Rośnie napięcie handlowe między UE i Chinami, a dzisiejsze (29 maja) posiedzenie Komisji Europejskiej ma być poświęcone właśnie Państwu Środka. Jeszcze 25 maja Francja, Włochy, Hiszpania, Holandia i Litwa wezwały Komisję Europejską do szerszego wykorzystania ceł i innych instrumentów do obrony przed nieuczciwymi praktykami handlowymi. Politico podało, że w dokumencie chodziło m.in. o działania Chin, choć nie wymieniono ich z nazwy.
Jak z kolei podaje dziennik "Handelsblatt" Niemcy szykują się na potencjalną konfrontację handlową Unii Europejskiej z Chinami. W Brukseli mają być przygotowywane środki wobec Chin, takie jak cła sektorowe i ostrzejsze procedury ochrony handlu. Unijny komisarz ds. przemysłu Stephane Sejourne mówił dziennikowi, że Europa musi zaostrzyć kurs wobec mocy produkcyjnych Chin, bo "zagrażają jej podstawowym interesom gospodarczym".
Ekspertka: "pokusiłabym się o stwierdzenie, że wojna handlowa rozpoczęła się kilka lat temu"
Jak ocenia dr Alicja Bachulska z Europejskiego think tanku Europejska Rada Spraw Zagranicznych (ECFR - European Council on Foreign Relations), można zaryzykować stwierdzenie, że wojna handlowa już trwa.
- Pokusiłabym się o stwierdzenie, że ta wojna handlowa rozpoczęła się już kilka lat temu i obecnie jesteśmy w fazie relatywnej stabilizacji, ale ogólny trend wskazuje raczej na duże prawdopodobieństwo dalszej eskalacji ze strony Chin - ocenia dr Bachulska.
Jak ocenia dr Bachulska, od lat można zaobserwować niekorzystny wpływ chińskiej polityki przemysłowej na europejski rynek. Objawia się to m.in. w nadprodukcji, nieuczciwej konkurencji, czy wypychaniu europejskich firm z chińskiego rynku. Dr Bachulska wskazuje także, że pogłębia się brak "level-playing field", czyli "takich samych warunków dla chińskich i zagranicznych firm na chińskim rynku". Jeśli spojrzymy na dane, faktycznie eksport UE choć jeszcze kilka lat temu rósł, to od 2023 roku zaczął spadać.
Unia Europejska to rynek zbytu dla Chin. Import ciągle rośnie
Obecnie Chiny to obecnie największy partner Unii Europejskiej pod kątem importu, a jednocześnie UE jest również jednym z największych partnerów handlowych w państwa środka. Jeśli jednak zestawimy ze sobą dane, okazuje się, że wspólnota europejska ma ogromny deficyt handlowy z Chinami, tj. więcej importuje niż eksportuje.

Poziom importu z Chin w Unii Europejskiej stale rośnie, z chwilowym nadzwyczajnym wzrostem w 2022 roku spowodowanym m.in. wysokimi cenami energii w Europie (po wybuchu wojny na Ukrainie) i odbudowie łańcuchów dostaw po pandemii. W 2023 roku w stosunku rocznym nastąpił spadek z górki z 2022 roku, ale ogólny trend wzrostowy był kontynuowany.
Z kolei eksport z Unii Europejskiej do Chin rósł, aż w 2022 roku się zatrzymał. Później zaczął już systematycznie spadać, co przy jednoczesnym wzroście importu, zwiększało deficyt w handlu na linii UE-Państwo Środka. "Górka" deficytu w 2022 roku wynika z wcześniej wspomnianego wysokiego importu w tym roku.

