W skrócie
- Donald Trump na amerykańskim rynku papierów wartościowych jest bardziej aktywny niż wszyscy kongresmeni razem wzięci. Wkrótce politycy w USA mogą stracić prawo do obracania akcjami. Zakaz nie będzie obejmował tylko jednej osoby -prezydenta USA.
- W czasie swojej pierwszej kadencji Trump był wielkim przeciwnikiem kryptowalut. Mówił, że są one polem do popisu dla przestępców i terrorystów. Teraz wraz z synami jest bardzo aktywny na tym rynku.
- Rodzina Trumpów inwestuje w branżę sztucznej inteligencji. Prezydent uważa, że wszelkie apele, by z myślą o bezpieczeństwie ludzi spowolnić prace nad rozwojem AI są ”chorym spiskiem”. Jednak w ostatni weekend zapowiedział, że powoła ”cara AI”, który będzie branżę wspierał i pielęgnował, ale także szukał ”złego”.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Prezydent Stanów Zjednoczonych od początku swojej drugiej kadencji wykonał więcej transakcji papierami wartościowymi niż wszyscy członkowie Kongresu razem wzięci - średnio ponad 50 dziennie. Donald Trump lub zarządzający jego majątkiem przeprowadzili blisko 28 700 takich operacji, a Kongres łącznie około 22 200. Te liczby pochodzą z analizy oświadczeń finansowych przeprowadzonej przez agencję Bloomberg, a obrazującej stan na koniec czerwca tego roku.
Prezydent absolutnie wyjątkowy
Przez 17 miesięcy kadencji prezydenckiej w Kongresie zdecydowanie najbardziej aktywni byli przedstawiciele Izby Reprezentantów, którzy zgłosili około 19 300 transakcji na rynku giełdowym - większość z nich przeprowadzili demokraci. Senatorowie (przeważnie republikańscy) wykazali około 2 900 operacji. W całym Kongresie nieproporcjonalnie duża część obrotów była udziałem niewielkiej grupy polityków.
Co ciekawe, Donald Trump popiera ustawę zabraniającą handlu akcjami kongresmenom i ich rodzinom, być może także dlatego, że prezydenta USA ta regulacja nie obejmuje. W lipcu stosowny projekt w Izbie Reprezentantów przyjęli republikanie. Jego autorką jest kongresmenka Anna Paulina Luna. Około 75 proc. Amerykanów popiera tego rodzaju ograniczenia dla polityków.
Donald Trump w orędziu o stanie państwa wezwał do niezwłocznego przyjęcia przepisów zgłoszonych przez jego partię, argumentując, że parlamentarzyści nie powinni bogacić się na informacjach poufnych. Rzecz jasna zaraz potem odezwali się komentatorzy przypominający, że w przypadku głowy państwa prawdopodobieństwo "nieczystej gry" jest szczególnie wysokie. Prezydent może bowiem wpływać na rynki decyzjami politycznymi, a nawet pojedynczym wpisem w mediach społecznościowych. Wielu ekspertów nie ma wątpliwości, że w Stanach Zjednoczonych powstał bezprecedensowy konflikt interesów między polityką państwową, a osobistymi finansami prezydenta.
Inwestowanie z wojną w tle
Od wielu miesięcy Donald Trump informuje świat o kolejnych ważnych wydarzeniach w wojnie amerykańsko-irańskiej. Kilka razy dawał do zrozumienia, że konflikt wkrótce się zakończy, co potem się nie potwierdzało. Jednocześnie oficjalnie wiadomo, że na przełomie zimy i wiosny konto maklerskie zarejestrowane na nazwisko prezydenta Trumpa aktywnie skupowało walory firm naftowych i zbrojeniowych. Nabywano akcje Phillips 66, Exxon Mobil i Chevron, a także General Dynamics i Lockheed Martin.
