W skrócie
- UE zakazała stosowania niektórych środków ochrony roślin, ale wciąż trwa ich produkcja na terenie Unii i eksport np. do krajów Mercosur.
- W krajach Mercosur, zwłaszcza w Brazylii, zużycie pestycydów jest kilka razy wyższe niż w UE, a produkty z tych krajów mogą trafiać do Europy.
- Eksperci krytykują "unijną hipokryzję" pozwalającą na eksport potencjalnie szkodliwych substancji do krajów, gdzie normy dot. stosowania pestycydów są mniej rygorystyczne.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
"Zaburza działanie układu hormonalnego; w skrajnych przypadkach prowadzi do chemicznej kastracji samców; trwale kumuluje się w wodach gruntowych" - to krótki opis niepożądanego działania substancji wciąż wykorzystywanej w środkach ochrony roślin w wielu zakątkach świata. Jej stosowania jako środka chwastobójczego UE zakazała w 2004 roku (podkreślmy: przeszło dwie dekady temu).
Atrazyna - bo niej mowa - wciąż jednak może być używana np. w Brazylii. Ta jest członkiem Mercosur, a umowa handlowa UE-Mercosur zacznie warunkowo obowiązywać już za kilka dni - w maju.
"Toksyczny bumerang" - zakazane w UE substancje czynne w środkach ochrony roślin mogą być produkowane w Europie
- W brazylijskim rolnictwie używa się ok. 100 substancji czynnych, które w UE są zakazane - mówi w rozmowie z Interią Arkadiusz Zalewski, ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. IERiGŻ w tym i w ubiegłym roku organizował konferencje, podczas których dyskutowano o zagrożeniach i ewentualnych korzyściach z zawarcia przez UE umowy handlowej z krajami Mercosur. Konferencje miały charakter naukowy - choć trudno zaprzeczyć, że wpisywały się w gorący polityczny spór dot. umowy handlowej z Mercosur.
Mówiono więc także o pestycydach wykorzystywanych w południowoamerykańskim rolnictwie. Konkluzja była jednoznaczna. Stosowane w rolnictwie krajów Mercosur środki ochrony roślin pochodzą w przeważającej części z importu (wszystkie kraje Mercosur są ich importerami netto), a Brazylia jest największym światowym importerem tych substancji. Jakby tego było mało, choć kraje Mercosur importują pestycydy głównie z Indii czy Chin, także Europa zajmuje ważne miejsce wśród dostawców.
To nie wszystko - istotna część importowanych z UE pestycydów zawiera substancje czynne zakazane w rolnictwie UE. W rezultacie, żywność importowana przez UE z krajów Mercosur może zawierać pozostałości tych pestycydów, wcześniej dostarczonych z Europy. Krytycy rolnictwa nadmiernie wspomaganego chemią nazwali to efektem "toksycznego bumerangu".
Acefat, atrazyna, glufosad, kletodym - tych nazw nie zna większość z nas, a to tylko niewielki fragment bogatej listy toksycznych substancji, których użycia zakazano w UE. W wielu przypadkach nie zakazano jednak eksportu z europejskich zakładów poza wspólnotowy obszar, więc w kilku krajach Starego Kontynentu koncerny chemiczne produkują wiele (choć nie wszystkie) z tych zakazanych pestycydów i sprzedają je poza wspólnotowy obszar, np. do wspomnianej Brazylii. Wielkie koncerny agrochemiczne pilnie strzegą swoich tajemnic - w oficjalnych przekazach od lat kreują się na biznesowe organizacje wspierające zrównoważone rolnictwo; wpierające walkę z ze światowym ubóstwem wreszcie dbające o rozwój lokalnych społeczności.
- Część środków ochrony roślin stosowanych w krajach Mercosur to preparaty zakazane do użycia w UE - potwierdza Arkadiusz Zalewski.