Import z Chin to nie tylko tanie towary. Europa traci nawet miejsca pracy
Unia Europejska już teraz odczuwa konsekwencje uzależnienia dużej części importu z Chin. Jak wynika z raportu londyńskiego think thanku Center for European Reform (CER) do którego dotarł niemiecki "Handelsblatt", przez uzależnienie od importu chińskich towarów, niemiecka gospodarka straciła 400 tys. miejsc pracy. Do tego chińskie firmy zaczęły prowadzić ekspansję w branżach motoryzacyjnej, maszynowej, chemicznej i lotniczej, przejmując udziały rynkowe, które wcześniej zajmowały niemieckie firmy.
Z kolei w 2025 roku Pekin nałożył ograniczenia na eksport metali ziem rzadkich i innych komponentów, przez co niektóre europejskie linie produkcyjne samochodów zostały wstrzymane. Jak zauważył "Frankfurter Allgemeine Zeitung" spowolniło to nie tylko produkcję samochodów, ale także czołgów.
W raporcie z 2024 roku przygotowanego dla Parlamentu Europejskiego czytamy, że Unia Europejska zdając sobie sprawę z swojego położenia wdraża politykę de-risking (zmniejszania ryzyka), która ma na celu dywersyfikację łańcuchów dostaw bez całkowitego odcinania się (de-coupling) od chińskiej gospodarki. W dokumencie podkreślono, że osiągnięcie pełnej samowystarczalności jest nierealne i niepożądane, a pewien stopień współzależności pozostanie stałym elementem relacji.
Zidentyfikowano także cztery obszary o najwyższym ryzyko zależności i wycieku technologii: półprzewodniki, sztuczna inteligencja, AI, technologie kwantowe, oraz biotechnologia.
Unia Europejska inwestuje w zieloną transformację. Ale sporo jej komponentów pochodzi z Chin
W tym samym raporcie wskazano, że Chiny kontrolują 80 proc. lub więcej segmentu łańcucha dostaw paneli słonecznych. Na to Unia Europejska już reaguje. W kwietniu 2026 roku weszły w życie przepisy, w których każdy projekt energetyczny ubiegający się o wsparcie z funduszy Unii Europejskiej zakładający montaż falowników od dostawców z listy krajów wysokiego ryzyka (tj. Chin, Rosji, Iranu i Korei Północnej) zostanie odrzucony.
Restrykcje nie dotyczą jednak małych instalacji prosumenckich montowanych na dachach domów jednorodzinnych, limit dotyczy instalacji o mocy do 100 kWp.
Również w analizie przygotowanej dla Parlamentu Europejskiego w 2024 roku wskazano, że UE jest silnie zależna od Chin w zakresie akumulatorów litowo-jonowych, oraz komponentów do samochodów elektrycznych.
Jak przypomina dr Alicja Bachulska, w 2024 roku Komisja Europejska uruchomiła postępowania dotyczące subsydiów zagranicznych i chińskich turbin wiatrowych. Państwo Środka odpowiedziało dochodzeniami względem europejskiej wieprzowiny i nabiału.
- W październiku 2024 roku UE nałożyła dodatkowe cła na chińskie samochody elektryczne, co było głównym punktem zwrotnym. Od końca 2024 roku Chiny rozszerzały działania odwetowe na kolejne europejskie produkty, w tym koniak. W 2025 i 2026 roku obie strony zaczęły szukać ograniczenia eskalacji, zwłaszcza poprzez rozmowy o minimalnych cenach zamiast ceł na EV - mówił dr Bachulska.
Nie chodzi tylko o auta elektryczne. Spór rozgrywa się o bezpieczeństwo Europy
Zależności od Chin w Europie występują nawet w obszarze infrastruktury krytycznej. Wiele państw UE dalej jest uzależnionych od chińskiego sprzętu (np. marki Huawei). Przykładowo na Cyprze chiński sprzęt stanowi 100 proc. infrastruktury 5G RAN, w Niemczech 59 proc.; a w Polsce 38 proc.
W dokumencie z 2024 roku wspomniano także o chińskich inwestycjach w europejskie porty, kable podmorskie, czy wykorzystywaniu chińskich kamer monitoringu i skanerów w instytucjach publicznych. Problemem jest ryzyko, że urządzenia zbierają dane, z których korzystają potem służby Chińskiej Republiki Ludowej.
