Rząd zamiast podwyżki kwoty wolnej zdecydował się na zmiany, które eksperci wskazywali jako bardziej trafione.
O tym, że zamiast nierealnej i bardzo drogie podwyżki kwoty wolnej lepiej podnieść próg i zlikwidować szokowy przeskok na skali podatkowej poprzez wprowadzenie dodatkowej stawki Interia Biznes pisała niedawno. Jednocześnie Donald Tusk wspólnie z ministrem finansów Andrzej Domańskim ogłosił zmiany w systemie podatkowym - objąć mają m.in. drugi próg podatkowy. - Skorzysta na nich około 3,5 mln podatników w przyszłym roku - zapowiedział szef rządu.

Obecnie pierwszy próg podatkowy wynosi 12 proc. i dotyczy dochodów do 120 tys. zł. Z kolei osoby z dochodami powyżej tej kwoty muszą płacić podatek w wysokości 32 proc. To oznacza, że po przekroczeniu progu opodatkowanie dochodów rośnie skokowo aż o 20 pkt procentowych.
Progi nie są waloryzowane i w drugi wpada już 11 proc. podatników rozliczających się na zasadach ogólnych czyli na tzw skali.
Po proponowanych przez rząd zmianach przeskok wraz z wyższymi dochodami ma być złagodzony.
Pierwszy próg podatkowy zostanie podniesiony do 130 tys. zł rocznie. Pojawi się również nowy, pośredni przedział dochodowy ze stawką 24 proc. dla dochodów od 130 tys. do 150 tys. zł. Dochody powyżej tej kwoty będą opodatkowane stawką 32 proc. Według wyliczeń rządu na projektowanych zmianach skorzysta ponad 3,5 mln podatników, głównie pracowników.
Wprowadzenie nowych parametrów skali podatkowej od 2027 r. sprawi, że odsetek osób płacących stawkę 32 proc. wyraźnie spadnie i wyniesie 7,2 proc., zamiast przewidywanych 14 proc. - wylicza rząd.
Kto straci, a kto zyska na zmianie w podatkach
Planowane są również inne zmiany podatkowe. Jedną z nich będzie podniesienie podstawowej stawki podatku CIT z 19 proc. do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro oraz dla podatkowych grup kapitałowych.
Reforma zakłada także podwyższenie o jeden punkt procentowy - do 5 proc. - stawki tzw. daniny solidarnościowej, która dotyczy dochodów przekraczających 1 mln zł.
Planowane jest również przywrócenie wcześniejszego limitu przychodów, warunkującego możliwość wyboru ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, wynoszącego 250 tys. euro.
Jak to się przełoży na konkretnych Kowalskich?
- Nowa skala czyli 12 proc. do 130 tys. zł, 24 proc. do 150 tys. zł i 32 proc. powyżej - daje pracownikowi na etacie maksymalnie 300 zł miesięcznie wylicza Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt.
- To nie obniżka podatków, tylko ich przemeblowanie. Koszt tej ulgi szacuję na ok. 5-6 mld zł rocznie. A teraz druga strona bilansu. Podwyżka CIT z 19 do 22 proc. dla firm o przychodach powyżej 50 mln zł to najpoważniejsza pozycja. Duże podmioty odpowiadają za zdecydowaną większość wpływów z CIT, więc mówimy o dodatkowych kilku miliardach złotych rocznie, szacunkowo już mogę powiedzieć, że to więcej niż koszt zmiany w skali podatkowej. Podwyżka daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. to pozornie drobiazg, ale przy wpływach na poziomie ok. 2,4 mld zł rocznie oznacza dodatkowe ok. 600-700 mln zł. Wreszcie obcięcie limitu ryczałtu z 2 mln do 250 tys. euro, czyli z ok. 8,5 mln do ok. 1,1 mln zł przychodu. Ta zmiana wypchnie sporą grupę przedsiębiorców na skalę lub podatek liniowy, co oznacza wyższy podatek i wyższą składkę zdrowotną. To kolejne 1-2 mld zł. - komentuje Piotr Juszczyk.
Jak dodaje, bilans jest więc jednoznaczny: ulga warta 5-6 mld zł sfinansowana podwyżkami rzędu 9-12 mld zł. Budżet na całym pakiecie zarabia, a nie traci, netto zapewne 4-6 mld zł rocznie. Zastrzega przy tym, że to szacunki rzędu wielkości do czasu publikacji rządowej oceny skutków regulacji,
- Cięcie limitu ryczałtu najmocniej uderzy nie w najbogatszych, tylko w firmy o dużych obrotach i niskich marżach, na przykład handlowców na stawce 3 proc., dla których przychód ponad milion złotych to często skromny dochód. Dla nich to nie korekta, tylko rewolucja w opłacalności formy opodatkowania. Po drugie, podwyżka CIT dla dużych firm ma to do siebie, że duże firmy nie płacą jej z własnej kieszeni w całości, część trafi do cen, czyli ostatecznie do nas wszystkich. Te 300 zł miesięcznie dla lepiej zarabiających etatowców jest więc realne, ale rachunek za cały pakiet zapłacimy szerzej, niż sugeruje konferencyjny przekaz - komentuje doradca podatkowy inFakt.
Monika Krześniak-Sajewicz













