Zakończył się etap konsultacji i uzgodnień międzyresortowych, a projektem dotyczącym bardziej transparentnego funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowych ma w najbliższych dniach zająć się Stały Komitet Rady Ministrów.
Problemy z dostępem do informacji i kontrolą działań zarządów od lat dotyczą zwłaszcza dużych spółdzielni mieszkaniowych.
Projekt autorstwa Ministerstwa Rozwoju i Technologii zakłada między innymi wprowadzenie kadencyjności zarządów spółdzielni, przy czym kadencja ma trwać 5 lat, chyba że statut przewidzi krótszy okres. Duże spółdzielnie liczące ponad 500 członków będą musiały prowadzić stronę internetową oraz rejestr zawierający m.in. informacje o kontrahentach i wartości zawieranych umów. Członkowie spółdzielni i właściciele lokali zyskają realny dostęp do dokumentów, w tym umów, faktur i uchwał. Projekt umożliwia również udział w walnych zgromadzeniach online.
Spółdzielnie mieszkaniowe. Koniec z patologiami i dożywotnimi prezesami?
Do Ministerstwa Rozwoju i Technologii co roku wpływa liczna korespondencja od obywateli, którzy skarżą się na niewłaściwe zarządzanie majątkiem spółdzielni mieszkaniowych i brak transparentności działań zarządów, zaś w mediach regularnie pojawiają się informacje o nadużyciach ze strony organów spółdzielni. Zmiany mają poszerzyć uprawnienia osób mieszkających w zasobie spółdzielczym, ale także zwiększyć transparentność działania spółdzielni mieszkaniowych. Tylko pełna informacja pozwala członkom ocenić, czy zarząd, gospodarując mieniem spółdzielni poprzez zawierane umowy, działa w sposób uczciwy i rzetelny - czytamy w uzasadnieniu projektu autorstwa Ministerstwa Rozwoju i Technologii.
Wprowadzona ma zostać kadencyjność zarządów, ale po zakończeniu kadencji będzie można ubiegać się o ponowny wybór.
Planowane zmiany wywołały duży opór w środowisku spółdzielczym, zwłaszcza w zakresie jawności umów i kadencyjności. Organizacje zrzeszające przedstawicieli zarządów spółdzielni twierdzą, że mogą one doprowadzić do "chaosu organizacyjnego spółdzielni mieszkaniowych, wzrostu kosztów prowadzenia jej działalności oraz wprowadzą nierówność wobec prawa na rynku mieszkaniowym i naruszą zasady konkurencji".
Tymczasem coraz głośniejsze są problemy mieszkańców spółdzielni, gdzie wykorzystuje się kruczki prawne, by nie doszło do zmiany władz.
- Dla mnie niebywałe jest, że prezesi spółdzielni mieszkaniowych są na tyle oderwani od rzeczywistości, że publicznie komentują propozycję reformy spółdzielczości, skierowaną na wprowadzenie kadencyjności i rejestru umów, jako zamach na spółdzielczość. Mało tego, kolportowana jest nieprawdziwa informacja, także między tymi prezesami, którzy nie znają projektu, że kadencyjność przez nas wprowadzana będzie podobna do tej, która obowiązuje w samorządach, czyli maksymalnie dwie kadencje, a potem nie można już pełnić funkcji, co jest nieprawdą, bo nie ma żadnych takich ograniczeń - mówi Interii Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii odpowiedzialny w rządzie za mieszkalnictwo.
Jak dodaje, kolejne audyty, na przykład w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i kilku innych spółdzielniach w kraju, wskazują na nieprawidłowości przy zlecaniu różnego rodzaju robót i usług. Brak rejestru oraz brak określenia wartości umów powodują, że kontrola nad wydatkami spółdzielni jest utrudniona.
- Obecnie możliwość zwrócenia się do spółdzielni o wydanie konkretnej umowy jest w praktyce ograniczona, bo skąd mieszkańcy mają wiedzieć, że umowa z danym podmiotem została podpisana? Muszą niejako na oślep pytać, jakie umowy zostały zawarte - tłumaczy Lewandowski.
