Poszkodowany przez Zondacrypto pan Krzysztof przyznaje, że o problemach kryptogiełdy dowiedział się, gdy zaczęły pojawiać się w mediach pierwsze informacje na temat afery. Zrobił kilka próbnych przelewów, które się nie udały. Jak dodaje, nie sądził, że dojdzie do takiej sytuacji - wierzył, że polskie państwo nad tym czuwa.
Tymczasem, 27 sierpnia sąd w Tallinie wydał postanowienie o upadłości BB Trade Estonia OÜ, czyli operatora giełdy kryptowalut Zondacrypto, otwiera się w nowym oknie. To oznacza, że Polacy poszkodowani przez kryptogiełdę będą musieli zgłaszać roszczenia o utracone pieniądze w Estonii.
Jak mówi pan Krzysztof, trudno mu ocenić, czy zajęcie się sprawą przez estońskiego syndyka zwiększy szansę na zaspokojenie wierzytelności. Jego zdaniem koszt odzyskania pieniędzy może być wyższy niż wartość utraconych aktywów, które szacuje na ok. 40 tys. zł. Inwestycja była dla niego "znaczną sumą".
- Każda wydana złotówka na próbę odzyskania tych pieniędzy przychodzi mi z trudem - dodaje nasz rozmówca.
Zondacrypto - spóźnisz się z wnioskiem, możesz już nie zobaczyć pieniędzy
Z postanowienia sądu o upadłości operatora Zondacrypto wynika, że wierzyciele są zobowiązani zgłosić syndykowi wszystkie swoje wierzytelności wobec dłużnika powstałe przed ogłoszeniem upadłości.
- 27 sierpnia rozpoczął bieg terminu na zgłaszanie wierzytelności, czyli swoich roszczeń utraconych kwot do estońskiego syndyka. W Estonii ten termin wynosi dwa miesiące, jest dłuższy niż w Polsce, gdzie wynosi 30 dni - mówi w rozmowie z Interią Damian Przybyłowski prezes Krajowego Centrum Obsługi Długów (KCOD), radca prawny i licencjonowany doradca restrukturyzacyjny, który prowadził ponad 120 postępowań jako syndyk masy upadłościowej w Polsce.
Jak wyjaśnia w rozmowie z Interią Biznes Przybyłowski, termin w Estonii kończy się 27 października. Zgodnie z estońskimi przepisami, osoby które zgłoszą się po terminie, zaspokojenie ich wierzytelności nastąpi dopiero na końcowym etapie postępowania.
- Taka osoba spada do ostatniej grupy zaspokojenia, czyli dostanie pieniądze, kiedy wszyscy inni dostaną 100 proc., czyli w praktyce nigdy - ostrzega Przybyłowski.
Radca prawny podkreśla, że jest w kontakcie z estońskim syndykiem od końca lipca, gdy Margus Lentsius został ustanowiony tymczasowym syndykiem do zabezpieczenia majątku. Po ogłoszeniu upadłości znów został wyznaczony na syndyka, wtedy też KCOD podjął z nim kontakt w celu ustalenia procedury. Firmie udało się ustalić, że pismo nie musi być w języku estońskim, język angielski również jest dopuszczalny.
Inny poszkodowany w aferze Zondacrypto, pan Łukasz, mówi Interii Biznes, że dowiedział się o problemach niedługo po wybuchu afery na wiosnę. Przyznał, że trudno mu dokładnie określić swoje straty, ale wartość aktywów szacuje na 100 tys. zł, a przy "górce" na rynku nawet na okolice 300 tys. zł.
- Natomiast kwotą jaką wpłaciłem na giełdę do tego dnia, to było ok. 130-140 tys. zł - mówi pan Łukasz. Podkreśla, że z perspektywy jego budżetu była to znaczna kwota oraz przyznaje, że jego zdaniem odzyskanie pieniędzy może być trudne.
Jak będzie wyglądała procedura po wysłaniu roszczeń?
Jak wyjaśnia nam prezes KCOD, należy "uzbroić się w cierpliwość", bo w pierwszej kolejności syndyk będzie oceniał wnioski pod kątem wymagań formalnych, tj. czy spełniają wymogi, są merytoryczne i złożone na prawidłowym formularzu, oraz czy zgłoszenie odzwierciedla faktyczne zadłużenie.
- Największą zagwozdką jest jak syndyk będzie to robił. Przy standardowych upadłościach syndyk porównuje księgi spółki i sprawdza, czy w księgach jest informacja o danym zadłużeniu. W tej sprawie to może być trudniejsze, bo nie wiemy kiedy syndyk dostanie dane dotyczące serwerów Zondacrypto, bo wiemy, że są one zabezpieczone przez prokuraturę. Więc pewnie syndyk będzie o to wnioskował - wyjaśnia Przybyłowski.
Jak wyjaśnia radca prawny, KCOD jako pełnomocnik poszkodowanych będzie zgłaszać wnioski do syndyka o działania mające na celu zoptymalizowanie procesu poszukiwań i spieniężania majątku przez syndyka.
- Jak syndyk jest w Estonii, a duża część formalności dzieje się w Polsce, to trzeba go o tym informować - mówi Przybyłowski.
Jak klienci Zondacrypto odzyskają pieniądze?
Proces będzie żmudny, bo jak wyjaśnia prezes KCOD, prokuratura zabezpieczyła ponad 13 TB danych, w tym prawdopodobnie dane poszkodowanych, które mogą potwierdzać kwoty roszczeń. Z kolei z racji na to, że kancelarie zajmujące się sprawą Zondacrypto bazują głównie na screenach z portfeli klientów, sporo czasu zajmie ich weryfikacja z prawdziwymi danymi, o które będzie musiał wystąpić do polskiej prokuratury syndyk.
