Spis treści:
- Holandia walczy z upałami. Zakaz podlewania ogrodów to dopiero początek
- Kolejna elektrownia ogranicza pracę. Zmniejsza produkcję prądu do 80 proc. mocy
- Polsce grozi blackout przez upały? PSE mówi o marginesie bezpieczeństwa
"To najwyższy stopień alarmowy" - powiedział dziennikowi "NRC" członek władz Delflandu Stijn van Boxmeer. Ostrzegł, że mimo wszechobecnych kanałów regionowi brakuje wody słodkiej. Przy rekordowo niskich stanach Renu i małym przepływie Mozy słona woda z Morza Północnego wciska się coraz dalej w głąb lądu. Jeżeli dotrze do jeziora Brielse Meer, Delfland może utracić dwie trzecie zaopatrzenia. Zgromadzone rezerwy wystarczą na siedem dni.
Holandia walczy z upałami. Zakaz podlewania ogrodów to dopiero początek
Z powodu długotrwałej suszy o północy z wtorku na środę zamknięto do odwołania śluzy w regionie między Rotterdamem a Hagą; w prowincji Geldria, na wschodzie Holandii, wstrzymano część przepraw promowych - poinformowały władze.
Zamknięte są śluzy na obszarze zarządzanym przez zarząd wodny Delfland. Po raz pierwszy w jego historii wprowadzono zakaz poboru wód powierzchniowych. Nie wolno nimi nawadniać pól, szklarni ani ogrodów; samorządy nie mogą też polewać zwodzonych mostów, by zapobiegać ich zakleszczaniu podczas upałów.
Krajowa komisja koordynująca podział wody określiła sytuację jako "wyjątkową, długotrwałą suszę". W skali kraju obowiązuje jednak poziom 2, oznaczający faktyczny niedobór wody, a nie najwyższy poziom 3 - krajowy kryzys wodny. Wody pitnej na razie nie brakuje.
Skutki rekordowo niskiego poziomu Renu odczuwają także mieszkańcy prowincji Geldria. Zawieszono tam ruch kilku lokalnych promów przez Waal i IJssel, główne odnogi Renu, wykorzystywanych przez kierowców, rowerzystów i pieszych. Operator jednej z przepraw przyznał regionalnemu nadawcy, że wcześniej promy zatrzymywała wysoka woda, ale po raz pierwszy powodem jest jej zbyt niski poziom. Nie wiadomo, kiedy wznowią kursowanie.
Susza zwiększa również zagrożenie pożarowe. Od poniedziałku strażacy walczą z rozległym pożarem lasu koło miejscowości Venray w Limburgii, na południu. Według władz holenderskie służby osiągnęły granice możliwości i nie byłyby w stanie równocześnie opanować drugiego pożaru tej skali. Brakuje wyszkolonych strażaków oraz terenowych wozów gaśniczych zdolnych poruszać się po lasach.
Kolejna elektrownia ogranicza pracę. Zmniejsza produkcję prądu do 80 proc. mocy
Upały i wywołane nimi obniżenia stanu oraz wzrost temperatury wody w rzekach spowodowały problemy z chłodzeniem elektrowni jądrowych.
Premier Węgier Peter Magyar najpierw ogłosił w niedzielę zamknięcie jedynej w kraju elektrowni jądrowej po tym, jak rekordowo niski poziom wody w Dunaju wymusił jej pierwsze zatrzymanie od 44 lat. Ostatecznie w Paksu działa obecnie tylko jeden z czterech bloków, ale Magyar ostrzegł, że dalszy spadek poziomu Dunaju nadal stwarza ryzyko całkowitego wstrzymania pracy elektrowni i zaapelował do mieszkańców o ograniczenie zużycia energii w godzinach wieczornego szczytu.
Rumunia w ratowanie kluczowej elektrowni zaangażowała wojsko, by przekierować wodę w stronę starego koryta rzeki. W elektrowni Cernavodzie również pracuje tylko jeden z dwóch reaktorów.
W środę zaś elektrownia w słoweńskim Krszko poinformowała, że zmniejsza produkcję prądu do 80 proc. mocy z powodu niskiego poziomu i wysokiej temperatury wody w rzece Sawie, która chłodzi siłownię. To jedyna elektrownia jądrowa w Słowenii. Redukcja mocy rozpocznie się w nocy ze środy na czwartek, jeżeli sytuacja będzie tego wymagała, praca siłowni będzie dalej ograniczana - przekazano w komunikacie na stronie elektrowni.
Ostatni raz z powodu niskiego poziomu Sawy pracę elektrowni ograniczono w 2003 r. na 90 dni. Działająca od 1983 r. elektrownia w Krszko ma jeden reaktor o mocy 696 MW i pokrywa ok. 25 proc. zapotrzebowania na prąd w Słowenii i 15 proc. w Chorwacji.
Polsce grozi blackout przez upały? PSE mówi o marginesie bezpieczeństwa
Jak pisaliśmy w Interii Biznes, upały wpływają także na pracę elektrowni węglowych w Polsce. we wtorek (4 sierpnia) elektrownie Połaniec i Kozienice ograniczyły pracę części bloków energetycznych z powodu problemów z chłodzeniem wodą pobieraną z Wisły.
- Sytuacja pozostaje pod kontrolą, z odpowiednim marginesem bezpieczeństwa i obecnie nie widzimy żadnych problemów na najbliższe dni - zapewnia jednak w rozmowie z Interią Biznes rzecznik Polskich Sieci Elektroenergetycznych Wojciech Krzyczkowski. - Nic nie wskazuje na powtórzenie się sytuacji, w której dostępna nadwyżka mocy w krajowym systemie elektroenergetycznym spadłaby poniżej wymaganego poziomu - mówił również Donald Tusk.
















