W skrócie
- Nic nie wskazuje na to, że Cieśnina Ormuz zostanie wkrótce odblokowana. Dlatego właśnie rośnie prawdopodobieństwo długotrwałego szoku naftowego i energetycznego, a potem pojawienia się efektów drugiej rundy - wzrostu cen towarów i usług oraz płac.
- Fakt, że rosną rentowności obligacji polskich i amerykańskich pozostaje w ścisłym związku z prognozami, że w najbliższych miesiącach banki centralne (NBP i Fed) nie będą obniżać stóp procentowych. Wręcz przeciwnie, spodziewane jest nawet zaostrzanie polityki monetarnej.
- Drugą stroną wzrostu dochodowości obligacji skarbowych jest spadek ich ceny. To oznacza, że Ministerstwo Finansów musi wyemitować większą liczbę papierów, by osiągnąć założone wpływy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Trzy w jednym. Tak można opisać zjawiska, które w tej chwili mają największy wpływ na globalną sytuację gospodarczą w dobie wojny na Bliskim Wschodzie. Na jeden problem składają się bowiem: droższa ropa, rosnące wskaźniki ogólnej inflacji i zwiększające się koszty obsługi długu. Inwestorzy już nie wierzą, że kłopoty ekonomiczne świata "rozejdą się po kościach". Do tego potrzebne byłoby natychmiastowe zakończenie konfliktu amerykańsko-irańskiego, a przede wszystkim odblokowanie Cieśniny Ormuz.
Obligacje w starciu z inflacją
Tymczasem napięcie w regionie Zatoki Perskiej nie maleje. Wręcz przeciwnie, Stany Zjednoczone są gotowe do eskalacji konfliktu. Pakistańscy negocjatorzy informują o słabych postępach w rozmowach Waszyngtonu z Teheranem. Zwaśnione strony są dalekie od jakiegokolwiek kompromisu - nikt nie chce przekroczyć swoich "czerwonych linii".
W efekcie na rynkach pojawia się lęk przed wielką inflacją. Inwestorzy oczekują coraz wyższych stóp zwrotu z inwestycji w obligacje. Jeszcze miesiąc temu polskie papiery 10-letnie dawały roczną rentowność poniżej 5,40 proc., ale w ostatnich dniach zdarzały się wyskoki nawet ponad 6 proc. Rentowności 10-letnich papierów rządu amerykańskiego sięgają 4,60 proc. i są najwyższe od grudnia 2024 roku. Wysokie wartości, notowane poprzednio na początku 2025 roku, mamy także w przypadku rentowności 2-letnich obligacji USA i Polski (odpowiednio: 4,10 proc. i 4,70 proc.).
Wyższa dochodowość obligacji pogarsza sytuację finansów publicznych. W wypadku USA oznacza to, że wojna na Bliskim Wschodzie, która prowadzona jest na kredyt, będzie jeszcze droższa dla podatników. Rentowność polskich papierów 10-letnich jest najwyższa od kilkunastu miesięcy. Dla naszego rządu to fatalna wiadomość, gdyż bardzo rosną koszty obsługi zadłużenia. Tymczasem Polska już teraz ma dług publiczny na niebezpiecznym poziomie niemal 60 proc. PKB.
Niepokojąco wysoki polski dług
Nasze Ministerstwo Finansów ma wielkie potrzeby pożyczkowe i stoi przed koniecznością uplasowania dużego długu. Niestety, drugą stroną każdego wzrostu dochodowości obligacji skarbowych jest spadek ich ceny. To oznacza, że ministerstwo musi wyemitować większą liczbę papierów, by osiągnąć założone wpływy.
W szczycie fatalnych nastrojów na rynkach jesienią 2022 roku rentowność polskich 10-letnich obligacji sięgała przez kilka tygodni ponad 8 proc., a chwilami nawet 9 proc. Dochodowość taką jak teraz (około 6 proc.) notowano na początku 2025 roku. Jednak wtedy stopa procentowa NBP wynosiła 5,75 proc. i była o 2 punkty procentowe wyższa od obecnej.