Stosowanie chemii w rolnictwie w UE jest obwarowane szczególnymi restrykcjami - wielu ekspertów twierdzi, że to najbardziej rygorystyczny system na świecie. Jednak Bruksela zdaje się nie przejmować praktykami rolnymi poza jej granicami. Co więcej, zakłady agrochemiczne z UE eksportują toksyczne produkty w najdalsze zakątki świata. Może to szczególnie niepokoić w kontekście umów handlowych - przede wszystkim z Mercosur, ale także np. z Indiami.
Europa stawia na zdrową żywność i... eksportuje zagrożenie
Pestycydy eksportowane w świat z Europy to, nawiasem mówiąc, nie tylko sprawa Brukseli, bowiem jedna z liczących się globalnych agrochemicznych firm działa w Szwajcarii, a inne mają zakłady np. w Wielkiej Brytanii. To jednak nie zmienia faktu, że Europa swoimi regulacjami wpadła w pułapkę handlowego paradoksu - z jednej strony w trosce o zdrowie i życie konsumentów (także producentów rolnych) zakazuje użycia określonych pestycydów; z drugiej strony zezwala wielkim koncernom na produkcję tych niebezpiecznych środków ochrony roślin i sprzedaż ich poza granice UE. Jakby tego było mało, umowa handlowa UE-Mercosur otwiera szeroki korytarz dla wspomnianego - jak to barwnie określają eksperci - "toksycznego bumerangu". Zakazane w UE pestycydy mogą wracać do krajów Starego Kontynentu przede wszystkim w paszach dla zwierząt, ale najpewniej także wprost na europejskie stoły w żywności z Mercosur.
- Przestrzegałbym jednak przed jednostronnym spojrzeniem na ten problem - Arkadiusz Zalewski z IERiGŻ podkreśla, że specyfika choćby wspomnianego brazylijskiego rolnictwa powoduje, iż nie powinniśmy go bezpośrednio porównywać do rolnictwa europejskiego. Wyraźnie większe w odniesieniu do UE zużycie środków ochrony roślin na hektar, ma związek m.in. ze specyfiką produkcji roślinnej w tym kraju - w jednym roku prowadzone są często dwa cykle produkcyjne - np. soja-kukurydza, soja-bawełna, a zasiewy prowadzone są w systemie siewu bezpośredniego; bezpośrednio w ściernisko i resztki pożniwne, a to wymaga większego użycia pestycydów - tłumaczy zawiłości nowoczesnej uprawy.
- Choć w Brazylii większość najczęściej stosowanych substancji czynnych nie jest dopuszczona do stosowania w UE - np. atrazyna, mankozeb, acefat, chlorotalonil. glufosynat amonowy - największy udział w zużyciu ma glifosat, który w UE może być używany tylko pod pewnymi warunkami - wylicza ekspert IERiGŻ.
Czy Bruksela radzi sobie z pestycydowym zagrożeniem spoza granic UE? Warto zwrócić uwagę na wyniki badań żywności prowadzonych w UE. Te są raczej uspokajające - EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) sporządza coroczne raporty na podstawie badań prowadzonych w wielu krajach UE.
"W próbkach analizowanych w ramach programów monitorowania w latach 2021-2023 szacowane narażenie na pojedyncze pozostałości pestycydów w produktach żywnościowych jest bardzo niskie dla większości ocenianych grup subpopulacji UE" - napisali eksperci EFSA w raporcie i podsumowali, że "ryzyko dla zdrowia konsumentów w UE związane z pojedynczymi substancjami pestycydowymi jest niskie". To pewnie dlatego nie powinniśmy panicznie obawiać się prowokacyjnie wspomnianej "chemicznej kastracji" czy trwałego upośledzenia układu hormonalnego, zaraz po zjedzeniu odrobiny żywności pochodzącej spoza UE, także z Brazylii, Argentyny, Paragwaju, Urugwaju czy Boliwii (kraje Mercosur).
