Reklama

Pekin ostrożnie wprowadza kataster

Władze Państwa Środka przechodzą do kolejnego etapu ofensywy mającej na celu schłodzenie rynku nieruchomości - wprowadzenia podatku od wartości nieruchomości.

Dotychczas najbardziej widocznym przejawem walki Pekinu z przegrzaną branżą jest Evergrande. Największy deweloper w Chinach, który zbudował swoją pozycję, zadłużając się na potęgę (zobowiązania firmy przekraczają 300 mld dol. - to niewiele mniej niż wynosi dług publiczny Polski), od kilku tygodni balansuje na granicy niewypłacalności. Firma nie może już więcej pożyczać na mocy regulacji, jakie od końca ub.r. wprowadzają władze centralne. Stąd jej kłopoty.

Mieszkanie jako pewna lokata kapitału

Rządzący krajem komuniści wiedzą jednak, że ukrócenie patologii w deweloperce to tylko jedna strona równania. Drugą jest ograniczenie popytu na mieszkania. - System finansowy w Chinach jest tak skonstruowany, że nie opłaca się trzymać oszczędności w bankach. Kupno mieszkania chińskim konsumentom jawi się jako pewna lokata kapitału - tłumaczy Jakub Jakóbowski, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich. Stąd pomysł na wprowadzenie podatku od wartości nieruchomości zwanego nad Wisłą katastrem.

Na razie podatek ma zostać wprowadzony w formie pilotażowej w wybranych miastach i tylko na pięć lat. Płatnikami będą osoby, które mają drugie i kolejne mieszkania oraz ewentualnie nieruchomości o dużej wartości - nie dotknie więc konsumentów posiadających jedno lokum. Jego wysokość jest jeszcze przedmiotem konsultacji; od 2011 r. kataster obowiązuje w Szang haju i Chongqing. W tym pierwszym mieście płaci się 0,4-0,6 proc. od ceny ostatniej transakcji, podatek nie musi więc odzwierciedlać realnej wartości rynkowej mieszkania.

Reklama

Okrojony pilotaż

Jak doniósł w ubiegłym tygodniu dziennik "Wall Street Journal", początkowo pilotaż miał objąć nawet 30 miast, ale został znacząco okrojony na skutek silnej opozycji wewnątrz samej Komunistycznej Partii Chin. Ostrożność przy jego wprowadzaniu oraz fakt, że pomysł był procedowany w atmosferze tajemnicy, świadczą zdaniem Jakóbowskiego o tym, że nowy podatek to "polityczna bomba" - i to przynajmniej z paru względów.

Pierwszym są finanse władz lokalnych. Sprzedaż lub dzierżawa gruntów pod budownictwo mieszkaniowe od lat stanowią poważne źródło dochodu chińskich samorządów. Jak wynika z danych E-house China Research and Development Institute, firmy monitorującej chiński rynek nieruchomości, transakcje takie stanowią nawet 40 proc. lokalnych budżetów. Jeśli kataster ograniczy popyt na mieszkania, przełoży się to na apetyt deweloperów na nowe grunty, a w konsekwencji wpływy do regionalnych kas.

Nie wypełni luki

Jednocześnie nowy podatek nie wypełni powstałej w ten sposób luki. Jak wynika z wyliczeń agencji Bloomberg, Szanghaj w ub.r. zarobił dzięki katastrowi 19,9 mld juanów (12,3 mld zł) - to tylko 7 proc. wpływów, jakie zapewniła sprzedaż gruntów. Ubytek dochodów to poważna obawa lokalnych polityków, którzy są odpowiedzialni za wzrost gospodarczy na swoim terenie, a ten najłatwiej wykazać, realizując inwestycje. Do tego jednak potrzebne są pieniądze, a Pekin naciska na samorządy, żeby zmniejszały zadłużenie.

Do tego dochodzi szersza rola mieszkaniówki w Chinach. Wkład branży we wzrost gospodarczy kraju szacowany jest na 20-30 proc. rocznie.

Mieszkania jako łapówki

Wprowadzenie katastru ma jednak również inne konsekwencje. Jak tłumaczy Jakóbowski, politycznie najważniejszy może być fakt, że podatek wymaga stworzenia listy posiadaczy nieruchomości, aby można było naliczać jego wartość. To jest nie na rękę wielu działaczom, bo mieszkania często wręczano jako łapówki. - Nagle się okaże, kto ile posiada mieszkań, za czym mogą pójść działania antykorupcyjne - może nie na centralnym poziomie, ale na pewno lokalnym - mówi ekspert.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

W Chinach nieruchomości stanowią nawet 70 proc. majątku gospodarstw domowych. Jeśli kataster doprowadzi do spadku cen, to wszyscy posiadacze poczują, że stracili - nie tylko ci z dwoma lub większą liczbą mieszkań. - Kiedy mężczyzna przygotowuje się do ślubu, powinien jako wkład wnieść do nowego związku mieszkanie - tylko wówczas jest uważany za pełnowartościowego. W związku z tym często zdarza się, że na mieszkanie zrzuca się cała rodzina pana młodego - podkreśla kulturowy aspekt mieszkalnictwa w Państwie Środka Jakóbowski. 

Jakub Kapiszewski

27.10.2021

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »