok przed pęknięciem bańki dot-comów. Ostrzega też, że w dłuższym terminie sztuczna inteligencja niesie ze sobą zagrożenia dla ludzkości, które będą musiały być neutralizowane przez rządy.
Jeszcze raz "The Big Short"
Michael Burry, inwestor znany z przewidzenia krachu na amerykańskim rynku nieruchomości w 2008 roku i zarazem pierwowzór głównego bohatera filmu "The Big Short", też doszukuje się uderzających podobieństw między obecnym rajdem spółek powiązanych ze sztuczną inteligencją, a końcowymi miesiącami bańki dot-comów z przełomu lat 1999-2000. Podkreśla, że współczesne wielkie firmy technologiczne stały się kapitałochłonne, a zwrot z pieniędzy zainwestowanych w projekty AI może okazać się zbyt niski, by uzasadnić obecne wyceny.
Michael Burry za nierozsądny uznaje rynkowy kult dwóch liter - AI. Sztuczna inteligencja stała się tak bardzo dominującą siłą napędzającą notowania akcji, że inne wydarzenia gospodarcze i finansowe przyciągają coraz mniej uwagi inwestorów. "Akcje nie rosną ani nie spadają z powodu danych z rynku pracy czy nastrojów konsumentów. Idą pionowo w górę, ponieważ wcześniej szły pionowo w górę, a robiły to za sprawą AI. To uczucie jak w ostatnich miesiącach bańki z lat 1999-2000" - napisał Burry.
Trzeba tu przypomnieć, że w okresie spekulacyjnej hossy dot-comów wystarczyło dodanie do nazwy firmy końcówki ".com", by jej wycena wystrzeliła w górę niezależnie od tego, czy przynosiła jakiekolwiek zyski. Dziś podobną rolę odgrywa zadeklarowanie związku z branżą AI. Optymizm inwestorów jest tak silny, że często wygrywa z rzeczywistymi wynikami finansowymi spółek.
Jacek Brzeski










