Węgry w ostatnich latach zmagały się z pogarszającą się sytuacją gospodarczą, co stało się jednym z głównych motywów zakończonej dopiero co kampanii wyborczej nad Dunajem, która doprowadziła do zwycięstwa opozycyjną TISZĘ Petera Magyara i położyła kres 16 lat rządów Viktora Orbana.
Od ich początku Węgry rozwijały się wolniej niż średnio państwa Grupy Wyszehradzkiej (V4). Ze wstępnych danych za 2025 r. wynika, że wzrost PKB na Węgrzech wyniósł zaledwie 0,4 proc.
Model rozwoju Węgier opierał się głównie na napływie bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). W pierwszej dekadzie rządów Orbana kraj skutecznie przyciągał przede wszystkim niemieckie firmy z branży motoryzacyjnej. W późniejszym okresie, obok nadal ważnych inwestycji z UE, władze zaczęły aktywnie zabiegać także o kapitał z Chin.
Nie doprowadziło to jednak do wzrostu produktywności krajowych przedsiębiorstw, a dodatkowo od 2015 r. malał udział zagranicznych firm w tworzeniu krajowej wartości dodanej.
Sytuację kraju w oczach zagranicznych inwestorów pogarszała m.in. słabnąca pozycja w Brukseli, problemy z reformami wewnętrznymi (np. w sądownictwie czy mediach) oraz oligarchiczny system, w którym zamówienia publiczne faworyzowały podmioty lojalne wobec władzy. Niestabilność sprawiała, że inwestowanie na Węgrzech wiązało się z podwyższonym ryzykiem.
Węgry. Priorytetem odblokowanie unijnych środków
- Dość szybko może poprawić się postrzeganie Węgier w oczach inwestorów finansowych. Jeśli chodzi o inwestycje bezpośrednie, zmiany będą raczej stopniowe. To będzie początek procesu, a nie natychmiastowy przełom - twierdzi w rozmowie z Biznes Interią Jan Strzelecki, wiceszef zespołu gospodarki światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym.
Priorytetem będzie odblokowanie europejskich funduszy dla Węgier. Zablokowane środki to znacząca kwota - około 8-10 proc. rocznego PKB kraju, więc stanowiłoby to duży impuls dla gospodarki. - Skala zwycięstwa oraz ogólna atmosfera w Europie mogą sprzyjać temu procesowi. Komisja Europejska prawdopodobnie będzie bardziej przychylna, choć jednocześnie będzie wymagała pewnych zmian. Dzięki posiadaniu większości dwóch trzecich głosów rząd będzie miał możliwości ich wprowadzenia, co daje przestrzeń do reform. W związku z tym można się spodziewać sukcesu - dodaje.
Jego zdaniem rynki finansowe najpewniej zareagują już na samą perspektywę bardziej przewidywalnych relacji z Brukselą, mniejszego ryzyka politycznego oraz szansy na odblokowanie funduszy. To z kolei powinno poprawić ocenę kraju w oczach inwestorów portfelowych, agencji ratingowych i banków. - Efekty mogą być widoczne stosunkowo szybko - w kursie waluty, cenach obligacji oraz kosztach finansowania długu. To istotne dla Węgier, ponieważ poziom zadłużenia jest tam relatywnie wysoki, a w większym stopniu niż w Polsce ma ono charakter zagraniczny - wyjaśnia.
Ilona Gizińska z zespołu Europy Środkowej w Ośrodku Studiów Wschodnich dodaje, że dodatkowym czynnikiem w kontekście obniżenia postrzegania ryzyka politycznego i regulacyjnego będzie większa przejrzystość zamówień publicznych i ograniczenie klientelizmu, co może poprawić zaufanie inwestorów. - Krótkoterminowo przełoży się to głównie na decyzje inwestorów już obecnych lub rozważających wejście na rynek. Napływ nowych inwestycji greenfield (firma buduje swoją działalność od podstaw na nowym terenie, zamiast kupować lub przejmować istniejącą firmę - red.) będzie zależny od implementacji reform i stabilności - jest to horyzont długoterminowy - ocenia.
Jednak zdaniem Karola Pogorzelskiego z Departamentu Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao, percepcja zagranicznych firm, które mogłyby chcieć zrealizować bezpośrednią inwestycję na Węgrzech - zbudować fabrykę, centrum usług lub przejąć jakąś węgierską firmę - jest inna. - Tacy inwestorzy są zazwyczaj mało wrażliwi na cykl polityczny i sama zmiana władzy to zbyt mało, by przekonać ich lub zniechęcić do inwestycji w danym kraju - ocenia i dodaje, że przyciągnięcie nowych inwestorów na Węgry będzie procesem długotrwałym, który będzie wymagać nie tylko zmiany władzy, lecz także skutecznej polityki gospodarczej, dywersyfikacji sektorowej kraju i odbudowy zaufania, a ten efekt będzie można zobaczyć może za kilka lat.
Jan Strzelecki z PIE zaznacza, że w przypadku inwestycji bezpośrednich decyzje zapadają w dłuższym horyzoncie - raczej w perspektywie kwartałów i lat niż tygodni. Dlatego można oczekiwać pozytywnego, ale raczej niewielkiego wpływu zmiany władzy.
Możliwa korekta w sprawie Chin. Zapowiedzi Magyara zrewolucjonizują napływ inwestycji na Węgry?