Ze 113-stronicowego raportu opublikowanego 14 maja przez Biuro ds. Etyki Rządowej wynika też, że w pierwszym kwartale tego roku Donald Trump handlował papierami takich firm jak Oracle, Microsoft, Nvidia, Boeing i Costco Wholesale w transakcjach o wartości nawet 5 milionów dolarów każda. Bloomberg wskazuje, że prezydent aktywnie obracał akcjami spółek, na które wpływał swoimi decyzjami politycznymi. W przypadku Nvidii była to zgoda Białego Domu na eksport chipów sztucznej inteligencji. Trump handlował również walorami Netfliksa, Paramount Skydance i Warner Bros. Discovery w czasie, gdy trwały zabiegi o przejęcie ostatniej z wymienionych spółek.
"Ślepe powiernictwo" nie dla Donald Trumpa
Rzecznik Trump Organization wyjaśnił w oświadczeniu przesłanym magazynowi "Fortune", że konta maklerskie prezydenta obsługiwane są przez zewnętrzne instytucje finansowe posiadające "wyłączną i jedyną władzę nad wszelkimi decyzjami inwestycyjnymi" realizowanymi poprzez "zautomatyzowane procesy i systemy". Zaznaczono, że Donald Trump, jego rodzina oraz Trump Organization "nie odgrywają żadnej roli w wyborze, czy zatwierdzaniu konkretnych inwestycji".
Biały Dom dodaje od siebie, że portfelem Trumpa zarządzają zewnętrzne firmy opierające się na modelach odwzorowujących indeksy. Administracja waszyngtońska zapewnia, że ani prezydent, ani jego rodzina nie wydają dyspozycji dotyczących poszczególnych transakcji.
Przez kilkadziesiąt ostatnich lat żaden przed Trumpem prezydent USA nie obracał papierami wartościowymi w czasie sprawowania urzędu. Lyndon Johnson w 1963 roku zapoczątkował tradycję prezydenckiego tzw. ślepego powiernictwa. Kolejni lokatorzy Białego Domu dobrowolnie rezygnowali z aktywnego zarządzania aktywami - oddawali je niezależnym powiernikom lub lokowali w funduszach indeksowych.
Trzeba tu przypomnieć, że w pierwszej kadencji Donalda Trumpa (2016-20) dyrektorem Biura ds. Etyki Rządowej był Walter Shaub. Jednak już w 2017 roku zrezygnował ze stanowiska po tym jak uznał, że struktura powiernicza prezydenta "nawet w połowie nie jest ślepa".
Prezydent przekonał się do kryptowalut
Na początku wakacji Donald Trump ujawnił, że w 2025 roku jego dochody wyniosły co najmniej 1,4 miliarda dolarów. Głównym źródłem zysków (ponad miliard dolarów) była działalność związana z kryptowalutami oraz memecoinami. Co ciekawe, w czasie swojej pierwszej kadencji Trump był wielkim przeciwnikiem aktywów cyfrowych. Mówił, że są one polem do popisu dla przestępców i terrorystów. Jednak już w 2022 roku wkroczył do tej branży i wyemitował oficjalną kolekcję cyfrowych kart w formie tokenów NFT.
Dużą część ubiegłorocznych dochodów prezydenta stanowiły środki ze sprzedaży obracającej tokenami firmy World Liberty Financial, której współzałożycielami byli on sam, jego synowie oraz Steven Witkoff, dyplomata w administracji waszyngtońskiej, często spotykający się z Władimirem Putinem. Firma przyniosła w 2025 roku 594 miliony dolarów. Natomiast 636 milionów dolarów zarobiła spółka CIC Digital LLC, zajmująca się memecoinami. W jej przypadku kluczowe były opłaty licencyjne z umowy z Celebration Coins.
Firma CIC Digital LLC przechowywała także kryptowaluty w cyfrowych portfelach, których wartość oszacowano na co najmniej 60 milionów dolarów. Dodatkowo Trump zarobił niemal 197 milionów dolarów na sprzedaży udziałów w Stablecoin Holdco. Przychody z walut wirtualnych znacznie przewyższyły te z tradycyjnych źródeł, takich jak resort Mar-a-Lago (77 milionów dolarów) czy klub golfowy w Północnej Wirginii (25 milionów dolarów).
