Spis treści:
- Globalny "drenaż kieszeni"
- Koszty adaptacji
- Upały, pożary lasów, susze i powodzie
Jeżeli w coś inwestujemy to wiadomo - poniesiemy koszty. Po co zatem inwestować, narażając się na koszty? Najprostsza odpowiedź brzmi - po to, żeby odnieść większe korzyści. Albo po to, żeby nie ponieść jeszcze większych kosztów. Według analityków MGI mogą być one kolosalne, jeżeli dopuścimy do wzrostu temperatury zaledwie o 2 stopnie C powyżej epoki przedprzemysłowej. Bo będziemy się musieli do tego zaadaptować.
Politycy polskiej prawicy lubią określać politykę klimatyczną UE jako "ekologiczny dyktat" czy "ideologiczne szaleństwo". Uważają oni, że unijny pakiet "Fit for 55" oraz europejski Zielony Ład są wymierzone w "polską suwerenność". Prezydent Karol Nawrocki złożył wniosek o referendum w sprawie polityki energetycznej UE, w tym odejścia od systemu ETS i wycofania się z Zielonego Ładu. Unia obniżyła ambicje klimatyczne, przełożyła o rok wprowadzenie systemu ETS2, a polska gospodarka pozostaje wciąż jedną z najbardziej emisyjnych w Europie. Nadal jednak niektórzy politycy nazywają zieloną transformację "drenażem kieszeni Polaków".
Globalny "drenaż kieszeni"
W ubiegłym roku obserwowaliśmy spektakularne pożary lasów w Grecji i w Kalifornii. W tym roku nie musimy się tam wybierać, żeby zobaczyć, jak pali się las. Niedawno ugaszony został pożar Puszczy Solskiej, ostatnio płonęły lasy pod Warszawą. Analitycy MGI obliczyli, co naprawdę wydrenuje nasze kieszenie. Ich raport "Advancing adaptation" ("Postępy w adaptacji") pokazuje "drenaż kieszeni" w skali globalnej. Ludzie zawsze w taki czy inny sposób przystosowywali się do powodzi, huraganów, upałów, pożarów, zimna. Jeśli chcą przeżyć, muszą to zrobić i teraz.
W ubiegłym roku analitycy McKinsey & Co przedstawili raport "Global Energy Perspective 2025", z którego wynika, że praktycznie nie ma szans na ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5 stopnia C do końca stulecia w stosunku do epoki przedprzemysłowej, jak zadeklarowano to w Porozumieniu Paryskim z 2015 roku. Jeśli dobrze pójdzie, jest szansa by ograniczyć ocieplenie do 1,9 stopnia. Jeśli zielona transformacja będzie się ślimaczyć - pod koniec wieku będzie cieplej o 2,7 st. C.
Widać to po dynamice wzrostu emisji gazów cieplarnianych. W 2024 osiągnęły one rekord, czyli ekwiwalent 57 gigaton dwutlenku węgla. To spowodowało konieczność rewizji scenariuszy dla globalnego ocieplenia na coraz bardziej odbiegające od ścieżki z Porozumienia Paryskiego. Tym bardziej, że w 2024 roku padł rekord ciepła, a średnie temperatury na Ziemi były o 1,55 st. C wyższe niż w okresie przed rewolucją przemysłową.
Czemu zawdzięczamy to, że emisje ustanawiają rok po roku kolejne rekordy, a - według prognoz McKinsey&Co - ich wzrost może potrwać jeszcze do lat 2030-35? Na wzrost emisji wpływa niepewność geopolityczna, zmieniająca się polityka klimatyczna globalnych potęg oraz rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną, np. związane z budową centrów danych. Dodajmy do tego coraz głośniejsze narracje negacjonistów klimatycznych i podnoszony przez liczne środowiska biznesu "zdroworozsądkowy" argument, że dzięki paliwom kopalnym "jest taniej", a transformacja energetyczna podnosi koszty produkcji i zagraża konkurencyjności gospodarki.
