Spis treści:
- Szybkie zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie? Porzućmy płonne nadzieje
- Możliwe gospodarcze skutki "epickiej furii". Czy grozi nam efekt "drugiej rundy"
- Wygaszenie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie zlikwiduje "czynników ryzyka"
- Wojna na Bliskim Wschodzie wywróciła stolik. Czas na rewizję prognoz
Po ataku USA i Izraela na Iran ceny ropy naftowej wzrosły w stopniu "umiarkowanym" - przekonują dwa tygodnie po wybuchu wojny analitycy J.P. Morgan, wieszcząc pojawienie się jeszcze wyższych cen w nieodległej przyszłości. Umiarkowana reakcja to dla nich 100 dolarów za baryłkę w przypadku ropy Brent i 95 dolarów dla WTI. Eksperci amerykańskiego banku sugerują "rozdźwięk" między obecną odpowiedzią rynku a rzeczywistym możliwym zasięgiem perturbacji, jaki przynosi i może jeszcze przynieść obecna eskalacja wojenna.
Wspomniane "umiarkowane" poziomy cenowe (ok. 100 dolarów za baryłkę) to także wynik buforowania zagrożenia przez zapasy i wciąż utrzymującej się wiary w szybkie zakończenie konfliktu. Wojna jednak - mimo zaklęć rzucanych przez samego Donalda Trumpa - trwa w najlepsze, a strumień ropy z Zatoki Perskiej pozostaje zablokowany.
Szybkie zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie? Porzućmy płonne nadzieje
- Nadzieja, że rychłe zakończenie wojny gwałtownie sprowadzi ceny paliw do przedwojennych poziomów, to naiwność - mówi w rozmowie z Interią Biznes Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. - Nawet pomijając wiarygodność deklaracji Donalda Trumpa i przyjmując mało prawdopodobny scenariusz zakończenia konfliktu w ciągu najbliższych tygodni, jednego możemy być pewni - wyższe ceny ropy czy gazu pozostaną z nami na dłużej - dodaje analityk.
Z kolei Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego, przekonuje w rozmowie z naszą redakcją, że zejście cen surowców do przedwojennych poziomów, nawet przy szybkim zakończeniu wojny, może trwać wiele miesięcy. - Wszystko zależy od tego, jak długo potrwają intensywne działania zbrojne. Przyjmując ten gorszy, ale jak widać bardzo prawdopodobny scenariusz ciągnącego się miesiącami zbrojnego konfliktu, ceny ropy mogą trwale sięgnąć poziomu 120 dolarów za baryłkę - wylicza i przypomina, że taki "wystrzał" już nastąpił w pierwszym tygodniu obecnego konfliktu.
Analitycy podkreślają, że najgorsza jest w tym przypadku niepewność. - Przewidywania, jak długo potrwa wojna, są w tej chwili niezwykle trudne, jeśli nie niewykonalne - mówi Monika Kurtek. - Opieranie prognoz cenowych czy ekonomicznych na deklaracjach Donalda Trumpa nie ma najmniejszego sensu - komentuje jednoznacznie Marek Rogalski.
Wykres. Cena ropy Brent (środa - 18 marca 2026)
Możliwe gospodarcze skutki "epickiej furii". Czy grozi nam efekt "drugiej rundy"
Cenowy "wystrzał" na stacjach paliw - choć bolesny i najbardziej widoczny - nie jest ostatecznym gospodarczym skutkiem wojny na Bliskim Wschodzie. - Wojna niesie nam wyższą inflację - mówi Monika Kurtek i zwraca uwagę na zmieniające się szybko oczekiwania inflacyjne ekonomistów czy konsumentów. Główna ekonomistka Banku Pocztowego przewiduje, że utrzymujące się wysokie ceny paliw wcześniej czy później mogą przynieść tzw. efekt drugiej rundy (podnoszenie cen przez producentów, w reakcji na rosnące koszty pracy, transportu, energii).
