Jak podaje "Rzeczpospolita" już co piąty mieszkaniec wsi nie ma pochodzenia wiejskiego, a 18 lat temu nie miało go tylko 7 proc. żyjących na wsi. Polacy przeprowadzają się na wieś, bo uważają, że jest tam bezpieczniej niż w mieście.
Wieś kojarzy im się z relaksem. Tak wynika z badań CBOS, przytoczonych lipcowym w raporcie Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego "Tu jest wieś, tu się trzodę hoduje". Tylko dla 6 proc. badanych wieś to przede wszystkim miejsce działalności rolniczej.
Sąd nakazał zapłacenie rolnikowi 100 tys. zł odszkodowania
Zdaniem "Rz" wyniki tego badania "wyjaśniają, dlaczego na sielskiej wsi coraz częściej dochodzi do sąsiedzkich konfliktów, które kończą się w sądzie". Jedna z takich spraw dotyczyła hodowcy 300 świń spod Łodzi. Jego sąsiadom, którzy przeprowadzili się na wieś z miasta, przeszkadzały zapachy z gospodarstwa. Wnieśli sprawę do sądu i wygrali. Rolnikowi nakazano m.in. wypłacenie w sumie 100 tys. zł odszkodowania sąsiadom.
Inna sprawa dotyczyła Pawła Webera spod Łomży, który nie zgodził się, aby w sąsiedztwie jego gospodarstwa inwestor wybudował blok, argumentując, że doprowadzi to do konfliktów. Rolnikowi udało się zablokować inwestycję.
Nowe przepisy mają uniemożliwić pozywanie rolników przez sąsiadów
W styczniu minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski zapowiedział ustawę mającą uchronić rolników przed pozwami składanymi przez "miastowych", którzy przeprowadzili się na wieś. Prace nad przepisami wciąż trwają. Z informacji "Rz" wynika, że resort planuje wprowadzenie zmiany do kodeksu cywilnego polegającej na wskazaniu, że prowadzenie działalności rolniczej mieści się w granicach normalnego korzystania z nieruchomości i co do zasady nie powinno być uznawane za nadmierne oddziaływanie na sąsiadów.
Radczyni prawna krytykuje propozycje ministerstwa
Projektowana jest też zmiana ustawy, zgodnie z którą w akcie notarialnym dotyczącym nabycia nieruchomości poza granicami administracyjnymi miasta, będzie musiało się znaleźć oświadczenie nabywcy nieruchomości, że jest świadomy możliwych zakłóceń, wywołanych działalnością rolniczą prowadzoną na nieruchomościach sąsiednich.
"To zbyt daleko idąca ingerencja w prawo własności. De facto oczekuje się od nabywcy nieruchomości sąsiadującej z działalnością rolniczą, by zrzekł się roszczeń, a przecież on tak naprawdę deklaruje, że zna stan na dzień podpisania umowy nabycia" - stwierdziła w rozmowie z "Rzeczpospolitą" - radczyni prawna, Anna Malinowska z Kancelarii Hoogells.
"Takie rozwiązanie skłania też do pytania, dlaczego nie wymagać analogicznych oświadczeń od osób, które kupują mieszkania w miastach przy ulicach, na których koncentruje się nocne życie, albo nie prosić o stosowne oświadczenie mieszkańca wsi kupującego nieruchomość w okolicach z rozwiniętym przemysłem" - dodaje Anna Malinowska.