Koszty adaptacji
Czy faktycznie jest taniej? Zawsze trzeba policzyć koszt alternatywny dla konkretnej inwestycji, a także koszt nierobienia niczego. I takim właśnie kosztom przyjrzeli się analitycy MGI w niedawno ogłoszonym raporcie. Ich wyliczenia są zgodne z prognozą z poprzedniej publikacji, która przewiduje, że paliwa kopalne (gaz ziemny, ropa naftowa i węgiel) będą stanowić 49 proc. miksu energetycznego jeszcze w 2050 roku. Temperatura wzrośnie już wtedy o 2 stopnie w stosunku do epoki przedprzemysłowej.
Już teraz ok. 40 proc. powierzchni Ziemi okresowo doświadcza ekstremalnych upałów, pożarów, przedłużającej się suszy i intensywnych powodzi, których powodem są ekstremalne zjawiska pogodowe. Te ekstremalne zjawiska, czyli "zagrożenia klimatyczne", mogą występować rzadko lub co roku i prawdopodobnie obejmą większą część planety, nawet dodatkowe 35 proc. powierzchni. Nasilą się też w niektórych miejscach wraz z ociepleniem się świata.
"Powódź tysiąclecia" we wrześniu 2024 roku na Dolnym Śląsku była tam już drugą "powodzią tysiąclecia" w ciągu niespełna 30 lat. Rząd podjął decyzję o pomocy poszkodowanym, popowodziowej odbudowie infrastruktury i inwestycjach hydrotechnicznych mających zmniejszyć skutki podobnych zjawisk w przyszłości. Łączne koszty szacowane są na ponad 8 mld zł. To koszty adaptacji.
Rządy na całym świecie, a szczególnie w bogatych krajach, starają się chronić ludność przed skutkami katastrof klimatycznych. Robią to także firmy i sami zagrożeni. Według wyliczeń MGI wydają na to obecnie 190 mld dolarów w ciągu roku. Ochrona ta obejmuje teraz - przynajmniej częściowo - ok. 1,2 miliarda ludzi w gospodarkach rozwiniętych. Tymczasem jednak w miejscach narażonych na zagrożenia klimatyczne mieszka ok. 4,1 mld osób.
Upały, pożary lasów, susze i powodzie
Wraz z ocieplaniem klimatu najbardziej wzrośnie narażenie ludzi na upały i susze. Wzrost temperatury na świecie w porównaniu z poziomami sprzed epoki przemysłowej o 2 st. C do 2050 roku, przy obecnych prognozach emisji, może narazić dodatkowe 2,2 mld osób na stres cieplny i 1,1 miliarda - na suszę. Powodzie przybrzeżne zagroziłyby 40 milionom osób.
Ile to będzie kosztowało? Przy ociepleniu o 2 st. C utrzymanie obecnego poziomu ochrony kosztowałoby 2,5 razy więcej niż teraz, czyli ok. 0,5 biliona dolarów. Ochrona na poziomie standardów gospodarek rozwiniętych całej populacji narażonej na skutki ocieplenia klimatu wymagałaby 6,2 razy większych nakładów. To daje w sumie 1,2 biliona dolarów rocznie.
Raport wymienia cztery największe zagrożenia związane ze zmianami klimatu i przypisuje do nich koszty wynikające z potrzeb adaptacji. To upały, pożary lasów, susze i powodzie. Okazuje się, że ponad połowa z kwoty 1,2 biliona dolarów zostałaby przeznaczona na klimatyzację (adaptacja do upałów) i nawadnianie (w związku z suszami). Na walkę z pożarami lasów trzeba będzie przeznaczyć ok. 70 mld dolarów (rocznie), gdy obecnie na świecie wydawane jest ok. 6 mld dolarów.
Analitycy McKinsey zastrzegają, że nie zbadali wszystkich zagrożeń wynikających ze zmian klimatu, rodzajów miejsc, sektorów i kategorii oddziaływania, jak np. jak wpływu na małe państwa wyspiarskie, na bioróżnorodność czy na łańcuchy dostaw. Mogą one wymagać dodatkowych kosztów adaptacyjnych, które nie zostały jeszcze policzone.
Jacek Ramotowski
















