Rada Ministrów przyjęła "Wieloletnie założenia makroekonomiczne na lata 2026-2030", które będą podstawą do przygotowania kolejnych ustaw budżetowych. Z dokumentu wynika, że rząd zakłada dalszy wzrost wynagrodzeń przy jednoczesnym stopniowym spadku inflacji oraz wolniejszym tempie wzrostu gospodarczego w kolejnych latach.
Rząd pokazał prognozy do 2030 r. Średnia pensja ma przekroczyć 11,5 tys. zł
Według prognoz przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej ma wzrosnąć z 9441 zł brutto w 2026 r. do 9971 zł w 2027 r. W 2028 r. średnia pensja ma przekroczyć 10,5 tys. zł, rok później wynieść ponad 11 tys. zł, a w 2030 r. sięgnąć niemal 11,6 tys. zł brutto. Rząd zakłada jednocześnie, że dynamika wzrostu płac będzie stopniowo hamować - z 6 proc. w bieżącym roku do 5,6 proc. w 2027 r.
"Głównymi czynnikami sprzyjającymi wzrostom wynagrodzeń są ożywienie gospodarcze oraz korzystna sytuacja na rynku pracy, gdzie pracownicy nadal posiadają silną pozycję negocjacyjną. W 2027 r. prognozowana jest kontynuacja pozytywnych trendów - dobrej koniunktury i korzystnej sytuacji na rynku pracy (choć w trochę mniejszej skali) - co przełoży się na dalszy wzrost wynagrodzeń" - czytamy w rządowym dokumencie.
Rząd prognozuje również stopniowy spadek inflacji. Średnioroczna dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2026 i 2027 r. ma wynieść 2,5 proc. W kolejnych latach inflacja ma dalej maleć - do 2,4 proc. w 2028 i 2029 r. oraz 2,2 proc. w 2030 r. Jednocześnie resort finansów zaznacza, że bazowy scenariusz nie uwzględnia skutków wojny na Bliskim Wschodzie i możliwego wzrostu cen surowców energetycznych.
"Wieloletnie założenia makroekonomiczne będą wykorzystywane do przygotowania ustawy budżetowej na rok 2027, a uwzględnienie szoku o trudnym do przewidzenia czasie trwania mogłoby nadmiernie obciążyć prognozę na rok budżetowy oraz kolejne" - podkreśliło Ministerstwo Finansów. Resort dodał, że ewentualna rewizja prognoz może nastąpić w lipcu, przed opracowaniem projektu budżetu na 2027 r.
Coraz więcej pracowników może wpaść w drugi próg podatkowy. "Są niedostosowane"
Wraz ze wzrostem wynagrodzeń rośnie także liczba osób, które mogą przekroczyć drugi próg podatkowy. Według szacunków już w ubiegłym roku w stawce 32 proc. PIT mogło znaleźć się nawet 2,5 mln pracowników. Dotyczy to m.in. części zatrudnionych w budżetówce, którzy po doliczeniu premii i "trzynastek" przekraczają obecny limit dochodowy - pisze "Fakt".
Jak pisaliśmy w Interii Biznes, minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz proponowała podniesienie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł, jednak Ministerstwo Finansów nie planuje obecnie takich zmian. Minister finansów Andrzej Domański argumentował, że koszt takiej reformy wyniósłby około 11 mld zł.
"Mamy duże potrzeby budżetowe, mamy wciąż niestety wysoki deficyt. To jest koszt rzędu 11 mld zł. To nie są małe pieniądze. Potrzebujemy prowadzić politykę budżetową, która pozwoli nam realizować kluczowe programy społeczne" - mówił szef resortu 29 kwietnia w Radiu ZET.
Innego zdania jest Piotr Juszczyk, ekspert podatkowy inFaktu. "Progi podatkowe od lat są niedostosowane do inflacji i wzrostu płac, coraz więcej Polaków trafia do wyższego progu nie dlatego, że stali się zamożniejsi w sensie realnym, lecz dlatego, że nominalne zarobki po prostu rosną. Projekt to krok ku uczciwej indeksacji systemu, nie zaś przywilej dla bogatych" - ocenił ekspert w rozmowie z "Faktem".











