W ramach pakietu CPN ("Ceny Paliw Niżej") Polska wprowadziła maksymalne ceny paliw. Na piątek zostały one ustalone w wysokości 6,19 zł za litr benzyny 95, 6,80 zł za litr benzyny 98 i 7,64 zł za litr oleju napędowego (diesla). Tymczasem jak wynika z danych Autopay, w Czechach za benzynę 95 w przeliczeniu na polską walutę zapłacimy 7,14 zł za litr oraz 8,19 zł za litr oleju napędowego.
W przypadku Niemiec ceny są jeszcze wyższe - 9,18 zł za litr Pb95 i 9,88 zł za litr ON. W efekcie różnice wahają się od okolic złotówki do nawet 3 zł na litrze w przypadku niemieckich cen, co przy tankowaniu np. 50 litrów daje nawet 35 euro (około 150 zł).
Polska przerzuca koszty wzrostu cen paliw z obywateli na budżet. Korzystają z tego nasi sąsiedzi
Jak pisał na X były minister finansów i prezes Instytutu Finansów Publicznych Paweł Wojciechowski, program CPN przerzuca koszty szoku paliwowego z konsumenta na budżet państwa, co oczywiście w dłuższej perspektywie przerzuci się także na obywateli. A z obecnych cen maksymalnych korzystają nie tylko Polacy, ale również Niemcy, Czesi czy Litwini.
Pod koniec marca niemiecki dziennik "Ostsee Zeitung" podał, że turystyki paliwowej obawiają się mieszkańcy miejscowości przygranicznych, w tym Świnoujścia. Ich zdaniem turystyka paliwowa może spowodować długie kolejki do stacji benzynowych, chaos komunikacyjny czy nawet braki paliwa.
"OZ" wyjaśnia, że o ile turystyka paliwowa istniała w mieście już wcześniej, tak tym razem duże różnice między cenami paliw mogą spowodować jej nasilenie. Dodatkowo Świnoujście z racji na swoje położenie odbiera dostawy paliw promem, które miewają problemy z kursami w weekend oraz często ulegają awariom. O ograniczenia dla turystów paliwowych z Niemiec apelowała na początku marca prezydent miasta, Joanna Agatkowska.
I rzeczywiście w piątek ten problem dał o sobie znać. Jak pisaliśmy w Interii Biznes, kierowcy z Niemiec, chcący zatankować w Świnoujściu, nie mieścili się na podjazdach stacji benzynowych, więc stali wśród jednej z ulic, a straż miejska ręcznie musiała sterować ruchem.
Problem nie dotyczy tylko Świnoujścia, "Sächsische Zeitung" pisało, że pierwszego dnia od wprowadzenia w Polsce maksymalnych cen paliw, już o 12:30 na przejściu granicznym przy moście Görlitz/Zgorzelec utworzył się korek z niemieckiej na polską stronę. Jak z kolei pisze "Wirtualna Polska", nie we wszystkich miejscowościach są kolejki. Choć portal ustalił, że np. w Słubicach sprzedaż paliw wzrosła o 45 proc., tak w Kostrzynie nad Odrą i Gubinie nie odnotowano dużych wzrostów.
Tankowaniem w Polsce zainteresowani są także Czesi i Litwini. Pracownicy stacji w Cieszynie (woj. Śląskie) zauważyli pomniejsze kolejki do dystrybutorów, w których byli również nasi południowi sąsiedzi, choć w większości przypadków do zatorów nie dochodzi. "Wirtualna Polska" ustaliła także, że w Sejnach i w Budzisku (woj. Podlaskie) w celu zatankowania pojazdów pojawiają się Litwini. Jednak i w tym przypadku skala zjawiska nie doprowadziła do ogromnych kolejek.
O to, czy turystyka paliwowa nie zagraża dostawom paliw na polskie stacje, zapytaliśmy Wojciecha Jakóbika, analityka energetycznego z Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego.
- Turystyka paliwowa to jest normalne zjawisko w sytuacji, gdy tuż za miedzą ktoś ma dużo tańsze paliwo. Sam pojechałbym na stację, żeby sobie je kupić. To zjawisko należy wziąć pod uwagę przy planowaniu polityki bezpieczeństwa dostaw paliw w warunkach kryzysowych. Jeżeli kryzys będzie łagodny, to nawet z tą turystyką paliwową nie trzeba będzie wprowadzać rozwiązań ograniczających popyt, ale musimy mieć plany na różne scenariusze i nie czekać z reakcją, kiedy pojawi się sygnał ostrzegawczy - mówi Interii Biznes Wojciech Jakóbik.