Jeszcze w lutym 2026 roku, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, gen. Wiesław Kukuła wprowadził zakaz wjazdu pojazdów wyprodukowanych w Chinach na tereny chronionych obiektów wojskowych. Decyzję podjęto ze względu na pokładowe czujniki i kamery, które mogą być wykorzystywane do rejestracji obrazu, dźwięku, czy lokalizacji.
Zagrożeniem dla europejskiego bezpieczeństwa jest również zależność handlowa od Chin pod kątem eksportów metali ziem rzadkich. Jak podkreśla dr Alicja Bachulska, te surowce są kluczowe m.in. dla elektroniki, energetyki, półprzewodników oraz "i przede wszystkim dla europejskiego przemysłu obronnego".
- W praktyce wzmacnia to przekaz, że spór nie dotyczy już tylko ceł na auta elektryczne, lecz także kontroli nad łańcuchami dostaw o znaczeniu strategicznym i bezpieczeństwa gospodarczego. Dla Europy problem jest podwójny: z jednej strony rośnie ryzyko zakłóceń w produkcji cywilnej, a z drugiej pojawia się zagrożenie dla modernizacji uzbrojenia, systemów naprowadzania, radarów i komponentów wysokich technologii - mówi dr Bachulska.
Dr Bachulska ocenia, że spór nie dotyczy tylko kwestii a "Chiny nie uznają europejskich racji w tej rozgrywce".
- Historia relacji chińsko-europejskich w ostatnich dekadach nauczyła Pekin, że Europejczyków można rozgrywać oferując poszczególnym krajom dwustronne ustępstwa (np. preferencyjne warunki dla niemieckich firm w Chinach). Chiny nie patrzą przez to na UE podmiotowo i nie wierzą, że Europejczycy wytrzymają na dłuższą metę chińską presję gospodarczą - mówi nam dr Bachulska.
Czy Europa posiada jeszcze broń, żeby przeciwstawić się Chinom?
- Unia Europejska ma cały arsenał narzędzi, które mogłaby użyć, aby wywrzeć realną presję na Chiny, z Anti-Coercion Mechanism (ACI, mechanizm antyprzymusowy) na czele. Dylemat jest natury politycznej: Europejczycy boją się użyć tego rodzaju "bazuki handlowej", jednocześnie utwierdzając Chiny w przekonaniu, że UE nie jest sprawcza i gotowa ponieść koszty bardziej asertywnej polityki wobec Pekinu - mówi Alicja Bachulska.
Jak pisał 18 maja "Financial Times", Unia Europejska opracowuje już plany zmniejszenia zależności od Chin. Według gazety przygotowywane są przepisy, które mają zmusić unijne firmy do kupowania kluczowych komponentów od co najmniej trzech różnych dostawców. Miałoby to dotyczyć kluczowych sektorów, takich jak chemiczny, czy maszynowy i mają być odpowiedzią na ograniczenia eksportowe, które Pekin nałożył na kluczowe technologie.
Zgodnie z nowymi przepisami od jednego dostawcy będzie można kupić ok. 30-40 proc. komponentów. Źródła "FT" podają, że komisarz UE ds. handlu Marosz Szefczovicz chce zapobiec wykorzystywaniu handlu przez Chiny jako broni. Plany mają być przedstawione na posiedzeniu Komisji Europejskiej poświęconej Chinom, zaplanowanej na piątek 29 maja.
- W dłuższej perspektywie stawką tej rozgrywki jest przyszłość europejskiego przemysłu (z racji ryzyka postępującej skokowo deindustrializacji) oraz bezpieczeństwa (z racji zależności od Chin w wymiarze importu metali ziem rzadkich) - podsumowuje dr Alicja Bachulska.












