Zjednoczone Emiraty Arabskie opuszczą Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) oraz szerszy sojusz OPEC+ z dniem 1 maja 2026 r., po 60 latach uczestnictwa w skoordynowanej polityce produkcji ropy naftowej.
Jak argumentują władze ZEA, decyzja była wpisana w długoterminową strategię energetyczną. Portal energetyka24.pl zauważa jednak, że działania te są w oczywisty sposób związane z trwającym konfliktem na Bliskim Wschodzie, a władze wcześniej nie sygnalizowały chęci opuszczenia kartelu.
Powód ma charakter czysto ekonomiczny - Zjednoczone Emiraty Arabskie od lat przeznaczają znaczące środki na rozwój sektora naftowego za pośrednictwem Abu Dhabi National Oil Company. Strategia zakłada zwiększenie wydobycia do poziomu 5 mln baryłek dziennie do 2027 roku. Przeszkodą były regulacje wprowadzane przez OPEC+, który narzucał członkom utrzymywanie niższego wydobycia, mimo nacisków ze strony ZEA.
Koniec stabilizacji na rynku ropy? "Presja na spadek cen ropy może się zwiększyć"
Jednym ze skutków tej decyzji jest osłabienie zdolności OPEC+ do kontrolowania podaży. Dotychczas organizacja miała możliwość wprowadzenia mechanizmów ograniczających wydobycie, a tym samym stabilizowanie lub podnoszenie cen.
Jak dotąd wpływ tej decyzji na rynek ropy nie jest jednak widoczny - 28 kwietnia cena ropy WTI utrzymywała się w okolicach 100 dolarów za baryłkę, a Brent nieznacznie przekraczała 104 dolary.
Jak zauważa Daniel Kostecki z CMC Markets Polska, wojna i problemy z żeglugą przez Ormuz nadal sztucznie podtrzymują premię geopolityczną w cenach ropy. Zdaniem eksperta, presja na spadek cen ropy może jednak rosnąć z czasem, szczególnie po zakończeniu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
- Jeśli szlaki eksportowe wrócą do normalności, a ZEA zaczną stopniowo monetyzować rozbudowane moce, presja na spadek cen ropy może się zwiększyć. To nie musi oznaczać załamania cen, ale rynek musiałby wtedy dyskontować słabszą dyscyplinę podażową OPEC - tłumaczy, dodając, że w przypadku zakończenia konfliktu rynek straciłby premię za ryzyko geopolityczne i zacząłby wyceniać dodatkowe baryłki z Emiratów.
Z kolei Julia Sochacka, analityczka PISM ds. Bliskiego Wschodu, zauważa, że dopóki eksport znacznych zasobów ropy jest hamowany przez Iran w cieśninie Ormuz, manipulowanie ilością ropy na rynku będzie znacząco utrudnione. - ZEA aktualnie jest w stanie wyprowadzić poza cieśninę - rurociągiem do portu w Fudżajra - mniej baryłek dziennie (ok. 1,5 mln), niż standardowo produkowała przed wojną (ok. 3,5 mln) i zdecydowanie mniej niż deklarowane cele na najbliższe lata (5 mln) - tłumaczy.
Zdaniem ekspertki to, jaki scenariusz rozegra się po wojnie, będzie zależało od wielu czynników, takich jak architektura bezpieczeństwa i wpływy w Zatoce Perskiej, zażyłość relacji między Arabią Saudyjską a Stanami Zjednoczonymi, odblokowanie i przepustowość cieśniny Ormuz, a także polityki paliwowej samego OPEC i Arabii Saudyjskiej. - Stosunki między OPEC a ZEA nie muszą być sobie wrogie, chociaż wzrośnie między nimi rywalizacja o udział w rynku - podsumowuje ekspertka.
Jej zdaniem większa podaż towaru na rynku powinna wywołać obniżkę cen, jednak może ona nie być początkowo bardzo spektakularna ze względu na absorpcję nadwyżki przez rynki teraz borykające się z niedoborami surowca. - Muszą one uzupełnić braki, które pojawiły się w wyniku odcięcia większości dostaw z Zatoki w wyniku wojny. W perspektywie długoterminowej ZEA będą chciały zwiększyć swój udział w rynku. Postrzegają bowiem ropę jako zasób, który należy spieniężyć stosunkowo szybko ze względu na ryzyko wyparcia paliw kopalnych przez energię odnawialną - dodaje.
Kto straci najwięcej na decyzji ZEA? To nie tylko Rosja
Na decyzji ZEA może stracić Rosja - jeżeli większa podaż ropy wpłynie w przyszłości na obniżenie cen, uderzy to w już osłabiony, rosyjski budżet. Jednak to nie jedyny przegrany. Zdaniem Kosteckiego, najbardziej ucierpią kraje uzależnione fiskalnie od cen ropy oraz te, które ponoszą wyższe koszty produkcji.
- W praktyce oznacza to przede wszystkim część amerykańskiego sektora łupkowego, zwłaszcza mniejszych producentów, którzy przy cenach w okolicach 60 dolarów za baryłkę już wcześniej ograniczali aktywność i wydatki - mówi.
Jak wyjaśnia ekspert, kluczowe znaczenie ma rozróżnienie między kosztem wydobycia ropy a tzw. fiskalnym punktem równowagi.