Także polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zapewnia, że w sprawie pozostałości pestycydów w produktach spoza UE "będzie dmuchać na zimne".
"Uwzględniając konieczność zapewnienia bezpieczeństwa konsumentom oraz zagwarantowania uczciwych warunków konkurencji producentom rolnym, a także aby wyeliminować ryzyko wejścia na polski rynek produktów spożywczych przy produkcji których wykorzystywane są środki ochrony roślin niedopuszczone do stosowania w Unii Europejskiej, podjęto działania legislacyjne mające na celu zniwelowanie takiego ryzyka" - poinformowało Interię Biuro Komunikacji resortu rolnictwa.
Jakie to działania? Resort rolnictwa tłumaczy, że właśnie na wniosek Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi resort zdrowia rozpoczął prace nad wydaniem specjalnego rozporządzenia (na podstawie art. 7 ust. 3 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia). Przepis pozwala ministrowi zdrowia (w porozumieniu z ministrem rolnictwa), zawiesić lub ograniczyć obrót produktami spożywczymi gdy: "[…] na podstawie nowych informacji lub po dokonaniu ponownej oceny dotychczasowych informacji zaistnieją dostateczne podstawy do stwierdzenia, że środek spożywczy może zagrażać zdrowiu lub życiu człowieka".
Obecnie projekt jest na końcowym etapie uzgodnień międzyresortowych i społecznych.
To nie wszystko - Polska wystąpiła też do KE z wnioskiem o zastosowanie środków nadzwyczajnych oraz o obniżenie najwyższych dopuszczalnych poziomów pozostałości (tzw. NDP) w żywności dla substancji czynnych środków ochrony roślin niedopuszczonych do stosowania w Unii Europejskiej. Jak będzie to działać w praktyce - zobaczymy. Zegar tyka - tymczasowa umowa z Mercosur wchodzi w życie w maju, a rolnictwo w krajach Am. Poł. to wielkie obszary wspieranych chemią monokultur, nad którymi nisko przelatują samoloty rozpylające pestycydy (to już dawno zostało zakazane w UE); po których całymi dniami krążą ciągniki z wielkimi opryskiwaczami. Tak właśnie to wygląda np. w Brazylii, która bez dwóch zdań jest rolniczym liderem stowarzyszenia Mercosur.
Mato Grosso - pola ciągnące się po horyzont i rekordy zużycia pestycydów
Dawniej lesista, obecnie pokryta ciągnącymi się po horyzont uprawami kukurydzy, transgenicznej soi, bawełny, ryżu. Prawdziwe rolne królestwo, jednorodne, liczone w tysiącach hektarów, w niczym nie przypominające europejskiego rozdrobnionego rolnictwa. Mato Grosso - brazylijska wyżyna bijąca rekordy produkcji rolnej, ale też zużycia środków ochrony roślin. Stała się celem ataków ekologicznych aktywistów i frontem wojny zwolenników zrównoważonych, ekologicznych upraw i intensywnej produkcji żywności i pasz (wpieranej nawożeniem oraz stosowaniem pestycydów).
W Mato Grosso toczy się wojna o wielkie pieniądze - nie tylko ze sprzedaży płodów rolnych, ale także z dostaw środków ochrony roślin. Ktoś nawet kiedyś złośliwie powiedział, że w Mato Grosso nie chodzi już o produkcję żywności, a raczej o tworzenie rynku zbytu dla pestycydów. O wielkich uprawach Mato Grosso powstają raporty ekologicznych organizacji; w Mato Grosso powstają filmowe dokumenty piętnujące "chemiczne rolnictwo", w tym niezwykle sugestywny, popularny w kręgach środowiskowych aktywistów dokument (powstał z udziałem szwajcarskiej RTS). Film (co znamienne - na pewien czas zniknął z sieci) piętnuje europejską hipokryzję związaną z produkcją i eksportem zakazanych w UE pestycydów do rejonów świata, gdzie takich zakazów nie ma. Mato Grosso to rolnicze, wspomagane chemicznym (pestycydowym) rozrusznikiem serce Brazylii.
