Inwestowanie jeszcze nigdy nie było tak proste, a jednocześnie tak skomplikowane na etapie podatkowym. Jak opisuje czwartkowa "Gazeta Wyborcza", dynamiczny rozwój aplikacji inwestycyjnych i fintechów sprawił, że tysiące osób staje dziś przed problemem samodzielnego rozliczenia podatku od zysków kapitałowych. I często orientuje się w tym dopiero wtedy, gdy z urzędu skarbowego przychodzi pismo.
Podatek Belki w erze smartfona
Polacy masowo handlują dziś akcjami globalnych spółek, surowcami, indeksami czy kryptowalutami przez aplikacje działające 24 godziny na dobę. Jak relacjonuje "Gazeta Wyborcza", w ostatnich latach pojawiły się dziesiątki firm oferujących kontrakty CFD, dźwignię finansową i szybki dostęp do rynków światowych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy przychodzi czas rozliczeń.
Zarówno zyski, jak i straty, trzeba wykazać w rocznym PIT-38. Tymczasem wiele zagranicznych platform nie wystawia polskim klientom formularza PIT-8C. "Ludzie myślą, że jak nie dostają PIT-u, to mogą nie płacić podatku Belki. A potem jest interwencja skarbówki" - ostrzegają doradcy podatkowi cytowani przez "GW".
Fintech z zagranicy, obowiązek w Polsce
Kluczowy problem polega na tym, że wiele popularnych aplikacji inwestycyjnych jest zarejestrowanych poza Polską w innych krajach UE, takich jak Litwa, Cypr czy Malta. Zgodnie z prawem nie muszą one przekazywać polskim klientom ani fiskusowi formularza PIT-8C. To zasadnicza różnica w porównaniu z krajowymi domami maklerskimi, które takie dokumenty wystawiają automatycznie.
Inwestor, który nie otrzyma PIT-8C, musi samodzielnie odtworzyć wynik finansowy i wprowadzić dane do zeznania podatkowego. W praktyce, przy setkach transakcji, różnych walutach i kursach, bywa to zadaniem ponad siły przeciętnego inwestora.
"Myślałem, że skoro inwestuję za granicą, to nie płacę podatku w Polsce"
Dziennik przytacza historię pana Michała, który przez zagraniczną aplikację zawarł około 300 transakcji CFD, handlując m.in. złotem, akcjami Nvidii, indeksami i bitcoinem. "Firma nie wystawiła mi żadnego PIT-a, tylko PDF-a z historią transakcji i niby-podsumowaniem zysków i strat" - relacjonuje.
"Myślałem, że skoro inwestuję za granicą, to nie płacę podatku w Polsce" - dodaje. Dopiero później dowiedział się, że obowiązek podatkowy nadal istnieje. Próby samodzielnego rozliczenia, także z pomocą narzędzi AI, zakończyły się fiaskiem. Ostatecznie skorzystał z usług biura rachunkowego, płacąc 500 zł za przygotowanie PIT-38.
"Ciężar dowodowy spoczywa na podatniku"
Eksperci nie mają wątpliwości. Brak PIT-8C przerzuca całą odpowiedzialność na inwestora. "Podatnik musi samodzielnie odtworzyć całą historię inwestycji: ustalić przychody, koszty oraz prawidłowo przeliczyć je na złote według właściwych kursów NBP" - mówi "GW" Joanna Szyszkowska, doradczyni podatkowa.
Jak podkreśla, największą pułapką są właśnie kursy walut oraz rozbieżności między datą transakcji, rozliczenia i przewalutowania. "Największym wyzwaniem jest fakt, że ciężar dowodowy i analityczny zostaje w całości przerzucony na podatnika" - dodaje.
Skarbówka patrzy coraz uważniej
Ministerstwo Finansów, cytowane przez "Gazetę Wyborczą", nie pozostawia złudzeń. "Dochody z kapitałów pieniężnych uzyskane za granicą podlegają w Polsce samoopodatkowaniu" - podkreśla resort. I dodaje, że to podatnik musi wykazać zarówno przychody, jak i koszty, posługując się m.in. historią transakcji z platform inwestycyjnych.
MF ostrzega również przed konsekwencjami. "Podanie nieprawdziwych danych w zeznaniu podatkowym stanowi przestępstwo skarbowe albo wykroczenie skarbowe" - przypomina, wskazując na art. 56 Kodeksu karnego skarbowego. W praktyce najczęściej kończy się to mandatami i grzywnami, ale fiskus nie ujawnia statystyk takich spraw.
Jedno jest pewne. Jak wynika z relacji ekspertów i resortu finansów, w świecie mobilnego inwestowania brak PIT-a nie chroni przed podatkiem. Cyfrowa wygoda coraz częściej kończy się analogową wizytą w urzędzie skarbowym.











