Do tej pory była blotką, choć zawsze była w talii. I nagle okazało się, że jest blotką długiego koloru (mówiąc innym językiem: długiego ogona), który licytuje nasz partner (zza Atlantyku). Znaczenie blotki rośnie, może okazać się, że jest biorąca. Może być ważniejsza niż niejedna figura. Kto nie grał rozdania, w którym blotka trefl brała asy? Tej blotce na imię recesja.
O recesji spowodowanej wojną na razie głośno nie ma mowy. Poważne prognozy przewidują możliwość silnego osłabienia wzrostu z powodu wojny, ale nie aż tak silnego jak w latach 70. zeszłego wieku, po wielkim globalnym kryzysie finansowym, w pandemii. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przekazał ostatnio informację, że z jego analiz wynika, iż wzrost cen energii o każde 10 proc., utrzymujący się przez ok. rok, skutkowałby zmniejszeniem dynamiki PKB o 0,1-0,2 proc. Biorąc pod uwagę wzrost cen ropy od wybuchu wojny o ok. 50-60 proc., oznaczałoby to osłabienie wzrostu o 0,5-1 punktu proc. To jeszcze nie żadna recesja.
Europejski Bank Centralny przedstawił trzy scenariusze, z których najbardziej niekorzystny przewiduje, że ceny ropy i gazu w II kwartale tego roku osiągną maksimum na poziomach odpowiednio 145 dolarów za baryłkę i 106 euro za MWh. Potem będą się obniżać, ale powoli. Tempo wzrostu w tym roku w strefie euro obniżyłoby się do 0,4 proc. z 1,2 proc. prognozowanych w grudniu ubiegłego roku, a w roku przyszłym - do 0,9 proc. z 1,4 proc. Wzrost PKB odbiłby mocniej w 2028 roku. Dla światowej gospodarki EBC prognozuje w scenariuszu bazowym osłabienie tempa wzrostu o 0,4 punktu proc. w tym i przyszłym roku.
Dla Polski analitycy podnoszą prognozy inflacji - np. mBank do 3,8 proc. w tym roku i do 4 proc. w przyszłym - ale prognoz wzrostu nie tną. Prawda jest taka, że wzrost cen paliw namacalnie widzimy, wyceny paliw są rynkowe, można je ująć w modelach. A obniżenie popytu, wstrzymanie dostaw, zniszczenia infrastruktury wydobywczej i przemysłowej to na razie fakty anegdotyczne. Dealerzy ciężarówek opowiadają np., że od początku marca pies z kulawą nogą do nich nie zagląda.
Brzydkie słowo na "r"
W prognozach MFW i EBC daleko jesteśmy od "globalnej recesji". A jednak dwójka trefl zyskuje z każdym dniem wojny na znaczeniu. Według słów Leona Panetty, byłego sekretarza obrony USA i dyrektora CIA z czasów Baracka Obamy (Panetta kierował akcją wytropienia, a potem zabicia Osamy bin Ladena) Donald Trump nie ma wyjścia, jak eskalować wojnę w celu zapewnienia bezpiecznego ruchu statków przez zamkniętą przez Iran cieśninę Ormuz, musi teraz "zneutralizować irańską obronę wzdłuż wybrzeża i wysłać okręty do eskortowania tankowców", a dopiero potem szukać podstaw do negocjacji zawieszenia broni.
„To test, czy Stany Zjednoczone będą w stanie poradzić sobie z tą sytuacją, która w przeciwnym razie nie tylko przedłuży wojnę, ale także wyrządzi ogromne szkody gospodarcze Stanom Zjednoczonym w związku z rosnącymi cenami paliw i doprowadzi do tego, co niektórzy określają jako potencjalną globalną recesję”
Leon Panetta jest jednym z pierwszych, który użył brzydkiego słowa na "r". I choć nie widać go w prognozach, analitycy, którzy szacują jej prawdopodobieństwo mówią jednoznacznie, że ono rośnie. Najwyżej podbił stawkę prawdopodobnie Mark Zandi, główny ekonomista Moody's Analytics, który powiedział w Euronews, że prawdopodobieństwo wystąpienia recesji w USA w ciągu najbliższych 12 miesięcy wynosi 49 proc., a obecne wysokie ceny ropy mogą sprawić, że przekroczy 50 proc. Dodał, że każda recesja w USA od II wojny światowej, z wyjątkiem spowodowanej przez pandemię, poprzedzona była gwałtownym wzrostem cen ropy naftowej.
Dla Marka Zandiego najważniejszym kanałem transmisji wzrostu cen paliw na osłabienie gospodarki jest ograniczenie wydatków przez konsumentów. W USA konsumenci, widząc rosnące ceny przy dystrybutorach, znacznie szybciej ograniczają inne wydatki, a w gospodarce opartej na popycie konsumenckim staje się to silnym ciosem. Na ten sam kanał transmisji inflacji "paliwowej" na spowolnienie gospodarki zwrócił uwagę na zeszłotygodniowym posiedzeniu Bank Anglii.
Czy konsumenci udźwigną te ceny?