Tę "europejską hipokryzję" najlepiej widać w trendach zużycia pestycydów. Dość powiedzieć, że w latach 2010-2023 zużycie substancji czynnych zawartych w środkach ochrony roślin w krajach UE zmalało o ponad 7 proc., natomiast w krajach Mercosur zwiększyło się o ponad 60 proc., w tym w Brazylii 2-krotnie, (w Argentynie o ponad 11 proc.). Część tych pestycydów trafiło tam wprost z europejskich fabryk.
Najczęściej wykorzystywaną substancją czynną w Brazylii jest popularny glifosat, który wciąż w UE może być stosowany, ale z rygorystycznymi ograniczeniami (np. nie wolno przekraczać maksymalnych dawek rocznych). Poza tym, w Brazylii używa się obecnie około 100 wspomnianych wcześniej substancji czynnych, które w UE są zakazane.
Dla porządku dodajmy, że ekonomiczne i polityczne realia panujące w Ameryce Południowej raczej wykluczają wprowadzenie w najbliższym czasie rygorów dot. bezpieczeństwa żywności na unijną modłę.
- W Brazylii soja i kukurydza to niemal wyłącznie uprawy GMO do ochrony których w praktyce wykorzystuje się duże ilości preparatów chwastobójczych. W przypadku soi stosuje się często 4 zabiegi ochronne z użyciem glifosatu, przed siewem, po siewie, ale także do desykacji czyli dosuszania roślin przez zbiorami, co w UE jest obecnie zakazane - wyjaśnia cytowany wcześniej Arkadiusz Zalewski z IERiGŻ. Dodaje, że około 55 proc. wolumenu zużycia glifosatu w Brazylii przypada na cztery stany - są to Mato Grosso, Rio Grande do SUL, Parana i Goias. W tych czterech stanach położonych w środkowo-zachodniej i południowej części Brazylii koncentruje się produkcja soi.
- Średnie zużycie środków ochrony roślin w krajach Mercosur w przeliczeniu na 1 ha gruntów ornych i upraw trwałych jest kilkukrotnie wyższe niż średnio w UE. Przykładowo w Brazylii w 2024 r. wyniosło ono 13,0 kg/ha wobec 2,91 kg średnio w UE i 2,08 kg/ha w Polsce - zwraca uwagę Arkadiusz Zalewski. - Różnice te mogą rodzić obawy o bezpieczeństwo importowanej do UE żywności i produktów rolnych z krajów Mercosur. Niemniej jednak, zgodnie z przepisami importowane z krajów trzecich produkty muszą spełniać unijne normy w zakresie bezpieczeństwa żywności - tonuje nastroje ekspert IERiGŻ w rozmowie z Interią.
Umowa z Mercosur - szansa czy zagrożenie?
O umowie UE-Mercosur powiedziano chyba już prawie wszystko, warto więc jedynie przypomnieć, że do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) skierowano wniosek w sprawie zbadania jej zgodności z traktatami (zgodności z podstawowymi zasadami i wartościami, na których opiera się UE). Proces ten zazwyczaj trwa od kilku do kilkunastu miesięcy. Ostateczną zgodę na zawarcie umowy Parlament Europejski może głosować dopiero po otrzymaniu opinii TSUE. Dodatkowo Polska wniesie skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie umowy UE-Mercosur, poinformowali w ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
Komisja Europejska miała jednak prawo (skorzystała z niego) podjęcia decyzji o tymczasowym stosowaniu umowy UE-Mercosur, jeszcze przed ostateczną zgodą PE. Ostatecznie więc umowa UE-Mercosur zacznie być tymczasowo stosowana już w maju, niezależnie od wniosków do TSUE.
