Reklama

Polski Ład. Więcej ryczałtowców, mniejsze wpływy dla samorządów

Zmiany w Polskim Ładzie spowodowały, że dla większej grupy przedsiębiorców bardziej opłacalne stanie się rozliczanie podatkiem ryczałtowym. Jednak całość wpływów z tego podatku idzie do budżetu centralnego, więc będzie to korzystne dla rządu. Stracą na tym samorządy.

- To  z całą pewnością zmniejszy dodatkowo i tak pomniejszone dochody samorządów z PIT - przyznaje w rozmowie z Interią Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Powiatów Polskich.  

Ustawa podatkowa z Polskiego Ładu jest już w Senacie i w analizach eksperckich wykonanych dla izby wyższej zwraca się uwagę na efekt zwiększenia atrakcyjności podatku ryczałtowego, który dla samorządów będzie niekorzystny.

Dr Jarosław Neneman z Instytutu Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego, w przeszłości trzykrotny wiceminister finansów uważa, że taka kalibracja podatku ryczałtowego może wynikać właśnie z tego powodu, że w całości trafia do budżetu centralnego.

Reklama

-  Istotnym, a może i głównym powodem tak istotnego preferowania w ustawie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych jest właśnie chęć przejęcia części dochodów JST (jednostek samorządu terytorialnego). Podatnik prowadzący działalność gospodarczą, który wyliczy, że bardziej opłaca mu się przejść z podatku dochodowego na ryczałt, zapłaci niższy podatek, który w całości trafi do budżetu państwa. Z punktu widzenia budżetu państwa lepiej mieć całość niższego podatku niż 50 proc. wyższego. Dość łatwo jest zaproponować takie stawki ryczałtu, by okazały się one atrakcyjne dla większości obecnych podatników podatku dochodowego, a to oznacza, że faktyczny ubytek w dochodach JST z tytułu udziałów w PIT może być istotnie wyższy - wyjaśnia autor analizy, opublikowanej na stronach Senatu.


Jednocześnie zaznacza, że rząd obiecuje JST jednorazową subwencję rekompensującą w wysokości 8 mld zł, która ma być dzielona proporcjonalnie do dochodów z PIT, ale skorygowana o wskaźnik zamożności i przy zastosowaniu górnego pułapu.

-  Zapowiadane są też dodatkowe środki kierowane do samorządów (np. subwencja rozwojowa), uruchomiono również Program Inwestycji Strategicznych. Wydaje się jednak bardzo wątpliwe, by w skali kraju te dodatkowe środki skompensowały utratę dochodów wynikających z "Polskiego Ładu". Gdyby nawet tak się stało, to złe doświadczenia związane z Funduszem Inwestycji Lokalnych budzą obawy, że te uruchamiane dodatkowo środki zostaną rozdysponowane wedle rozdzielnika politycznego, na czym szczególnie stracą duże miasta, których sytuacja finansowa uległa radykalnemu pogorszeniu - pisze w analizie Jarosław Neneman.

Według publikowanych już wyliczeń, z  tytułu zmian podatkowych, przede wszystkim podniesienia kwoty wolnej, dochody samorządów spadną w ciągu 10 lat o 145 mld zł. Związek Miast Polskich wyliczył jeszcze niedawno, że razem z poprzednimi zmianami w podatku PIT (w latach 2019 i 2020) samorządy stracą do 2031 roku aż 187 mld zł. Rząd przygotował mechanizm kompensacyjny i przekonuje, że samorządy nie stracą,  jednak samorządowcy  i tak przewidują, że ich wpływy będą niższe niż gdyby nie było zmian związanych z Polskim Ładem.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Warto jednocześnie przypomnieć, że Polski Ład z jednej strony "promuje" korzystny dla rządu ryczałt, a z drugiej wygasza kartę podatkową, bo tę  formę rozliczeń będą mogli stosować tylko ci przedsiębiorcy, którzy już wcześniej z niej korzystali. A akurat  wpływy z karty podatkowej, w przeciwieństwie do ryczałtu, stanowią dochody gmin.

- Po zmasowanej krytyce "Polskiego Ładu" postanowiono zmienić parametry - tj. stawki podatku i wysokość składki zdrowotnej tak, by uczynić tę formę opodatkowania konkurencyjną wobec podatku liniowego -  dodaje autor analizy przygotowanej dla Senatu.

Zwraca również uwagę, że ryczałt od przychodów ewidencjonowanych to prosta,  a nawet można powiedzieć prymitywna forma opodatkowania, w której stawka podatku odnoszona jest do przychodu podatnika.

- Nie jest to więc podatek dochodowy, ale przychodowy, co z jednej strony oznacza, że płaci się go również wtedy, gdy podatnik ponosi stratę, ale z drugiej - że wysokość podatku może być bardzo niska w stosunku do osiąganych dochodów. W podatku tym występuje też duża doza uznaniowości ze strony ustawodawcy, który ustala stawki podatku dla poszczególnych źródeł przychodu - pisze Neneman.

- Ustawodawca może dość dowolnie kształtować stawki ryczałtu preferujące jedne źródła przychodu nad innymi, co stoi w sprzeczności z zasadą neutralności systemu podatkowego. Nie bez znaczenia jest też słaba odporność na lobbing. Jeśli zgadzamy się, że system podatkowy powinien być progresywny, to z pewnością zasady tej nie realizuje np. obniżona z 15 proc. do 12 proc. stawka ryczałtu dla informatyków, programistów i osób świadczących usługi IT - argumentuje Neneman.

I jednocześnie podkreśla, że  ta forma nie pasuje do logiki obiegu gospodarczego, gdzie przychód jednego podmiotu jest kosztem drugiego i obie strony transakcji mają bodziec, by prawidłowo zaewidencjonować transakcję. Przy podatku ryczałtowym nie ma kosztów, znika więc bodziec, by przedsiębiorca domagał się faktury od sprzedawcy. Zwiększa to silnie zachętę do płacenia za pracę "pod stołem", przyczyniając się do rozwoju szarej strefy. Jak zaznacza, nietrudno też wyobrazić sobie powiązane firmy, które przychody "przepuszczają" przez firmy będące płatnikami podatku ryczałtowego, zaś koszty kierują do firm płacących podatek dochodowy.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »