Spis treści:
- "Nie ma alternatywnych dróg". Długotrwała blokada Cieśniny Ormuz to cios dla światowej gospodarki
- Rynki trwały w przekonaniu o nadwyżkach surowca gwarantujących niską cenę. Atak na Iran przyniósł otrzeźwienie
- Dla Europy zagrożeniem nie jest brak ropy i gazu, tylko wzrost cen
Warto jeszcze raz opisać stan sprzed ataku USA i Izraela na Iran. Jak podkreśla Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE), w 2025 roku przez Cieśninę Ormuz przepływało średnio 20 milionów baryłek ropy naftowej i produktów naftowych dziennie, co stanowi około 25 proc. światowego handlu ropą naftową drogą morską.
"Nie ma alternatywnych dróg". Długotrwała blokada Cieśniny Ormuz to cios dla światowej gospodarki
Jeszcze poważniej te dane wyglądają w przypadku skroplonego gazu LNG. Jak informuje MAE, w 2025 roku przez Cieśninę Ormuz przepłynęło ponad 110 miliardów metrów sześciennych LNG. Około 93 proc. eksportu LNG z Kataru i 96 proc. eksportu LNG ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich było przewożone tranzytem przez Ormuz, co stanowi prawie jedną piątą światowego handlu LNG. MAE pokusiła się o niepokojącą konkluzję: "Nie ma alternatywnych dróg wprowadzania tych wolumenów na rynek".
Tylko dla porządku przypomnijmy, że Cieśnina Ormuz to wąski korytarz morski oddzielający Półwysep Arabski od Iranu i łączący Zatokę Perską z Zatoką Omańską i Morzem Arabskim. To główny szlak eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego wydobywanych przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Kuwejt, Katar, Irak, Bahrajn i Iran.
To nie wszystko - w bieżących analizach, co zrozumiałe, brane są pod uwagę braki w dostawach z istniejących pól naftowych czy gazowych, ale MAE podkreśla, że długotrwała blokada Cieśniny Ormuz to odcięcie od największych światowych rezerw ropy. Te rezerwy posiada Arabia Saudyjska.
Rynki trwały w przekonaniu o nadwyżkach surowca gwarantujących niską cenę. Atak na Iran przyniósł otrzeźwienie
Przed działaniami wojennymi, które rozpoczęły się 28 lutego, przewidywano, że globalna podaż ropy naftowej znacznie przekroczy popyt w 2026 roku. Kolejne raporty ośrodków analitycznych i prognozy instytucji finansowych mówiły o nieuchronnej perspektywie spadku cen. Dzisiaj te prognozy można włożyć do szuflady. Wspomniana MAE mówi wprost: przedłużające się zakłócenia w dostawach mogą doprowadzić do deficytu na rynku.
"Chociaż zakłady wydobywcze ropy naftowej w dużej mierze nie ucierpiały w wyniku ataków, zakłócenia w przepływach ropy przez Cieśninę Ormuz zmusiły niektórych operatorów do wstrzymania produkcji. Produkcja produktów rafinowanych i skroplonego gazu ziemnego (LNG) w regionie również uległa znacznemu zmniejszeniu" - konkluduje MAE.
Co więcej, świat niemal natychmiast odczuł gwałtowny wzrost ceny niektórych naftowych wyrobów gotowych. Tak stało się w przypadku oleju napędowego, który np. do Europy trafiał w istotnych wolumenach z rejonu Bliskiego Wschodu. O gazie nawet szkoda wspominać - cena MWh z 30 euro niemal natychmiast skoczyła do ponad 50 euro, a to najpewniej jeszcze nie koniec w obliczu opustoszałych po zimie magazynów w Europie.
Co prawda większość LNG z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich trafia do Azji, ale problemy z dostawami do Azji oznaczają "walkę" o gaz zawsze skutkującą wzrostem cen. Jak wylicza MAE, w 2025 roku prawie 90 proc. całkowitego wolumenu eksportu przez Cieśninę Ormuz było przeznaczone na rynek azjatycki. Nieco ponad 10 proc. trafiło do Europy. "Podobnie jak w przypadku ropy naftowej, przedłużające się zakłócenia miałyby globalne konsekwencje. Kraje posiadające długoterminowe kontrakty z ZEA lub Katarem musiałyby skorzystać z rynku spot w celu zakupu LNG. To z kolei doprowadziłoby do wzrostu cen gazu ziemnego na całym świecie" - przewidują eksperci Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

Przedłużająca się przerwa w produkcji w zakładzie Ras Laffan w Katarze to cios dla światowych łańcuchów dostaw LNG. Produkcja została wstrzymana po ataku na zakłady 2 marca. W 2025 roku Ras Laffan produkował 112 miliardów metrów sześciennych LNG, a dodatkowo także 300 tys. baryłek dziennie skroplonego gazu naftowego (LPG) i 180 tys. baryłek dziennie kondensatu (to czyni go zdecydowanie największym zakładem LNG na świecie).
Dla Europy zagrożeniem nie jest brak ropy i gazu, tylko wzrost cen
"Dla Unii Europejskiej i Polski podstawowym zagrożeniem nie jest brak bezpieczeństwa dostaw ropy naftowej i gazu, lecz gospodarcze skutki wzrostu cen tych surowców" - komentuje Polski Instytut Ekonomiczny. Jak przekonuje PIE, UE dużą część dostaw ropy naftowej pozyskuje z Norwegii i USA (ok. 30 proc. w III kwartale 2025 r.). Największy import z państw z regionu Cieśniny Ormuz pochodził w tym czasie z Arabii Saudyjskiej i stanowił ok. 7 proc. łącznego importu.
W przypadku gazu, łańcuchy dostaw są nieco inne. Niemal 60 proc. importu skroplonego gazu ziemnego do Unii Europejskiej w III kwartale 2025 r. pochodziło ze Stanów Zjednoczonych, a zaledwie 6 proc. z Kataru (w przypadku Polski udział był większy - w 2024 r. 16 proc. dostaw gazu pochodziło z tego państwa) - informuje PIE.
"Konsekwencje na rynku gazu są poważniejsze niż na rynku ropy naftowej" - podsumowuje PIE. Potwierdzeniem jest większa skala wzrostu cen gazu niż ropy naftowej, po rozpoczęciu bombardowania Iranu przez USA i Izrael.