- Dopóki nie mamy tych informacji, które ma rząd, trudno będzie ocenić, kiedy należy wprowadzić takie rozwiązania. Natomiast z tego właśnie powodu wielka odpowiedzialność spada na naszych analityków sytuacji na rynku paliw, którzy muszą wydać odpowiednią diagnozę będącą podstawą do odpowiedniej decyzji ministra - podkreśla.
Państwa UE stawiają na różne rozwiązania. Ale tylko Polska i Węgry mają maksymalne ceny paliw
Zdaniem Jakóbika spore różnice wynikają także z braku rozwiązań na szczeblu unijnym, co może wzmagać turystykę paliwową.
- Najlepsze byłoby rozwiązanie europejskie, unifikujące wsparcie we wszystkich krajach, ale na ostatnim szczycie unijnym nie doszło do porozumienia w tej sprawie. Mamy analogię do sytuacji z grudnia 2021 roku, kiedy odbył się pierwszy szczyt poświęcony kryzysowi energetycznemu wywołanemu przez Gazprom. Państwa nie doszły razem do porozumienia. Pojawiły się różne rozwiązania w różnych krajach, które mogły prowadzić do pewnej nierównowagi. Między innymi na Węgrzech zostały wprowadzone najpierw limity cenowe, a potem ograniczenie dostępu do paliw dla obcokrajowców i problemy logistyczne z paliwem. Dlatego także teraz kluczowa jest koordynacja na poziomie unijnym i reakcja w razie zbyt wysokiej skali zjawiska turystyki paliwowej, która prawdopodobnie jest już widoczna na polskich stacjach. Ale pełnię informacji na ten temat ma rząd - tłumaczy analityk.
Wspomniane przez eksperta Węgry 10 marca 2026 roku w reakcji na kryzys na Bliskim Wschodzie również wprowadziły limit cen na paliwa. Od razu nałożono jednak ograniczenie, że z niższych cen mogą korzystać jedynie kierowcy, którzy mają węgierskie tablice rejestracyjne. Co ciekawe, Komisja Europejska zażądała zniesienia cen preferencyjnych na paliwo tylko dla Węgrów, ale Viktor Orban stwierdził, że nie ugnie się pod żądaniami Brukseli.
Niemcy nie wprowadziły tak radykalnych działań osłonowych dotyczących cen paliw. Od 2 kwietnia weszły tam w życie nowe przepisy, które ograniczają stacjom benzynowym możliwość podnoszenia cen na pylonach do tylko jednego razu dziennie, w południe (obniżek można dokonać w każdej chwili). To odpowiedź na ceny, które zmieniały się nawet dwudziestokrotnie w ciągu jednego dnia. Limitu cen ani obniżki podatków jednak nie wprowadzono.
Jak podał Reuters 2 kwietnia czeski rząd przyjął projekt, który ma ograniczyć marże na ceny paliw - od 8 kwietnia będą dla nich obowiązywać stawki maksymalne. Z kolei na Litwie rząd dopiero 3 kwietnia zatwierdził propozycję litewskiego ministerstwa finansów, aby tymczasowo obniżyć akcyzę na olej napędowy.
Polska zdecyduje się ograniczenie sprzedaży paliw obcokrajowcom?
Minister energii Miłosz Motyka zapowiedział we wtorek 31 marca w rozmowie z TOK FM, że resort monitoruje auta z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi, które tankują na polskich stacjach. Dodał także, że niewykluczone jest wprowadzenie rozwiązań takich jak np. limit tankowania dla obcokrajowców.
Wojciech Jakóbik wskazuje, że - przynajmniej w świetle obecnych danych - nie jesteśmy w punkcie, w którym takie rozwiązania muszą być stosowane. Zastrzegł jednak, że wgląd w realną sytuacje tak naprawdę ma tylko rząd.
- Zwiększenie popytu poprzez obniżkę ceny zawsze może wywołać problemy logistyczne, jeżeli będziemy mieli do czynienia z odpowiednią skalą problemu. Słyszymy o tym, że jeszcze nie jesteśmy w tym punkcie, natomiast jeżeli pojawią się takie problemy, będzie konieczne ograniczenie dostępności paliw poprzez na przykład racjonowanie sprzedaży. Znamy takie rozwiązania z historii i kluczem do oceny, kiedy należy działać w ten sposób, będą dane, do których w tym momencie nie mamy dostępu. Wiemy, że na bieżąco sytuację analizuje odpowiednia komórka w rządzie, ale nie znamy jej ustaleń - powiedział Interii Biznes.
Ekspert podkreślił również, że rząd musi na bieżąco analizować sytuację i w razie jej pogorszenia "nie wahać się przed wprowadzeniem ograniczeń".














