- Nasiliły się ryzyka wzrostu inflacji i spadku wzrostu gospodarczego - powiedziała prezes EBC Christine Lagarde na konferencji prasowej po czwartkowej decyzji Rady Prezesów o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian
Choć wysoka inflacja i stagnacja gospodarcza oznacza "stagflację", Christine Lagarde mówi, że ten termin należy stosować do sytuacji gospodarki z lat 70. ubiegłego stulecia, kiedy dwa kolejne kryzysy naftowe (po wojnie Jom Kipur w 1973 roku i rewolucji w Iranie w 1979 roku) spowodowały długotrwałą wysoka inflację, bardzo wysokie bezrobocie i recesję.
- Nie stosujemy więc tego efektownego terminu "stagflacja" do okoliczności, które mamy, ponieważ naprawdę uważamy, że jest ona związana z sytuacją lat 70. - powiedziała Christine Lagarde.
Równocześnie jednak EBC, prezentując bilans ryzyk, wyraźnie wskazuje, że są one silne dla wyższej inflacji i niższego wzrostu. I co ważne, nie jest wcale pewne, czy silniejsze dla inflacji, czy dla wzrostu. I właśnie ta wysoka niepewność powstrzymała EBC przed zmianą stóp.
- (…) Nie jesteśmy w stagnacji, nie mówiąc już o recesji. Można sobie wyobrazić scenariusze, w których zmierzamy do takich sytuacji, ale to nie jest to, co widzimy na ten moment - mówiła Christine Lagarde.
Czy o scenariuszu ryzyk w górę dla inflacji i w dół dla wzrostu powiemy "stagflacja", czy też znajdziemy inne, bardziej subtelne określenie, jak np. "quasistagflacja", jedno jest pewne. To najtrudniejsza sytuacja, w jakiej może się znaleźć bank centralny. Może obawiać się, że chcąc opanować inflację, zdławi zbyt mocno aktywność gospodarczą i przysporzy kłopotów konsumentom, którzy spłacają kredyty. Może tak samo obawiać się, że jeśli spóźni się z dławieniem inflacji, wymknie się mu ona spod kontroli.
A tak bywa. EBC spóźnił się w 2022 roku i inflacja dopiero po dwóch latach dotknęła celu 2 proc. Tymczasem w czwartek przez zakończeniem posiedzenia Rady Prezesów Eurostat opublikował wstępne dane o wzroście PKB w I kwartale w strefie euro i o inflacji w kwietniu. Co z nich wynika?
Dane o PKB i o inflacji
Dane o PKB nie są dobre. Wzrost o zaledwie 0,1 proc. w obliczu niepełnego jeszcze wpływu skutków wojny (tylko marzec był pod jej wpływem, ze wzrostem cen paliw i energii, który z perspektywy końca kwietnia można uznać za umiarkowany), pewnego, ale niepełnego zaostrzenia warunków finansowych, działających jeszcze wciąż globalnych łańcuchów dostaw i braku naocznej już teraz perspektywy wyczerpywania się zapasów i rezerw surowców, przynajmniej w niektórych branżach, podważa nadzieje na trwałe ożywienie gospodarki strefy euro w tym roku. Nawet na lekkie ożywienie.
Paradoksalnie, znacznie lepsze okazały się dane o inflacji w kwietniu. Główny wskaźnik HICP wzrósł do 3 proc. z 2,6 proc. w marcu (i 1,9 proc. w lutym). Powodem są ceny energii, które wzrosły o w kwietniu o 10,9 proc. rok do roku, z 5,1 proc. w marcu. Niewykluczone, że kończy się okres stabilizacji cen towarów, gdyż wzrosły one o 0,8 proc., po wzroście w marcu rok do roku o zaledwie 0,5 proc. Obniżył się natomiast do 3 proc., z 3,2 proc. miesiąc wcześniej, wzrost cen usług.
Najlepszą jednak wiadomością jest to, że inflacja bazowa obniżyła się do 2,2 proc., z 2,3 proc. w marcu. To może świadczyć, że skok cen paliw i energii nie zainfekował jeszcze cen bazowych. A jeśli tak - potwierdza to słuszność o wstrzymaniu się z podwyżkami stóp.
- (…) Nie widzimy efektów drugiej rundy (…), widzimy bezpośrednie efekty, to prawda, widzimy pewne efekty pośrednie, ale na pewno nie widzimy efektów drugiej rundy - powiedziała prezes EBC.
Drugim argumentem, żeby nie podwyższać stóp, było dokonane przez same banki komercyjne zaostrzenie warunków finansowych, co pokazują badania rynku kredytowego prowadzone przez EBC.
Przypomnijmy jednak: na dzień przed decyzją Rady Prezesów rynki oczekiwały jeszcze dwóch podwyżek stóp w tym roku, z czego pierwszej na posiedzeniu w czerwcu. I ten scenariusz wcale nie jest nieaktualny. Co więcej, z wypowiedzi prezes EBC wyraźnie wynika, że w czerwcu EBC będzie miał znacznie większą wiedze o tym, które ryzyka się materializują bardziej, a które mniej. Będzie miał nową projekcję i nowe scenariusze.
- Stale monitorujemy, nieustannie zbieramy nowe dane, twarde dane, dane miękkie, wyniki ankiet z różnych perspektyw, weryfikujemy, dostosowujemy się i robimy inwentaryzację tego wszystkiego (…). Będziemy bardzo uważni na dane, na oczekiwania inflacyjne, na zakłócenia w łańcuchu dostaw, analizując szczegóły umów płacowych i zbiorowych, które będą negocjowane w najbliższej przyszłości, zwracając uwagę na ceny sprzedaży. Mamy na myśli cały wachlarz danych, na które będziemy zwracać uwagę w ciągu tych kilku tygodni, a w najbliższych tygodniach pojawi się ich sporo - powiedziała prezes EBC.
- W czerwcu, za sześć tygodni, otrzymamy nie tylko prognozy przygotowane przez nasz zespół, ale także zobaczymy scenariusze zaktualizowane w zależności od okoliczności - dodała.
- Wierzymy, że do czerwca będziemy mieli znacznie więcej informacji, które pomogą nam ponownie przeanalizować, ustalić i zweryfikować, czy mamy efekty drugiej rundy - mówiła prezes EBC.
Ile będzie trwała wojna?
EBC na poprzednim posiedzeniu w połowie marca przygotował trzy scenariusze. W najbardziej łagodnym obciął prognozę wzrostu na ten roku o 0,3 punktu proc. do 0,9 proc., a w najgorszym, dotkliwym - do 0,4 proc. w tym roku. Inflacja miałaby wzrosnąć w łagodnym scenariuszu do 3,1 proc. w tym roku, a w "dotkliwym" - do 4,4 proc. Scenariusz "dotkliwy" zakłada, że ropa w II kwartale będzie kosztować 145 dolarów za baryłkę.
- Jest jeden element, który będzie miał realny wpływ - czas trwania konfliktu - powiedziała Christine Lagarde.
- Nie sugeruję, że skoro konflikt kończy się jutro, nie będzie negatywnego szoku podażowego i konsekwencji. Będą. Wiemy to - infrastruktura, logistyka, opóźnienia i tym podobne (…). Ale z pewnością miałoby to znaczący wpływ, zwłaszcza na kontrakty terminowe na ropę - dodała.
Jacek Ramotowski















