W środę związki zawodowe działające w Polskiej Grupie Górniczej ogłosiły pogotowie strajkowe. Decyzja ma związek z trudną sytuacją finansową w spółce.
Związkowcy ostrzegają przed upadłością PGG
Jak tłumaczy Bogusław Hutek, przewodniczący "Solidarności" w PGG, ruch związkowców to wynik przekładanego spotkania z przedstawicielami rządu.
- Pierwsza data to był 28 marca, potem 8 kwietnia. Nie przedstawiono kolejnej daty, a sytuacja w Polskiej Grupie Górniczej jest trudna - ocenił.
Wyjaśnił, że w brakuje pieniędzy, co grozi poważnymi konsekwencjami.
- Niestety, mamy finansowanie w porywach do czerwca tego roku. Jeżeli nie będzie zapewnienia i nie będzie pieniędzy dla PGG, to zarząd będzie musiał się przygotowywać do ogłoszenia upadłości. Dlatego też dzisiaj podjęliśmy takie, a nie inne decyzje. Czekamy do końca tygodnia na odzew od pana premiera Donalda Tuska, którego też o tym fakcie poinformowaliśmy i od ministra energii - powiedział Hutek.
Związkowcy czekają do końca tygodnia na odzew z rządu. W przypadku braku odpowiedzi będą podejmowane dalsze decyzje.
Górnicy bronią węgla
Szef "Solidarności" w PGG odniósł się do rosnących cen gazu wskutek wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
- Nie mamy tego gazu w wystarczającej ilości i dalsze parcie przez rząd do tego, żeby budować elektrownie gazowe, jest dla nas nie do zaakceptowania. Mamy swój surowiec, który się nazywa węgiel kamienny i na tym surowcu powinniśmy oprzeć, o czym mówimy od 15 lat, nasze bezpieczeństwo energetyczne - wskazał.
Jednocześnie wyraził nadzieję, że tak, jak w 2015, 2019 i 2020 roku "górnicy staną murem, żeby ratować i walczyć o swoje miejsce pracy na Śląsku".












