Reklama

Wyższa pensja i wyższy VAT? Większość Polaków mówi: nie

Ponad połowa z nas nie chce likwidacji PIT. Obawia się wzrostu cen - wynika z sondażu dla DGP.

Podwyżką VAT do 30 proc. straszy nas na stronie internetowej Platforma Obywatelska, w razie gdy nie wejdą w życie zmiany wydłużające okres naszej aktywności zawodowej do 67 lat. Tymczasem z badań przeprowadzonych przez instytut ARC Rynek i Opinia na zlecenie DGP wynika, że ponad połowa dorosłych Polaków (52 proc.) nie zgadza się na taką podwyżkę pod żadnym pozorem. Nawet gdyby towarzyszyło jej całkowite zniesienie PIT (dziś płacimy go według stawek 18 i 32 proc.). Na podwyżkę cen w sklepach zrekompensowaną podniesieniem naszych dochodów o to, co dziś oddajemy państwu w formie podatku dochodowego, godzi się zaledwie co czwarty Polak. Ten wynik zaskoczył ekspertów. - Likwidacja podatku dochodowego PIT i CIT w zamian za podniesienie stawki VAT to dobre rozwiązanie - przekonuje Andrzej Pośniak, doradca podatkowy z kancelarii CMS Cameron McKenna. Jego zdaniem położyłoby to kres upaństwowieniu dochodów podatników i zwiększyło przedsiębiorczość.

Reklama

Pobierz darmowy: PIT 2011

Kamil Lewandowski, doradca podatkowy FL Tax, mówi wprost: - Patrząc na budżet państwa jak na finanse przedsiębiorstwa, można by powiedzieć, że linia biznesowa pod nazwą "podatki dochodowe" jest mało rentowna. Ekspert nie widzi jednak potrzeby likwidacji PIT, a jedynie jego uproszczenia przez likwidację ulg i wprowadzenie stawki liniowej. - Wsparcie dla osób potrzebujących powinno być realizowane innymi kanałami, nie przez mnożenie zwolnień i ulg - dodaje.

Ale z podnoszeniem VAT, bez względu na to, czy w związku z likwidacją PIT, czy też po to, by finansować przyszłe emerytury - jak straszy PO - może być poważny problem. Wyższy VAT wcale nie musi oznaczać wyższych wpływów do budżetu. Zwraca na to uwagę Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy w Kolibski, Nikończyk, Dec & Partnerzy. - Musimy patrzeć na to szerzej. Brak podobnej reformy w innych państwach UE spowodowałby istotną konkurencję podatkową. Skutkowałoby to pewnie licznymi wycieczkami na zakupy za granicę. Artykuły kupowane w UE na potrzeby osobiste są bowiem opodatkowane w miejscu ich nabycia - przestrzega. To niebezpieczeństwo realne. Chociaż nie wolno zapominać, że większość państw Unii VAT regularnie podnosi.

Na razie likwidacji PIT w zamian za wyższy VAT nie będzie. Wspominał co prawda o niej raport ministra Boniego "Polska 2030", ale tylko jako o rozwiązaniu, nad którym można by się zastanowić. Bardziej prawdopodobny jest inny wariant - niczym nierekompensowanych kolejnych podwyżek VAT. Robią tak już inni. Węgry podniosły podstawową stawkę do 27 proc. Ostatnio jako pierwsza podwyżkę VAT z uwagi na starzenie się społeczeństwa zapowiedziała Finlandia.

Badanie przeprowadzono metodą CAWI na internetowym panelu badawczym Epanel.pl, na reprezentatywnej próbie osób dorosłych (próba N=1025).

Ewa Matyszewska

11 kwietnia 2012 (nr 71)

Jako podatnicy nadal tkwimy w komunizmie Boimy się drenażu naszych kieszeni, ale jeszcze bardziej obawiamy się, że bogatym zostanie za dużo pieniędzy. Gdyby zapytać Polaka, czy chce płacić podatki, odpowiedź brzmiałaby: nie. Ale gdy pytanie zadamy konkretniej i damy prosty wybór: nie będziemy płacić podatku, ale za to będzie drożej w sklepie, do rezygnacji z podatków nie jesteśmy już tacy skorzy. Skąd to rozdwojenie jaźni? Po pierwsze gdyby ceną za likwidację PIT miała być podwyżka VAT, wiele osób nic by na tym nie zyskało, za to sporo mogłoby stracić. Dziś, dzięki systemowi ulg, zwolnień i wyłączeń, płacony podatek jest niższy, niż wynoszą stawki PIT (18 i 32 proc.). Sporo osób dzięki ulgom na dzieci nie płaci PIT w ogóle. Na likwidacji nic by nie zyskali. Z drugiej strony podwyżka VAT oznaczałaby, że każde zakupy wyjmowałyby z ich kieszeni więcej niż dziś. Jest też inny argument, który mimo niechęci do płacenia podatków sprawia, że niechętnie rozstalibyśmy się z podatkiem dochodowym. Ten sam, który powoduje, że nie ma przyzwolenia na wprowadzenie w tym podatku stawki liniowej. Chodzi o sprawiedliwość. Ma być po równo. Temu ma służyć PIT. Jest to środek prowadzący do sprawiedliwości w iście komunistycznym znaczeniu. Nie chodzi bowiem o to, byśmy wszyscy płacili równe podatki, tylko by w naszych kieszeniach zostawało tyle samo. Dlatego biedni mają płacić mniej, a bogaci jak najwięcej. Wszystko po to, by nie było nierówności społecznych. I choć niewiele ma to wspólnego ze wspieraniem dobrze pojętej przedsiębiorczości, w imię spokoju społecznego rząd utrzymuje pozory obowiązywania w Polsce progresji podatkowej. Mimo że ta - w postaci, jaką mamy dziś - nie ma większego sensu. Marek Kutarba zastępca redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i bądź na bieżąco z informacjami gospodarczymi

Dowiedz się więcej na temat: PIT | PIT 2011 | podatki | VAT | dgp | reforma emerytalna | Dziennik Gazeta Prawna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »