Przy okazji zmian w skali podatkowej PIT ma być też przywrócony poprzedni limit przychodów umożliwiający wybór ryczałtu, czyli ma być obniżony z 2 mln euro do 250 tys. euro ( z ok. 8,5 mln zł do ok. 1,1 mln zł przychodu). Jak pisaliśmy wielokrotnie w Interii Biznes, tę formę opodatkowania wypromowały zasady wprowadzone w Polskim Ładzie. Jeszcze w 2021 roku, czyli przed tamtą reformą, na ryczałcie było ok. 705 tys. osób, a obecnie prawie 1,3 mln. Płacą nie tylko niższy podatek, ale przede wszystkim dużo niższą składkę zdrowotną.
- Jeśli chodzi o ryczałt, to wciąż duża grupa samozatrudnionych nadal będzie z niego korzystać. Aby efekt był naprawdę mocno odczuwalny, limit musiałby zostać obniżony do jeszcze niższych poziomów niż zaproponowane 250 tys. euro. Większość osób prowadzących działalność gospodarczą bez większych kosztów nadal będzie mogła pozostać na ryczałcie, który pozostanie domyślną formą opodatkowania dla wielu samozatrudnionych - mówi Interii Biznes Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Ryczałt jest najbardziej atrakcyjny właśnie w działalnościach o niewielkich kosztach, czyli przede wszystkim dla samozatrudnionych. Głównym elementem napędzającym popularność tej formy pozostaje preferencyjna składka zdrowotna, która pozwala płacić zryczałtowaną składkę wynoszącą maksymalnie około 1100 zł miesięcznie, niezależnie od poziomu osiąganych dochodów. Przy wyższych dochodach nadal stawia to ryczałt w bardzo korzystnej pozycji względem skali podatkowej i podatku liniowego.
To właśnie sposób naliczania składki zdrowotnej był głównym impulsem stojącym za wzrostem popularności ryczałtu od 2022 r. To on sprawił, że coraz więcej działalności zaczęło korzystać z tej formy opodatkowania.
- Oczywiście w tym kontekście znaczenie mają również same stawki podatkowe ryczałtu (jest ich łącznie 10 - red.). Osoby, które nie mają kosztów uzyskania przychodów, korzystają na nich szczególnie mocno. Dla lekarzy 14-procentowy ryczałt jest atrakcyjniejszy niż 19-procentowy podatek liniowy. Wiele osób prowadzących działalność usługową uzyskało też korzystne interpretacje podatkowe pozwalające stosować stawkę 8,5 proc. - mówi nam ekonomista FPP.
Nowy limit może wykluczyć część najlepiej zarabiających lekarzy
Tylko niewielka część osób z bardzo wysokimi przychodami może stracić możliwość rozliczania się w tej formie.
- Przykładowo część najlepiej zarabiających lekarzy może utracić możliwość korzystania z 14-procentowego ryczałtu, czyli wśród lekarzy osiągających najwyższe przychody pojawi się więcej sytuacji, w których roczne wynagrodzenia przekraczają poziomy objęte nowym limitem. Będzie to dotyczyło jedynie mniejszości tej grupy zawodowej i nie zmieni zasadniczo ogólnego obrazu - mówi Kozłowski.
Jak dodaje, ogólnie ta forma opodatkowania nadal będzie cieszyć się dużą popularnością, a liczba korzystających z niej działalności będzie utrzymywać się na wysokim poziomie.
Podobną ocenę dotyczącą zaproponowanej zmiany limitu dla ryczałtu przedstawia Małgorzata Samborska, partner i doradca podatkowy z Grant Thornton.
- Nie sądzę, żeby zaproponowana przez rząd zmiana znacząco zmniejszyła popularność przechodzenia na B2B i korzystania z ryczałtu. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji podatnika i miejsca, w którym znajduje się na skali dochodowej. Osoby osiągające dochody w przedziale 130-150 tys. zł mogą się nad tym zastanawiać, zwłaszcza jeśli wcześniej traciły możliwość wspólnego rozliczenia z małżonkiem albo korzystania z innych preferencji. Trudno jednak jednoznacznie ocenić skalę takiego zjawiska. Na pewno nie będzie to oznaczało powszechnego powrotu z działalności gospodarczej i przechodzenia na skalę podatkową - mówi Samborska.
Z kolei Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt, zwraca uwagę, że cięcie limitu ryczałtu uderzy w firmy o dużych obrotach i niskich marżach, na przykład handlowców na stawce 3 proc.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że przedsiębiorcy mają do wyboru trzy formy opodatkowania i mogą wybrać najkorzystniejszą dla siebie, a pracownicy takiego wyboru nie mają i korzystają jedynie ze skali.
Zaproponowane w środę przez rząd zmiany dotyczące skali podatkowej zakładają, że próg podatkowy ma zostać podwyższony z 120 tys. zł do 130 tys. zł i pojawi się nowa stawka 24 proc.- dla dochodów w przedziale od 130 tys. do 150 tys. zł, a stawka 32 proc. pozostanie dla dochodów powyżej 150 tys. zł.
Maksymalna korzyść z tych zmian wyniesie 3 600 zł rocznie, czyli około 300 zł średnio miesięcznie.
Rząd obniży limit ryczałtu, ale nie zatrzyma popularności B2B
- Rozumiem ten ruch z punktu widzenia stanu finansów publicznych i uważam, że jest to dobra zmiana. Oczywiście mogą pojawić się głosy, że korzyści trafią do osób dobrze zarabiających. Maksymalną korzyść osiągną ci, których wynagrodzenie przekracza około 14,8 tys. zł brutto miesięcznie. Z mojej perspektywy jest to jednak także sygnał, że państwo dostrzega problem osób płacących podatek według stawki 32 proc. Różnice w opodatkowaniu poszczególnych grup mają znaczenie, a nie powinno być tak, że praca jest jedną z najwyżej opodatkowanych form aktywności, a najwyższą stawkę płacą osoby, które w powszechnym odczuciu nie są postrzegane jako szczególnie majętne - mówi ekspertka.
Podkreśla, że do drugiego progu podatkowego nie trafiają wyłącznie osoby o bardzo wysokich dochodach. Obecnie próg 120 tys. zł rocznie przekraczają również liczni nauczyciele, doświadczeni specjaliści, eksperci czy menedżerowie zatrudnieni na umowie o pracę. Dla tych osób zapowiadana przez rząd zmiana będzie realną ulgą podatkową i częściowo zmniejszy obciążenia fiskalne związane z wejściem w 32-procentową stawkę PIT.
- Można więc powiedzieć, że jest to przede wszystkim ulga dla pracowników etatowych o wyższych kwalifikacjach i odpowiedzialności zawodowej, którzy obecnie ponoszą najwyższe obciążenia podatkowe w ramach skali PIT - dodaje Samborska.
Z kolei Łukasz Kozłowski zwraca uwagę, że zmiana progów przyniesie korzyść maksymalnie do 300 zł miesięcznie, ale jest to jedynie uśrednienie w skali roku. - W praktyce dotyczy tych miesięcy, w których podatnik przekracza obecny próg podatkowy, a jednocześnie nie osiąga jeszcze dochodu objętego najwyższą stawką. Realna, odczuwalna korzyść to raczej dwa lub trzy tysiące złotych w jednym miesiącu roku niż stały wzrost miesięcznej wypłaty o 300 zł - tłumaczy.
Monika Krześniak-Sajewicz