- Część osób nawet takich screenów nie zrobiła i pyta się nas, co zrobić w takiej sytuacji. Jak nie ma zrzutów ekranu, to pozostają potwierdzenia przelewów, bo jakoś te środki musiały trafić na Zondacrypto, więc albo w walucie rzeczywistej - w złotówkach, euro, dolarze, albo ktoś przelewał z innej giełdy krypto. Trzeba więc znaleźć ślady po transakcjach. Dlatego, moim zdaniem, istotne jest dojście przez syndyka do serwów Zondacrypto. Wiemy, że prokuratura ma te dane - mówi Przybyłowski.
Jak dodaje radca prawny, obok zgłaszania wierzytelności, KCOD składa do każdego klienta odrębny wniosek o wyłączenie kryptoaktywów z masy upadłości i wydanie ich w naturze - czyli przekazanie ich bezpośrednio w pierwotnej formie. Czyli właściciele dostaliby w takim przypadku zwrot kryptowalut, a nie ich ekwiwalent w twardej walucie.
- W naszej ocenie kryptowaluty na koncie użytkownika nie były własnością giełdy, tylko aktywami klienta przechowywanymi przez operatora. Roszczenie pieniężne pozostaje w tle jako ewentualne, na wypadek gdyby syndyk lub sąd nie uwzględnił wydania w naturze lub wydanie w naturze nie byłoby możliwe (np. gdy nie zlokalizowana kryptowalut). Z uwagi na różnice kursowe, fizyczny zwrot krypto może być bardziej korzystny, stąd nie chcemy tracić tej szansy dla poszkodowanych - ocenia Przybyłowski.
Poszkodowany przez kryptogiełdę pan Krzysztof przyznaje, że finansowo korzystniejszy byłby dla niego zwrot w kryptowalucie, bo jej wartość zmienia się w czasie - na korzyść właściciela. Także pan Łukasz uważa, że wolałby odzyskać kryptoaktywa.
Odzyskanie pieniędzy z Zondacrypto może zająć wiele lat
To, że ogłoszono upadłość operatora Zondacrypto, nie oznacza, że pieniądze uda się odzyskać lada chwila. Damian Przybyłowski zapytany o to ile zajmie odzyskanie środków, podkreśla, że "raczej kilka lat".
- Biorąc pod uwagę skalę, to kilka miesięcy albo dłużej zajmie syndykowi zweryfikowanie samych zgłoszeń, w zależności od tego jakimi narzędziami będzie dysponował. Czy będzie to baza, którą będzie mógł weryfikować po loginach, czy po danych PESEL z bazą danych Zondacrypto? Wiele od tego zależy - powiedział Przybyłowski.
Przybyłowski dodaje, że rozstrzał przy poszkodowanych jest ogromny, bo są osoby, które straciły kilka tysięcy złotych, jak i tacy, którzy stracili "kilkaset tysięcy, a nawet kilka milionów". Krajowe Centrum Obsługi Długów zebrało ponad 230 poszkodowanych, na łączną kwotę zadeklarowanych roszczeń ponad 25 mln zł.
Współpraca Krala z prokuraturą daje większe szansę na odzyskanie środków
Jak dodaje radca prawny, rolą wierzycieli (lub ich pełnomocników) będzie patrzenie na ręce syndyków i zgłaszanie odpowiednie wniosków by podjąć działania w celu ustalenia majątku i wejścia w jego posiadania. Obecnie wiadomo m.in. o zabezpieczeniu przez prokuraturę 4 mln euro na zagranicznym rachunku bankowym.
- To dobra informacja, bo wcześniej nie wiedzieliśmy o żadnych środkach w gotówce. Również mecenas Giertych oświadczył, że jest duży majątek, który Przemysław Kral [prezes Zondacrypto - dop. red.] przekaże. To, że prezes Zondacrypto zaczął współpracę z prokuraturą daje większą szansę na znalezienie majątku. Oczywiście informacja o ilości tych środków jest jeszcze niezweryfikowana, ale zakładam, że będzie to miało jakieś pokrycie - mówi Przybyłowski.
Jak dodaje prezes KCOD na dziś wiadomo o transferach na Krakena (giełdę kryptowalut), na których prawdopodobnie są środki w kryptowalutach, o ile nie zostały wyprowadzone oraz o pożyczkach od spółek powiązanych, w których udziały miało BB Trade Estonia. Ponadto, jak przypomina radca - minister sprawiedliwości Waldemar Żurek na konferencji prasowej oświadczył, że zabezpieczony majątek wynosi już co najmniej 100 mln zł, otwiera się w nowym oknie.
- Nie wiemy w jakiej kondycji są te spółki i ile uda się z tego odzyskać, ale myślę, że pomocą pana Krala jest na to szansa. Jak to zbadaliśmy, potencjalna pula majątku wynosi 550-600 mln zł, tyle powinno wrócić do poszkodowanych. Ale ile tego wróci - nie wiemy - dodaje Przybyłowski.
Prezes KCOD przypomina także, że w 2023 roku ogłoszono w Estonii upadłość giełdy kryptowalut CoinLoan OÜ. Wtedy syndykowi udało się odzyskać ok. 108 mln euro, co zaspokoiło wierzycieli w 51 proc. Zdaniem Damiana Przybyłowskiego to pozwala "patrzeć w przyszłość z optymizmem".
Przypomnijmy, że tzw. afera Zondacrypto zaczęła się w na początku kwietnia, gdy pojawiły się doniesienia, że klienci mają problem z wypłatą środków. Wkrótce pojawiły się problemy z płynnością giełdy, co firma tłumaczyła problemami technicznymi. Sprawą zajmuje się prokuratura, która szacuje, że szkody mogą sięgać co najmniej 350 mln zł.











