- · Eksperci Citigroup nie widzą szans na szybki powrót ceny złota do rekordowych poziomów. Dla odmiany, JP Morgan i szwajcarski bank UBS nie ogłaszają jeszcze końca hossy.
- · Na dłuższą metę złoto jest dobrą inwestycją. W ciągu ostatnich 50 lat kruszec przynosił średnio 7,3 proc. zysku rocznie, a w samym tylko 2025 roku podrożał o ponad 60 proc.
- · Spadek ceny złota zachęcił banki centralne do zwiększenia rezerw metalu. Przez pierwszych pięć miesięcy tego roku zasób złota zgromadzonego przez nasz NBP wzrósł o około 79 ton.
Pod koniec stycznia uncja trojańska (31,1 g) złota osiągała rekordową cenę ponad 5 600 dolarów. Dziś jest o jedną czwartą tańsza. Spora grupa analityków nie ma wątpliwości, że szał kupowania kruszcu (głównie przez inwestorów indywidualnych) na początku tego roku wyprowadził notowania na absolutny szczyt hossy, po którym możliwa była tylko głęboka przecena.
Złoto mniej atrakcyjne
W pierwszych tygodniach tego roku w wyniku wzmożonej spekulacji zamieniano na złoto pieniądze wycofywane z rynku kryptowalut i z akcji spółek technologicznych. Bardzo wysokie ceny "żółtego metalu" utrzymywały się do połowy marca, po czym runęły. Stało się tak, choć teoretycznie okoliczności powinny sprzyjać złotu - globalna niepewność gospodarcza pogłębia się z kwartału na kwartał, deficyty budżetowe biją rekordy, a inflacja rośnie.
Nie ulega wątpliwości, że tej chwili metale szlachetne przegrywają z rynkowymi procentami - rentownościami obligacji skarbowych i stopami banków centralnych. Aktywa nieprzynoszące odsetek, a złoto do nich należy, tracą na atrakcyjności względem instrumentów zapewniających zysk w okresach, w których koszt pieniądza rośnie. Dodatkowym wyzwaniem dla złota jest wzmacniający się amerykański dolar, zmniejszający atrakcyjność kruszcu dla inwestorów posługujących się innymi walutami.
Inflacja konsumencka w USA wzrosła ostatnio do 4,2 proc. i coraz bardziej oddala się od 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej. Nic więc dziwnego, że narzędzie FedWatch grupy CME na około 70 proc. wycenia prawdopodobieństwo podwyższenia przez Fed stóp procentowych co najmniej raz przed końcem 2026 roku. Europejski Bank Centralny już kilka dni temu podniósł o 25 punktów bazowych dwie swoje najważniejsze stopy - refinansową i depozytową.
Analitycy banku UBS Dominic Schnider i Wayne Gordon w nocie do klientów napisali, że "rynki na nowo odkrywają koncepcję kosztu alternatywnego, a brak oprocentowania złota ponownie staje się istotnym czynnikiem przy podwyższonych realnych stopach procentowych". Trzeba tu dodać, że 10-letnie obligacje rządu USA dają około 4,5 proc. w skali roku, czyli więcej niż inflacja (4,2 proc).
Dopóki oprocentowanie obligacji jest realnie dodatnie, złoto ma powody, by tracić na wartości.

Fundusze ETF w defensywie
O tym, że w środowisku podwyższonych stóp procentowych złoto nie jest faworytem inwestorów świadczy duży odpływ kapitału z funduszy zabezpieczonych fizycznym metalem. Od trzech tygodni inwestorzy na rynku "papierowego" złota więcej udziałów w funduszach ETF sprzedają niż kupują.
W czasach najlepszych dla "żółtego kruszcu" saldo wpłat i wypłat w ETF było dodatnie i wahało się w granicach 3-5 milionów uncji. W tej chwili przewaga sprzedających nad kupującymi zbliża się do miliona uncji w skali miesiąca. W marcu ujemne saldo momentami przekraczało 2,5 miliona uncji.
Suki Cooper, szefowa analiz surowcowych w banku Standard Chartered, uważa, że choć złoto potaniało, to wyprzedaż może się nasilić, gdyż inwestorzy będą tracić cierpliwość i likwidować przynoszące straty pozycje w funduszach ETF. Zdaniem analityczki, co najmniej 270 ton złota w ETF lokuje się teraz po stronie strat, a przy spadku ceny uncji do 4 tysięcy dolarów wolumen ten wzrósłby do 298 ton.
Mieszane nastroje analityków
lya Spivak z Tastylive ostrzega, że spadek notowań złota poniżej 4 100 dolarów za uncję otworzyłby drogę w stronę 3 500 dolarów. Citigroup obniżył trzymiesięczną prognozę ceny metalu z 4 300 do 4 000 dolarów. Nie zmienił natomiast prognozy w horyzoncie 6-12 miesięcy i zakłada, że kurs wzrośnie do 4 500 dolarów.
Bank dostrzega splot kilku czynników działających na niekorzyść złota. Najważniejsze z nich to: stabilizujące się realne rentowności, krótkoterminowe umocnienie dolara oraz słabnąca premia za bezpieczeństwo w warunkach łagodnienia napięć geopolitycznych.
Citigroup podtrzymuje przy tym jedną ze swoich kluczowych tez rynkowych - oczekuje, że srebro, jako metal przemysłowy, będzie radzić sobie lepiej niż złoto. Bank dobrze ocenia, zwłaszcza w drugiej połowie 2026 roku, perspektywy także innych metali przemysłowych, w szczególności aluminium i miedzi.