Problemy z dostępem do informacji i kontrolą działań władz spółdzielni od lat pojawiają się zwłaszcza w dużych spółdzielniach mieszkaniowych. W Warszawie głośne były m.in. spory mieszkańców z władzami SM Gocław-Lotnisko czy SM Bródno.
Co ciekawe, dwa ministerstwa: Ministerstwo Energii kierowane przez Miłosza Motykę oraz Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej kierowane przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz zgłosiły już na późnym etapie uzgodnień, bo w lipcu, kolejne uwagi, w dużej części zbieżne z postulatami podnoszonymi wcześniej przez organizacje reprezentujące środowisko spółdzielcze i nawet w takim samym brzmieniu, co niedawno szczegółowo opisała "Rzeczpospolita". Siedem z piętnastu uwag, które wniósł minister energii zostało zgłoszonych dzień później przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.
MFiPR postulowało m.in., aby nie wprowadzać kadencyjności.
"Ustawowy przymus kadencyjności nie jest konieczny do osiągnięcia celu kontrolnego, natomiast może destabilizować podmioty prowadzące długofalowe inwestycje i zarządzające znacznym zasobem mieszkaniowym" - pisał resort Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Z kolei Ministerstwo Energii w uwagach napisało między innymi, że bezwarunkowa publikacja umów i danych kontrahentów może naruszać przepisy o ochronie danych osobowych, ochronie tajemnicy przedsiębiorstwa, warunki konkurencji, bezpieczeństwo infrastruktury i prawa autorskie.
Wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski w odpowiedzi na uwagi obu resortów zwrócił uwagę, że w dużej części te same postulaty były wcześniej zgłaszane podczas konsultacji publicznych przez związki rewizyjne spółdzielni mieszkaniowych oraz organizacje zrzeszające członków ich zarządów i to w tym samym brzmieniu.
Spółdzielnie mieszkaniowe. Mieszkańcy mają zyskać więcej kontroli
Przypomniał, że wprowadzenie kadencyjności zarządów spółdzielni od momentu wpisania projektu do wykazu prac legislacyjnych pozostaje jednym z jego kluczowych elementów. Kadencyjność funkcjonuje powszechnie zarówno w administracji publicznej, jak i w spółkach prawa handlowego. - Okresowe poddanie się ocenie pozwala bowiem cyklicznie weryfikować pracę członków zarządu i wprowadzać do niego najbardziej kompetentne osoby. W odróżnieniu od odwołania zmiana dokonywana w ramach kadencyjności nie musi bowiem zawsze wiązać się z negatywną oceną dotychczasowego zarządu. Może też wynikać z potrzeby zastąpienia go osobami o wyższych lub innych kompetencjach - czytamy w odpowiedzi MRiT na RCL.
Z najnowszego pisma skierowanego do Mariusza Skowrońskiego, sekretarza Stałego Komitetu Rady Ministrów datowanego na 4 września wynika, że Ministerstwo Rozwoju podtrzymuje swoje stanowisko i odrzuca propozycje zmiękczenia ustawy o spółdzielniach.
Nie widzę uzasadnienia dla przyjęcia żadnej z uwag MFiPR. Niemal w całości dotyczą one materii, która była przedmiotem uzgodnień i konsultacji oraz stanowi powielenie stanowisk zgłaszanych w ich trybie przez przedstawicieli zarządów spółdzielni mieszkaniowych. Przedstawiona wersja projektu uwzględniła wszystkie zgłoszone wcześniej uwagi w zakresie, w jakim nie stało to na przeszkodzie właściwego stosowania prawa albo celom ustawy. W związku z powyższym wnoszę o przyjęcie projektu bez konieczności uwzględniania tych uwag - napisał wiceminister Lewandowski.
Natomiast Ministerstwo Sprawiedliwości zgłosiło jeszcze 9 września uwagi natury legislacyjnej, sugerując konieczność doprecyzowania niektórych zapisów.
Monika Krześniak-Sajewicz