Kilka miesięcy temu finansowe interesy prezydenta i jego rodziny skrytykował dziennik "New York Post" - jedna z ulubionych gazet Donalda Trumpa. Dziennikarze zwrócili uwagę na kontrowersyjne przedsięwzięcia związane z wydobyciem kryptowalut i z handlem nimi. Pisali o "okropnie wyglądających umowach" na podstawie których synowie prezydenta, Eric i Donald junior, zaangażowali się w kryptowalutowe "górnictwo" w Kazachstanie.
Na sztucznej inteligencji też można zarobić
Jeszcze jednym polem działania rodziny Trumpów jest branża sztucznej inteligencji. Donald Trump junior i jego brat Eric zainwestowali dużo pieniędzy w firmę American Data Centers, zajmującą się rozwojem zdolności obliczeniowych i infrastruktury dla AI.
Nieco wcześniej prezydent USA zapowiedział, że przeznaczy 40 miliardów dolarów na wsparcie budowy centrów danych w Stanach Zjednoczonych oraz 500 miliardów na infrastrukturę AI. Jednocześnie wydał rozporządzenie wykonawcze wycofujące przepisy wprowadzone przez prezydenta Joe Bidena, które ograniczały skalę rozwoju sztucznej inteligencji.
Prof. Robert Reich, były doradca ekonomiczny prezydenta Baracka Obamy, zauważa, że od czasu, gdy Biały Dom stał się bardzo przychylny branży sztucznej inteligencji, firma 1789 Capital Donalda Trumpa juniora zanotowała skokowy przyrost środków, jakimi zarządza - od kilkuset milionów dolarów do ponad 3 miliardów.
W ostatnich dniach prezydent Trump gniewnie zareagował na apele ekspertów i szefów firm technologicznych, którzy domagają się kontrolowanego spowolnienia prac nad AI i poddania ich rządowym regulacjom. Argumentują, że w przeciwnym razie zbuntowana sztuczna inteligencja może zyskać zdolność do samorozwoju groźnego dla ludzi.
Spór o AI przed wyborami w USA
"Jedyną kontrolą, której potrzebuje AI, jest silny i inteligentny (o wysokim IQ!) prezydent, a USA mają tego pod dostatkiem! Istnieje chory spisek przeciwko rozwojowi technologii i budowie centrów danych. Ostrzegam konspiratorów, zdrajców i autorów przecieków" - napisał Donald Trump na swym portalu Truth Social.
Jednak w ostatni weekend prezydent zapowiedział, że powoła "cara AI", który będzie branżę wspierał i pielęgnował, ale także szukał "złego". Dodał, że można to robić w ramach istniejącego systemu wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych i cywilnych.
Prof. Robert Reich dziwi się, że prezydent USA bagatelizuje problem AI przed "połówkowymi" wyborami do Kongresu, skoro sondaże wskazują na rosnącą niechęć wyborców do sztucznej inteligencji, również wśród zwolenników Partii Republikańskiej. - Jednym z pierwszych zadań Kongresu w styczniu, w nowym składzie, powinno być ustanowienie regulacji sektora AI, przy założeniu, że Trump nie będzie już kontrolował tego, co robi parlament - konkluduje prof. Reich.
Obecny przewodniczący amerykańskiej Izby Reprezentantów, republikanin Mike Johnson, zgadza się z punktem widzenia prezydenta, który ludziom ostrzegającym przed AI przypisuje nieuczciwe intencje. - Widzieliśmy już ten film. Kreowana jest katastrofa. Media się rozkręcają. Media społecznościowe się rozkręcają. Wszyscy mówią, że wszyscy zginiemy za 10 lat. To jest szwindel - oznajmił Johnson.
Jacek Brzeski