Minister rolnictwa Stefan Krajewski w styczniu br. deklarował "brak zgody na osłabianie rolnictwa w Polsce i Europie", krytycznie odnosząc się do umowy UE-Mercosur. "Z jednej strony nasi rolnicy, przetwórcy i producenci muszą spełniać coraz wyższe normy i standardy, a z drugiej otwierane są drzwi dla produktów, które z tych obowiązków są zwolnione. To jest niedopuszczalne" - stwierdził wtedy Stefan Krajewski.
Wcześniej, podczas jednej z konferencji organizowanej przez wspomniany Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, przedstawiciele resortu rolnictwa zwrócili uwagę, że w umowie UE-Mercosur przewidziano kontyngenty taryfowe i mechanizmy ochronne, które mają ograniczyć ryzyko nagłego napływu towarów rolnych z Ameryki Południowej. Problem w tym, że wymagają one wykazania tzw. szkody rynkowej, a to procedura niełatwa i czasochłonna.
Główny Inspektorat Sanitarny (GIS): Nic nie wskazuje na konieczność dodatkowych kontroli żywności
Co z pestycydami, które UE tonami eksportuje do krajów Mercosur? Czy grozi nam wspomniany "toksyczny bumerang", czyli powrót w żywności lub w paszy niebezpiecznych pozostałości środków ochrony roślin?
Marek Waszczewski, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego zapewnia, że kontrole bezpieczeństwa żywności, także związane z pozostałościami niebezpiecznych substancji (takich jak pestycydy) są i będą prowadzone.
- To zrozumiałe, że umowa handlowa z krajami Mercosur budzi emocje, ale zapewniam, że kontrole żywności to codzienność, a żywność spoza obszaru UE trafiająca na stoły Europejczyków jest systematycznie badana - mówi w rozmowie z Interią.
Dodajmy, że w UE bada się jakość żywności na poziomie unijnym i krajowym, choć oczywiście to kontrolne sito opiera się na próbkowaniu i dokonywaniu wyboru. Koordynowany przez UE program kontroli określa produkty spożywcze i pestycydy, które powinny być monitorowane przez wszystkie państwa członkowskie, a także liczbę próbek pobieranych przez poszczególne państwa UE w odniesieniu do liczebności ich populacji.
GIS wyodrębnił wyniki kontroli dla produktów z krajów Mercosur, przeprowadzonych w latach 2023-2024 (danych za 2025 jeszcze nie ma). Przeprowadzono łącznie 5071 kontroli przesyłek o łącznej masie sięgającej 121 755 ton. Pobrano 402 próbki do badań laboratoryjnych. Wydano 9 decyzji zakazujących wprowadzenia produktów do obrotu (w 5 przypadkach stwierdzono przekroczenie dopuszczalnych poziomów aflatoksyn (trujące i rakotwórcze związki wytwarzane głównie przez pleśnie - występują w źle przechowywanych produktach). Przekroczone dopuszczalne poziomy pozostałości pestycydów stwierdzono tylko w 3 przypadkach. Ledwie w 1 przypadku odnotowano nieprawidłowości w zakresie dokumentacji.
GIS w przesłanym Interii oświadczeniu jasno stwierdził, że wyniki granicznych kontroli sanitarnych przeprowadzanych przez organy PIS (Państwowa Inspekcja Sanitarna) nie wskazują na niezgodności, które uzasadniałyby konieczność zintensyfikowania kontroli importowanej żywności. "Działania podejmowane przez organy Inspekcji w odniesieniu do importowanej żywności są obecne wystarczające" - przekonuje GIS.
"Wymagania w zakresie bezpieczeństwa żywności dotyczą wszystkich produktów wprowadzanych do obrotu, w tym importowanych z państw trzecich np. z krajów Mercosur" - konkluduje GIS.