Wojna w Iranie przekreśliła spadek rentowności polskich obligacji, który widzieliśmy na przełomie lat 2025/26. Dobra wiadomość jest taka, że zdecydowana większość naszych papierów skarbowych (około 70 proc. emisji złotowych) ma stałe oprocentowanie. Jednak sprzedaż inwestorom nowych serii odbywa się z wyższym kuponem niż przed lutowym atakiem USA i Izraela na Iran. Ekonomiści PKO BP wyliczyli, że w horyzoncie 2 lat wzrost efektywnego oprocentowania długu publicznego o 1 punkt procentowy zwiększy koszty o 0,3-0,4 proc. PKB.
Fed zaniepokojony wzrostem inflacji
Fakt, że rosną rentowności obligacji polskich i amerykańskich pozostaje w ścisłym związku z prognozami, że w najbliższych miesiącach banki centralne (NBP i Fed) nie będą obniżać stóp procentowych. Wręcz przeciwnie, spodziewane jest nawet zaostrzanie polityki pieniężnej z powodu "wojennego" wzrostu inflacji.
Górę bierze pogląd, że kilka miesięcy temu zbyt pochopnie wyceniano skalę możliwych obniżek stóp i to w wielu krajach. W tej chwili rynek na 70 proc. ocenia prawdopodobieństwo podniesienia stóp przez amerykański Fed w grudniu tego roku. Możliwe jest jednak zaostrzenie polityki monetarnej już w październiku, co dziś jest szacowane na około 40 proc. Anna Paulson z oddziału Fed w Filadelfii, oświadczyła, że jest coraz bliższa poparcia decyzji o podwyżce stóp procentowych w najbliższych miesiącach.
Widmo kryzysu naftowego
Dla wielu ekspertów jest oczywiste, że przedłużająca się wojna w regionie Zatoki Perskiej i blokada Cieśniny Ormuz nieuchronnie podsyci światową inflację. Takie mają być skutki szoku naftowego i energetycznego. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) ostrzega, że komercyjne zapasy ropy naftowej kurczą się w przyspieszonym tempie. Z najnowszych prognoz IEA wynika, że światowy rynek będzie w tym roku notował deficyt podaży w wysokości 3,9 miliona baryłek dziennie. Jeszcze niedawno agencja spodziewała się niedoborów ropy rzędu 1,5 miliona baryłek.
Co więcej, IEA przewiduje, że nieunikniony będzie skok cen oleju napędowego i nawozów sztucznych w nachodzącym sezonie podróży wakacyjnych i prac polowych w rolnictwie. To z kolei może wkrótce przełożyć się na gwałtowny wzrost cen żywności oraz wyższe wskaźniki ogólnej inflacji. W Stanach Zjednoczonych wskaźniki oczekiwań inflacyjnych obejmujące okres dłuższy niż rok systematycznie rosną od końca kwietnia.
W ostatnich dniach ceny baryłek ropy spadły o kilka dolarów - brent do około 105 dolarów, a WTI do 100 dolarów. Ciągle jednak są o około 30 dolarów wyższe, niż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie. To doraźne "poskramianie" cen surowca to efekt uwalniania strategicznych rezerw ropy przez kolejne państwa. Nie bez znaczenia jest też zawieszenie prze USA sankcji na Rosję na kolejny miesiąc.
Trzeba pamiętać, że im dłużej utrzymuje się wzrost cen energii, tym większe jest ryzyko pojawienia się tzw. efektów drugiej rundy. Szok energetyczny zaczyna przenikać do całej gospodarki - wyższe koszty transportu, produkcji i energii przekładają się na wzrost cen towarów i usług, a także na oczekiwania płacowe.
Dolar wygrywa tę wojnę
Ostatnie dni jeszcze raz pokazują, że w trudnych czasach kapitał przepływa do dolara. W Polsce cena waluty Amerykanów wzrosła w ciągu dwóch tygodni z 3,58 zł do 3,65 zł. W tym samym czasie eurodolar potaniał z 1,18 do 1,16.
Rezerwa Federalna ma reputację instytucji, która bez wahania reaguje na ryzyko inflacyjne. Inwestorzy zakładają więc, że w okresach wzrostu inflacji Fed będzie utrzymywał restrykcyjną politykę monetarną dłużej niż inne banki centralne, a to wzmocni dolara.
W okresie kryzysu energetycznego z 2022 roku Fed rozpoczął podwyżki stóp już w marcu, podczas gdy Europejski Bank Centralny zwlekał z taką decyzją aż do lipca. Ta różnica w szybkości reakcji była wówczas głównym powodem silnego umocnienia dolara wobec euro.
Jacek Brzeski
