Węgry już teraz przyciągają inwestycje zagraniczne dość skutecznie - podobnie jak Polska, opierając swój model gospodarczy w dużej mierze na ich napływie. Strzelecki zaznacza, że problemy ostatnich lat, takie jak spowolnienie wzrostu gospodarczego, nie znikną automatycznie po wyborach.
Wskazuje, że pojawiają się zapowiedzi zmian w podejściu do inwestycji - w szczególności odejścia od nadmiernej koncentracji na wybranych sektorach, takich jak motoryzacja i produkcja baterii. - To trafna diagnoza, a w dodatku w ostatnich latach duża część inwestycji - zwłaszcza typu greenfield - pochodziła z Chin - dodaje.
Program TISZY zakłada utrzymanie otwartości na BIZ, ale przy bardziej selektywnym i przejrzystym wsparciu państwa. Zdaniem Ilony Gizińskiej z OSW może to prowadzić do stopniowej zmiany struktury inwestycji - od dużych, subsydiowanych projektów przemysłowych (np. baterie) w kierunku inwestycji o wyższej wartości dodanej, z większym komponentem transferu technologii i udziału lokalnych łańcuchów dostaw. - Wzmocnienie MŚP i ograniczenie barier administracyjnych może dodatkowo poprawić ekosystem inwestycyjny. Regionalnie oznaczałoby to większą konwergencję Węgier z głównym nurtem UE - ocenia.
Strzelecki przyznaje, że możliwe jest ograniczenie napływu inwestycji chińskich, choć jego zdaniem nie należy oczekiwać gwałtownej zmiany, a raczej korekty. - Chiny mogą stracić część swojej pozycji w regionie, ale nie oznacza to całkowitego wycofania - nowa władza deklaruje potrzebę dywersyfikacji partnerów - wskazuje. - Władze będą zapewne starały się przyciągać więcej inwestycji z Europy oraz rozwijać inne sektory gospodarki. Porozumienie z Brukselą może w tym pomóc. W odróżnieniu od Węgier, Polska ma bardziej zdywersyfikowaną strukturę inwestycji, co stanowi jej przewagę - dodaje.
Gizińska uważa, że znacząca obecność inwestycji chińskich - zwłaszcza w sektorze baterii - będzie ograniczać możliwość szybkiej zmiany kursu. - TISZA zapowiada jednak przegląd zawartych umów, większe uzależnienie wsparcia publicznego od długoterminowych korzyści (transfer technologii, miejsca pracy, zgodność środowiskowa) oraz dywersyfikację kierunków napływu kapitału. W praktyce oznacza to raczej korektę modelu (większa selektywność i przejrzystość), a nie gwałtowne odejście od inwestorów chińskich - wyjaśnia ekspertka.
Jednak w ocenie Karola Pogorzelskiego uzależnienie Węgier od inwestycji kapitału z Chin jest prawdopodobnie przeceniane. - W ostatnich latach Węgry odnotowywały raczej odpływy kapitału zagranicznego netto niż zmianę geograficzną jego struktury - mówi ekonomista Banku Pekao.
Węgierski zwrot wyzwaniem dla Polski?
- Jeśli chodzi o konkurencję z Polską, Węgry mają pewne atuty: położenie geograficzne, rozwinięty sektor motoryzacyjny i bateryjny oraz relatywnie niższe koszty pracy. W tych obszarach konkurencja istnieje - sygnalizuje Strzelecki. - Jednak Polska pozostaje bardziej zdywersyfikowana gospodarczo, co działa na jej korzyść - ocenia wiceszef zespołu gospodarki światowej w PIE.
Historycznie Węgry miały wyższy PKB per capita niż Polska, obecnie jednak ustępują nie tylko naszemu krajowi, ale także np. Rumunii. To - jego zdaniem - pokazuje skalę wyzwań i wśród nich wskazuje na efektywność zagranicznych inwestycji. - W Polsce w większym stopniu przekładają się one na wzrost produktywności i mają większy wkład w krajową wartość dodaną w gospodarce. Na Węgrzech ten efekt jest słabszy, co stanowi istotny problem strukturalny - zauważa.
- Nie wydaje się więc, aby Węgry stanowiły poważne zagrożenie dla Polski pod względem odpływu inwestycji. Inwestorzy i tak byli obecni na Węgrzech, a kluczowe problemy tego kraju - takie jak niższa produktywność czy jakość instytucji publicznych - nie zostaną rozwiązane natychmiast. Sam wynik wyborów nie wystarczy, aby gwałtownie zwiększyć zaufanie inwestorów - ocenia Strzelecki.
Zdaniem Pogorzelskiego sama zmiana władzy i odblokowanie funduszu unijnych to zbyt mało, by w znaczącym stopniu przekierować strumień inwestycji bezpośrednich. - Nie widzę większych zagrożeń dla pozycji konkurencyjnej naszego kraju po zmianie władzy na Węgrzech - przekonuje ekspert w rozmowie z Biznes Interią.
Otwartym pytaniem pozostaje przede wszystkim to, na ile skuteczny okaże się nowy rząd Węgier. A ten, mimo przytłaczającego zwycięstwa, z pewnością napotka całą masę wyzwań, którym przyjdzie postawić mu czoło.
Sebastian Tałach