Dla porządku dodajmy: każdorazowo kontrolerzy żądają przedłożenia przez importera dokumentów potwierdzających bezpieczeństwo, w tym wyników badań laboratoryjnych, a w przypadku ich braku lub wątpliwości, pobierane są próbki do badań laboratoryjnych. Kontrola graniczna opiera się więc na kontroli dokumentacji, a ocena partii towaru i pobieranie próbek do badań zależy od oceny ryzyka w uzasadnionych sytuacjach.
UE eksportuje zakazane pestycydy. "Kolonialna perspektywa"
- Początek obowiązywania umowy handlowej UE-Mercosur nie tyle otworzy drzwi dla produktów rolnych z resztkami niedozwolonych w UE pestycydów, co raczej poszerzy bramę dla ich wprowadzania na unijny rynek - przewiduje Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska. Znana z prowokacyjnych akcji organizacja wielokrotnie zwracała uwagę na środowiskową i zdrowotną szkodliwość pestycydów. Greenpece mówił o tym także w kontekście umowy z Mercosur.
- Wszelkie analizy mówią jasno, że produktów z krajów Mercosur będzie więcej na unijnym rynku. Wiemy, że część z nich może zawierać resztki pestycydów niedozwolonych w Europie, choć wyeksportowanych z UE. Ten "toksyczny bumerang" będzie potencjalnym zagrożeniem dla zdrowia, choć na razie w medialnym przekazie dominują obawy o skutki ekonomiczne tej umowy handlowej - mówi i dodaje, że taka "kolonialna perspektywa" jest nie do przyjęcia.
- Nie chodzi tylko o zagrożenie dla Europejczyków, ale też o moralną ocenę procederu polegającego na tym, że UE wysyła do innych części świata swoje pestycydy, których szkodliwość została udowodniona. Europejskie pestycydy w Ameryce Południowej nie tylko niszczą środowisko, ale np. bezpośrednio zagrażają zdrowiu pracowników rolnych - tłumaczy Krzysztof Cibor.
Jednak aktywista Greenpeace zwraca uwagę na inny, bieżący problem związany z zagrożeniem chemizacją rolnictwa. - Bruksela zamierza, w ramach deregulacji, zmienić zasady dot. bezpieczeństwa żywności i pasz - mówi Krzysztof Cibor. Największe obawy związane są z propozycjami KE dotyczącymi ustanowienia domyślnej, nieograniczonej w czasie zgody na stosowanie substancji czynnych w rolnictwie (obecnie zgody są czasowe).
Inną deregulacyjną propozycją piętnowaną przez Greenpeace jest wprowadzenie zbyt luźnych zasad dotyczących pozostałości pestycydów w żywności, w tym pozostałości zakazanych w UE pestycydów w produktach importowanych.
Greenpeace zwraca uwagę, że proponowane zmiany przedstawione zostały w 2025 r. przez Komisję Europejską w ramach tzw. pakietu Omnibus - zestawu zmian legislacyjnych, mających na celu uproszczenie unijnych przepisów i zmniejszenie obciążeń administracyjnych.
Co ciekawe, z nieco innej perspektywy na pakiet deregulacyjny Omnibus spogląda polski resort rolnictwa. W oświadczeniu przesłanym Interii, przedstawiciele ministerstwa kierowanego przez Stefana Krajewskiego sugerują, że uproszczeni procedur w ramach Omnibusa pozwoli sprawniej zaostrzać normy bezpieczeństwa żywności.
"Obecnie na poziomie Unii Europejskiej, w ramach pakietu uproszczeniowego Omnibus, (który dotyczy bezpieczeństwa żywności i pasz), prowadzone są prace legislacyjne nad zmianą rozporządzenia w zakresie ograniczenia tolerancji importowej oraz integracji procesu ustalania NDP (Najwyższe Dopuszczalne Poziomy pozostałości pestycydów - red.) dla produktów pochodzących z państw trzecich z ogólnym systemem ustalania NDP. W praktyce umożliwi to obniżanie obowiązujących poziomów NDP w odniesieniu do produktów importowanych" - świadczył resort rolnictwa.