- Fiskalny break-even ceny ropy to poziom baryłki potrzebny do zbilansowania budżetu państwa, a nie techniczny koszt wydobycia. To bardzo ważne rozróżnienie. Według danych z 2025 r. wynosi on ok. 49,95 dol. dla ZEA, 57,31 dol. dla Omanu, 81,84 dol. dla Kuwejtu i 90,94 dol. dla Arabii Saudyjskiej. Nie oznacza to, że Arabia Saudyjska wydobywa ropę po 90 dolarów za baryłkę, lecz że przy takiej cenie najłatwiej bilansuje swój budżet - wskazuje.
Ekspert tłumaczy, że wyższy poziom fiskalnego break-even nie oznacza automatycznie problemów z funkcjonowaniem państwa przy niższych cenach ropy. Kraje takie jak Arabia Saudyjska mogą nadal działać dzięki alternatywnym źródłom dochodów, ograniczaniu wydatków, zwiększaniu zadłużenia czy wykorzystaniu aktywów funduszy państwowych, jednak niższa cena ropy zwiększałaby tam presję fiskalną znacznie mocniej niż w przypadku ZEA czy Kataru, które według tych samych danych wyglądają dziś dużo bardziej komfortowo.
Zdaniem Sochackiej na obniżkach cen ropy stracą przede wszystkim państwa Zatoki - Irak i afrykańscy członkowie OPEC - dla których zyski ze sprzedaży ropy są źródłem utrzymania chociażby podstawowych usług publicznych. - Ze względu na bliskie - i wciąż zacieśniane - relacje Abu Zabi z Waszyngtonem na ten moment wydaje się, że Emiraty będą tak sterowały ilością swojej podaży, aby nie wywołać problemów związanych ze zbyt niską ceną ropy dla Stanów Zjednoczonych - dodaje.
ZEA a Arabia Saudyjska. "Chłodna, stopniowa rywalizacja"
Arabia Saudyjska pozostaje nieformalnym liderem kartelu, dysponując znacznymi rezerwami mocy produkcyjnych. To właśnie decyzje Rijadu dotyczące ograniczania lub zwiększania wydobycia w dużej mierze wyznaczają kierunek polityki energetycznej grupy i wpływają na nastroje inwestorów na światowych rynkach.
Drugim kluczowym graczem były dotąd Zjednoczone Emiraty Arabskie, które konsekwentnie zabiegały o zwiększenie limitów wydobycia - podaje Reuters.
Czy wyjście ZEA z OPEC może doprowadzić do wojny cenowej z Arabią Saudyjską i rywalizacji o udziały w rynku? Eksperci uspokajają. - Na dziś nie traktowałbym wojny cenowej jako scenariusza bazowego - mówi Kostecki.
- Bardziej prawdopodobna wydaje się chłodna, stopniowa rywalizacja o udziały w rynku niż natychmiastowe otwarcie konfliktu cenowego na wzór wcześniejszych epizodów z OPEC. Arabia Saudyjska nadal ma największą zdolność do stabilizowania rynku i raczej będzie chciała utrzymać resztę grupy razem, zamiast od razu wejść w otwartą konfrontację z Abu Zabi - tłumaczy ekspert. Jak dodaje, sam fakt, że ZEA wyszły z OPEC i OPEC+ bez konsultacji z Rijadem, pokazuje wyraźny wzrost napięcia i zwiększa ryzyko, że przy słabszym popycie lub po odblokowaniu eksportu obie strony zaczną mocniej walczyć o klientów.
Również zdaniem dr Jakuba Boguckiego, analityka rynku paliw z e-petrol.pl, bardziej prawdopodobne jest zwiększenie niezależności cenowej ZEA niż bezpośrednia wojna cenowa z Arabią Saudyjską. - Teoretycznie jednak wyjście z OPEC i OPEC+ oznaczałoby możliwość samodzielnego kształtowania polityki wydobycia, co mogłoby prowadzić do większej konkurencji o udziały w rynku. Nie musi to automatycznie oznaczać wojny cenowej, ale zwiększa przestrzeń do bardziej agresywnej polityki produkcyjnej, także wobec Arabii Saudyjskiej - mówi. - Większe znaczenie może mieć natomiast perspektywa długoterminowa - dodaje.
Dalsze losy OPEC+. Eksperci mówią o rozluźnieniu kontroli
Wyjście ZEA z OPEC+ może oznaczać również konsekwencje dla samej organizacji. Zdaniem Boguckiego, decyzja ta sugeruje osłabienie spójności organizacji, a więc potencjalnie jej zdolności do jednolitego sterowania podażą. - Nie musi to oznaczać całkowitej utraty kontroli, ale raczej stopniowe jej rozluźnienie i większą fragmentację decyzji produkcyjnych - głosy przeciw stanowczym limitom produkcyjnych od dawna zgłaszają też inni członkowie - zauważa.
Kostecki dodaje, że raczej nie dojdzie do natychmiastowego rozpadu całego mechanizmu. - OPEC nadal istnieje i Arabia Saudyjska wciąż pozostaje jego kluczowym graczem, ale grupa traci jednego z niewielu producentów z dużą elastycznością i realną nadwyżką mocy. To osłabia wiarygodność przyszłych limitów produkcyjnych, zwiększa ryzyko, że inni członkowie będą bardziej patrzeć na własny interes niż na dyscyplinę grupową i w średnim terminie zmniejsza zdolność kartelu do skutecznego bronienia cen, co finalnie może być dobre dla nas, konsumentów i całej gospodarki - konkluduje.












