W skrócie
- Cena złota osiągnęła w czwartek 29 stycznia rano poziom 5 611,99 dolarów za uncję, bijąc kolejny rekord.
- Wzrost cen złota napędzają narastające ryzyka geopolityczne oraz polityka gospodarcza administracji USA.
- Zdaniem części ekspertów, wiara inwestorów w złoto nie wynika z obaw o globalną recesję, ale z utraty zaufania do pieniądza fiducjarnego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Ryzyka geopolityczne na świecie narastają. Oliwy do ognia dolał prezydent USA Donald Trump swoją groźbą ataku militarnego na Iran. W środę 28 stycznia amerykański przywódca zaapelował do władz w Teheranie, by zgodziły się one na zawarcie układu w sprawie swojego programu jądrowego. Żądania Amerykanów - według portalu Axios - to m.in. pozbycie się przez Iran całych zapasów wzbogaconego uranu i zredukowanie zasobów pocisków rakietowych dalekiego zasięgu. Nie są to warunki, które Irańczycy byliby w stanie zaakceptować szybko i bez oporu, a Trump ostrzega, że czas ucieka. W tej sytuacji inwestorzy zwracają swoje spojrzenie ku tzw. bezpiecznym przystaniom, do których należy złoto.
Popyt na złoto odzwierciedleniem napięć w światowej gospodarce
"Wzrost cen złota o blisko 30 proc. w tym miesiącu i oszałamiający wzrost cen srebra o ponad 60 proc. sprawiły, że te dwa metale szlachetne zbliżają się do najszybszych rajdów cenowych w historii" - komentuje Garfield Reynolds, szef zespołu analiz rynkowych MLIV w Bloombergu.
Dla notowań złota nie bez znaczenia jest też werbalna gra Donalda Trumpa na osłabienie dolara. Wprawdzie w środowy wieczór osłabienie to zostało częściowo wyhamowane przez mało gołębi komunikat Fed, jak również przez zapewnienia sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta dotyczącego tego, że amerykańska administracja preferuje co do zasady silną krajową walutę, ale - jak zauważają w porannym raporcie analitycy Banku Millennium - "istotniejszy okazał się trend odejścia od dolara wobec wzrostu niepewności co do polityki gospodarczej" (po przejściowym spadku kursu EUR/USD, dolar znów zaczął tracić na wartości wobec euro).
Donald Trump nie dalej jak we wtorek 27 stycznia stwierdził, że dolar ma się "świetnie", a jego dewaluacja to w istocie dobry sygnał dla amerykańskich przedsiębiorców, zwiększający ich konkurencyjność wobec podmiotów z Chin czy Japonii.
Istotną rolę, jaką odgrywa obecna administracja Białego Domu w kształtowaniu notowań złota, dostrzegają analitycy Saxo Banku.
"W obecnym rajdzie złota nie widzimy spekulacyjnej anomalii, lecz wyraźny sygnał narastających napięć w globalnej gospodarce. Dynamiczny wzrost cen złota i srebra wynika z polityki administracji Trumpa, która poprzez tolerancję słabszego dolara, ekspansję fiskalną i presję na bardziej gołębi Fed podważa zaufanie do walut niemających pokrycia w kruszcu. W odpowiedzi kapitał coraz szybciej kieruje się ku twardym aktywom, postrzeganym jako ochrona przed dewaluacją pieniądza, ryzykiem politycznym i spadkiem realnej wartości oszczędności" - mówi Aleksander Mrózek, manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.
"Szybkie dotarcie złota do poziomu 5 000 USD potwierdza, że inwestorzy z wyprzedzeniem dyskontują ryzyka związane z zadłużeniem i nieprzewidywalnością polityki gospodarczej. W tym otoczeniu dywersyfikacja portfela - obejmująca różne waluty, regiony i klasy aktywów - ma fundamentalne znaczenie" - dodaje ekspert.
Cena złota pobiła kolejny rekord
Poziom 5 000 dolarów za uncję złota został już daleko w tyle. W czwartek 29 stycznia po godzinie 7:00 czasu polskiego cena złota osiągnęła pułap 5 611,99 dol. za uncję. Niecałe dwie godziny później powróciła poniżej poziomu 5 600 dol., ale potencjał żółtego kruszcu do dalszych zwyżek jest wciąż spory - uważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynków surowcowych w Saxo Bank.
"Wiele ryzyk napędzających popyt na złoto nie zmaterializowało się jeszcze w pełni" - pisze Hansen w analizie. "Zadłużenie fiskalne USA nadal rośnie, ale stres rynkowy jak dotąd wyrażał się głównie w bardziej stromej krzywej dochodowości (wyraźnie wyższych rentowności długoterminowych obligacji amerykańskich w porównaniu z krótkoterminowymi papierami - red.), a nie w chaotycznych ruchach stóp procentowych czy kredytu. Dolar osłabł, lecz nie załamał się, a napięcia geopolityczne nie eskalowały jeszcze do poziomu zakłóceń na tyle poważnych, by wstrzymać globalny wzrost".
"Dla inwestorów szukających strategicznej ekspozycji na twarde aktywa nadal postrzegamy złoto jako bardziej solidny wybór. Chociaż po szybkim wzroście powyżej 5000 USD rośnie ryzyko konsolidacji w najbliższym czasie, popyt ze strony banków centralnych, utrzymujące się obawy fiskalne i niepewność geopolityczna powinny nadal chronić złoto przed znaczącą korektą" - dodaje Ole Hansen.
Notowania złota rosną. Czym skończy się obecny rajd?
Z kolei Garfield Reynolds, szef zespołu analiz rynkowych MLIV w Bloombergu, wskazuje, że nieustający impet na rynku metali szlachetnych ostatecznie może wzbudzić obawy wśród inwestorów, że dynamiczne wzrosty - wydające się nie do utrzymania - ostatecznie zakończą się bardzo niekorzystnymi i długotrwałymi odwróceniami obecnych trendów.
"Dynamika może nadal napędzać ceny (złota - red.) w kierunku 6 000 USD, jeśli nasilą się ryzyka makroekonomiczne lub polityczne, ale powyżej tego poziomu wzrasta ryzyko konsolidacji, a nie rychłej poważnej korekty" - uspokaja Ole Hansen. Oznaczałoby to, że cena złota wejdzie w trend boczny, nie wykazując skłonności ani do silnych spadków, ani do silnych dalszych wzrostów.
Stephen Innes, inwestor i partner zarządzający w firmie SPI Asset Management, podkreśla, że obecne postrzeganie złota przez inwestorów ma związek z fundamentalnymi zmianami w sposobie myślenia o walutach, których wartość - a także wiara inwestorów w tę wartość - wynikała przez lata wprost z zaufania do emitującego je państwa. Do takich walut, zwanych pieniędzmi fiducjarnymi lub walutami fiat, zaliczany jest dolar.
"Złoto jest odwrotnością zaufania" - pisze Innes w komentarzu cytowanym przez AFP. "Kiedy wiara w spójność polityki słabnie, złoto przestaje pełnić rolę zabezpieczenia, a staje się alternatywą. Właśnie to obserwujemy teraz. Nie chodzi tu o strach przed recesją. Pojawiają się wątpliwości co do gospodarowania pieniędzmi fiducjarnymi".
Katarzyna Dybińska