Philipp Carlsson-Szlezak, dyrektor zarządzający i globalny główny ekonomista firmy doradczej BCG oraz Paul Swarz, starszy ekonomista w Instytucie BCG Henderson wyliczają na łamach "Harvard Business Review", że skoro realny wzrost płac w USA - według prognoz - miałby wynieść w tym roku 0,7 proc., to długotrwały wzrost cen energii mógłby go całkowicie zniwelować. A to znaczyłoby, że konsumpcja w Ameryce nie wzrośnie w tym roku.
Ograniczenia wydatków konsumentów mogą okazać się bolesne w wielu regionach świata. Skoro rosną ceny paliwa lotniczego, rosną i ceny biletów lotniczych, gdy ludzie planują wakacje. Możliwe, że pewna część konsumentów na nie po prostu nie pojedzie lub znajdzie alternatywy. Kraje, w których turystyka ma duży udział w PKB, mogą wiele stracić.
Inne szacunki popadnięcia przez gospodarkę wskutek wojny w recesję są znacznie niższe od tych Moody's Analytics. Ośrodek Oxford Economics wyliczył je na 17 proc., a David Mericle, główny ekonomista na USA w banku inwestycyjnym Goldman Sachs, że prawdopodobieństwo recesji wzrosło w wyniku wojny o 5 punktów proc. do 25 proc. Metodologie się różnią, a analitycy nie udostępniają ich, żebyśmy mieli porównanie.
Philipp Carlsson-Szlezak i Paul Swarz zwracają uwagę, że kryzys geopolityczny nie musi koniecznie pociągać za sobą kryzysu makroekonomicznego. Ich zdaniem porównania obecnego kryzysu "paliwowego" z tym z lat 70., jaki wybuchł po wojnie Jom Kipur są nieuprawnione. Gospodarka zużywała wówczas kilkakrotnie więcej energii na jednostkę PKB, a oczekiwania inflacyjne z powodu polityki Fed nie były zakotwiczone.
Np. gospodarka USA - według danych Międzynarodowej Agencji Energii - wytwarza z tej samej jednostki energii dwa razy więcej PKB niż na początku lat 90. zeszłego wieku. Na marginesie dodajmy jednak, że polska gospodarka należy do najbardziej energochłonnych w Europie.
"Choć wpływ wojny jest aż nazbyt widoczny w nagłówkach gazet i cenach energii, jej wpływ na gospodarkę jest zupełnie inny. Wojna zawsze zmusza analityków do formułowania mało wiarygodnych prognoz makroekonomicznych w obliczu nieprzewidywalnych wahań geopolitycznych" - napisali Philipp Carlsson-Szlezak i Paul Swarz.
Skutki wojny będą odczuwalne przez wiele lat
Ceny paliw i bezpośrednie pochodne ich wzrostu, jak koszty transportu, ciepła, czy ciepła przemysłowego to tylko jeden z "kanałów" wzrostu wydatków konsumentów (a zarazem zmniejszenia ich na inne dobra) oraz wyższych kosztów całego procesu wytwórczego towarów i usług, na które popyt może być ograniczony.
Ropa i gaz są surowcami do produkcji m.in. tworzyw sztucznych, wyrobów i substancji chemicznych, nawozów sztucznych. Problemem są ich wyższe ceny, które odzwierciedlą się w cenach wszystkich tych produktów, ale także ograniczenia w dostępności surowców, które mogą doprowadzić do zatrzymania produkcji u tych lub innych importerów, mniej zdywersyfikowanych, mających mniejsze zapasy surowców.
Różne gospodarki na świecie są w różnym stopniu eksponowane na dostawy paliw i surowców i innych towarów (chemia, nawozy) z Bliskiego Wschodu. O ile ceny ropy naftowej mają jednak charakter globalny i natychmiastowo rozprzestrzeniają się po całej światowej gospodarce, dostępność ropy i gazu spowodowana zamknięciem cieśniny Ormuz dotyka głównie gospodarki azjatyckie i w pewnym stopniu Europę. USA są eksporterem surowców energetycznych netto, ale Japonia importuje z państw znad Zatoki Perskiej aż 95 proc. zużywanych paliw.
Niedostatek surowców, szczególnie w Azji, może więc spowodować wtórny szok podażowy. Wpłynąć na zaopatrzenie producentów na całym świecie. Łańcuchy dostaw mogą zacząć skrzypieć, bo nie są smarowane ropą.
Kiedy na Bliskim Wschodzie skończy się strzelanka, na zdjęciach nie będzie widać dymu, będzie można zacząć liczyć straty - w infrastrukturze wydobywczej, energetycznej, produkcyjnej, logistycznej. Pewne informacje już mamy. W zeszłym tygodniu Saad al-Kaabi, prezes QatarEnergy i minister stanu ds. energii Kataru powiedział agencji Reuters, że irańskie ataki wyłączyły z użytku 17 proc. katarskich zdolności eksportu LNG, produkcja skroplonego gazu będzie mniejsza o 12,8 mln ton przez trzy do pięciu lat, a straty w rocznych przychodach z tego powodu szacuje na 20 mld dolarów.
Może okazać się, że skutki wojny wcale nie ustąpią z ostatnią odpaloną bombą. Mogą obciążać gospodarkę przez wiele kolejnych lat.
Jacek Ramotowski
