Nie wszystkie szacowne instytucje finansowe mają złe prognozy dla wierzących w siłę złota. Bank JP Morgan zakłada wzrost ceny do około 5 160 euro za uncję do końca 2026 roku, a rok później nawet do 5 418 euro (przy dzisiejsze cenie na poziomie 3 650 euro). Choć instytucja obniżyła średnią prognozę dla 2026 roku, nadal wskazuje na szereg czynników wspierających rynek. Wśród nich wymienia: zakupy realizowane przez banki centralne, rosnące zadłużenie państw, utrzymujące się ryzyko geopolityczne oraz coraz częściej podnoszone wątpliwości dotyczące przyszłej roli walut rezerwowych.
Szwajcarzy nie ogłaszają końca hossy
Bank UBS obniżył prognozę ceny złota na koniec 2026 roku z 5 900 do 5 500 dolarów za uncję. Ta liczba jest jednak ciągle bardzo wysoka, co oznacza, że szwajcarski bank nie ogłasza końca hossy. UBS przytacza argumenty zbliżone do podnoszonych przez JP Morgan - zakupy banków centralnych, popyt jubilerski na złoto w Azji, wysokie zadłużenie rządów i dążenie globalnych inwestorów do uniezależniania się od dolara.
Analitycy UBS Dominic Schnider i Wayne Gordon patrząc w stronę 2027 roku oceniają, że bardziej neutralne nastawienie w polityce pieniężnej banków centralnych mogłoby osłabić wsparcie dla dolara i ponownie poprawić apetyt inwestorów na złoto. Eksperci UBS przyznają, że kruszec nie stał się "bezpieczną przystanią" w czasie wojny amerykańsko-irańskiej. Przypominają jednak, że ta sytuacja przypomina historyczne wzorce. Po wybuchu konfliktu Rosja-Ukraina w 2022 roku złoto podrożało o 15 proc., by następnie stracić 15-18
proc. wraz z podwyżkami stóp w USA. Podobne schematy wystąpiły podczas wojny w Zatoce i wojny w Iraku.
Złoto cenne, bo rzadkie
Nie można zapominać, że na dłuższą metę złoto jest dobrą inwestycją. W ciągu ostatnich 50 lat kruszec przynosił średnio 7,3 proc. zysku rocznie. W 2025 roku podrożał o ponad 60 proc. To wynik imponujący, ale trudny do powtórzenia.
Wielkim atutem złota jest jego rzadkość - w całej historii ludzkości wydobyto zaledwie 219 890 ton tego metalu. Dla porównania, srebra wydobyto około 1,7 miliona ton, a innych surowców, jak węgiel czy ruda żelaza, miliardy ton. To, że złoto ma ograniczoną podaż sprawia, że od tysięcy lat pełni rolę środka przechowywania wartości. Historycznie rzec biorąc, wiele rządów oparło na nim swoje waluty w ramach tzw. standardu złota - mechanizmu, który ograniczał drukowanie pieniędzy do posiadanych rezerw kruszcu.
Stany Zjednoczone porzuciły ten standard w 1971 roku. Konsekwencje tego są ewidentne: dolar stracił od tamtej pory około 90 proc. siły nabywczej, a podaż pieniądza gwałtownie wzrosła. Gdy w połowie lat 70. XX wieku waluta Amerykanów straciła 50 proc. swojej realnej wartości, cena uncji złota wzrosło z 35 do 850 dolarów, czyli o ponad 2 300 proc. To nie był oczywiście wzrost w linii prostej, bo po drodze zdarzały się głębokie korekty, które wyeliminowały wielu spekulantów. Natomiast długoterminowym inwestorom przyniosły wielki majątek.
W tej sytuacji warto pamiętać, że deficyt budżetowy Stanów Zjednoczonych w 2025 roku wyniósł 1,8 biliona dolarów, a dług krajowy w tej chwili zbliża się do 40 bilionów dolarów. Paul Tudor Jones, znany zarządzający funduszami hedgingowymi, wskazuje na historyczny schemat: rząd próbuje "inflacyjnie rozmyć" swój dług, dewaluując walutę poprzez drukowanie pieniędzy, co z czasem napędza popyt na złoto jako alternatywę.
Banki centralne podtrzymują popyt
Spadek ceny złota notowany w ostatnich tygodniach na rynkach światowych zachęcił banki centralne do zwiększenia rezerw metalu. Najnowszym przykładem jest posunięcie Narodowego Banku Gruzji, który podjął decyzję o zakupie dodatkowego złota o wartości 100 milionów dolarów, co podniosło udział tego kruszcu w rezerwach państwowych do poziomu 15,5 proc.
Przez pierwszych pięć miesięcy tego roku zasób złota zgromadzonego przez nasz NBP wzrósł o około 79 ton. Z najnowszego oświadczenia prezesa Adama Glapińskiego wynika, że w tej chwili mamy 613 ton złota, a dążymy do poziomu 700 ton. Łączna wartość do tej pory zgromadzonego metalu to ponad 324 miliardy złotych. Wiemy też, że na koniec marca złoto stanowiło niemal 30 proc. ogółu rezerw walutowych Polski.
Warto pamiętać, że kruszcu zgromadzonego w tej chwili przez banki centralne na świecie jest tylko o 2 tysiące ton mniej niż w szczytowym momencie działania systemu Bretton Woods, kiedy to w międzynarodowym systemie finansowym dolar amerykański był jeszcze sztywno powiązany ze złotem.