Wyższa inflacja będzie mieć szeroki wpływ na gospodarkę - od działalności producenckiej przedsiębiorstw po koszt kredytu dla konsumentów. - Na ten moment możemy chyba zapomnieć o dalszych obniżkach stóp procentowych NBP - mówi Monika Kurtek i sugeruje, że RPP nie będzie się spieszyć z decyzjami o luzowaniu polityki pieniężnej, nawet jeśli wiele fundamentalnych wskaźników wciąż jeszcze wskazuje na trwający proces dezinflacji (przed wybuchem obecnej wojny na Bliskim Wschodzie ekonomiści zgodnie oczekiwali kolejnych obniżek stóp procentowych w tym roku o kolejne 25 pb).
Z kolei Marek Rogalski podkreśla w rozmowie z naszą redakcją, że utrzymujące się wysokie ceny ropy czy gazu zaowocują choćby wyższymi cenami nawozów i w ogóle wzrostami cen żywności. - Nie chciałbym snuć globalnych czarnych scenariuszy, ale np. kryzys żywnościowy i wojenny zamęt może wzbudzić kolejną falę migracji z Bliskiego Wschodu - zwraca uwagę analityk DM BOŚ.
Wygaszenie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie zlikwiduje "czynników ryzyka"
Zdaniem Marka Rogalskiego nawet zakończenie działań zbrojnych będzie w tej chwili jedynie wygaszeniem i zamrożeniem konfliktu - nie zostaną zlikwidowane przyczyny, a "czynniki ryzyka" dla światowej gospodarki pozostaną aktywne.
- Odbudowa naftowych zdolności produkcyjnych czy logistycznych w rejonie Zatoki Perskiej potrwa tygodniami, jeśli nie miesiącami, a to i tak tylko przy założeniu zakończenia wojny. Problem w tym, że nawet ogłoszenie końca wojny przez Donalda Trumpa nie oznacza trwałego pokoju z punktu widzenia Iranu czy Izraela i rynki doskonale zdają sobie z tego sprawę - mówi analityk DM BOŚ wskazując na plątaninę interesów w regionie. - Dodajmy do tego jeszcze jeden czynnik - wizerunkowe, ale też realne osłabienie naftowych "potęg" z rejonu Zatoki Perskiej. - Wieżowce Dubaju, luksusowa turystyka, finansowa bezpieczna przystań - to wszystko, jeśli już nie legło w gruzach, to drży w posadach - wylicza Marek Rogalski.
Wojna na Bliskim Wschodzie wywróciła stolik. Czas na rewizję prognoz
Ekonomiści nie mają wątpliwości - wojna na Bliskim Wschodzie gwałtownie przewróciła "makroekonomiczny stolik", a słabnąca wiara w jej rychłe zakończenie nie pozwoli na szybkie uporządkowanie bałaganu.
"Wybuch wojny Izraela i USA z Iranem już teraz stał się impulsem do korekty prognoz makroekonomicznych. Obniżeniu uległy przewidywania dotyczące wzrostu gospodarczego, konsumpcji czy inwestycji. Kluczowe czynniki tej rewizji to wyższe ceny paliw i energii, opóźnienie cyklu obniżek stóp procentowych oraz słabszy popyt krajowy i zagraniczny" - komentują w swoim nowym "Barometrze sektorowym 2026" analitycy banku Pekao SA.
Jeden ze scenariuszy (ten gorszy) przygotowany przez Pekao SA zakłada, że konflikt w Zatoce Perskiej potrwa dłużej, a ceny ropy Brent utrzymają się przez dłuższy czas powyżej 100 USD za baryłkę. "W takim scenariuszu sytuacja może z punktu widzenia kosztów firm przypominać tą z szoku energetycznego w 2022 roku, lecz tym razem w warunkach słabszej koniunktury, co utrudni firmom przerzucanie kosztów na odbiorców" - komentują eksperci Pekao SA. Wydłużający się konflikt w regionie Zatoki Perskiej może ich zdaniem mieć fundamentalny wpływ na kondycję wielu branż, oddziałując poprzez wzrost kosztów surowców energetycznych - ropy, gazu, a w konsekwencji także energii elektrycznej i materiałów. Najbardziej narażone są sektory o wysokiej energochłonności (przetwórstwo metalowe, mineralne, chemiczne), a także transport i budownictwo. W rolnictwie zaś kluczowym wyzwaniem mogą stać się ceny nawozów - wyliczają analitycy Pekao SA.
Jacek Świder















