Reklama

Właściciele psów mogą zapłacić więcej

Podczas gdy jedne gminy rezygnują z daniny za czworonogi, inne windują roczny podatek do maksymalnego limitu 119,93 zł rocznie.

Rady gmin decydują właśnie o opłatach lokalnych na przyszły rok z tytułu posiadania psa. W Krakowie, Mielcu i Sandomierzu, gdzie dotąd nie było takiej daniny, radni miejscy postanowili ją wprowadzić od 1 stycznia 2013 r. Dwa ostatnie miasta od razu wywindowały stawki bardzo wysoko: do 108 zł rocznie w Mielcu i 100 zł w Sandomierzu. To niewiele mniej niż maksimum ustalone w obwieszczeniu ministra finansów z 2 sierpnia 2012 r. w sprawie górnych granic stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych w 2013 r. (M.P. 2012 r. poz. 587). W przyszłym roku maksymalna opłata za psa może wynieść 119,93 zł (w 2012 r. było to 115,31 zł).

Reklama

Krzysztof Urbański, rzecznik magistratu w Mielcu, wskazuje argumenty za wprowadzeniem tak wysokiej opłaty: konieczność utrzymania miejskiego schroniska dla zwierząt z 200 psami oraz zachęta dla właścicieli czworonogów do ich chipowania (tak zabezpieczone zwierzęta będą wolne od opłaty).

Dla odmiany niektóre inne samorządy - np. Toruń i Bytom - od stycznia likwidują opłatę za psa, która obowiązywała w poprzednich latach. Toruńscy radni uznali, że wpływy z opłaty (łącznie 105 tys. zł w 2012 r.) nie pokrywają kosztów jej poboru. Obecnie ewidencją w Toruniu objęte są 5604 psy, a właściciele 850 z nich z różnych powodów są zwolnieni z opłat.

Jak się okazuje, opłata może być też wynikiem nieporozumienia. Radni Pabianic uznali, że jest niecelowa, i chcąc ją zlikwidować, podjęli stosowną uchwałę. - Problem w tym, że zakładała stawkę 0 złotych, co zakwestionowała Regionalna Izba Obrachunkowa w Łodzi. Opłata może obowiązywać albo nie, lecz nie może wynosić zero złotych - relacjonuje Joanna Stelmach, rzecznik prasowy UM w Pabianicach. W efekcie właściciele psów z tego miasta będą musieli płacić w przyszłym roku 40 zł, czyli tyle co dotychczas.

Ci, którzy inkasują opłatę, szacują wpływy do budżetu z tego tytułu. W Częstochowie (230 tys. mieszkańców) liczą na 120 tys. zł w 2013 r., a w Pabianicach (67 tys. mieszkańców) na 110 tys. zł. Biorą przy tym pod uwagę, że ściągalność opłaty w niektórych miastach niewiele przekracza 30 proc. Bierze się to z tego, że właściciele psów, którzy nie zgłoszą do urzędu ich posiadania, z reguły nie płacą i mogą pozostać bezkarni.

Sporadyczne są przypadki doniesień ze strony sąsiadów albo sytuacje, kiedy sprawa wychodzi na jaw, bo np. pies kogoś pogryzie. Gminy prowadzą wprawdzie postępowania podatkowe i windykacyjno-egzekucyjne, ale zwykle wyłącznie wobec tych osób, które same zgłosiły, że mają psa, a potem zalegały z płatnościami. Tylko w Toruniu w latach 2009-2012 prowadzonych było odpowiednio 1255, 937, 1012 i 866 takich postępowań.

Zwolnienia i terminy

Kiedyś obowiązywał kwotowy, jednolity w całej Polsce, podatek od posiadania psa. Od 2008 r. po zmianie ustawy o podatkach i opłatach lokalnych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 95, poz. 613) zastąpiła go fakultatywna opłata, zależna od rady gminy. To radni ustalają, czy na danym terenie trzeba ją płacić i w jakiej wysokości.

Obecnie zgodnie z art. 18a ustawy daninę można pobierać od osób fizycznych posiadających psy. Przepis ten zwalnia z opłaty: zagranicznych dyplomatów (pod warunkiem wzajemności), osoby niepełnosprawne, osoby powyżej 65 lat prowadzące samodzielnie gospodarstwo domowe, rolników (z tytułu posiadania nie więcej niż dwóch psów).

W większości gmin obowiązują dodatkowe zwolnienia, m.in. dla osób, które odbierają psy z lokalnych schronisk dla zwierząt, sterylizują je na własny koszt albo decydują o wszczepieniu chipa pozwalającego na identyfikację czworonoga.

Gminy określają w uchwałach także terminy płatności. Z reguły opłatę za dany rok należy uiścić do 31 marca. Natomiast jeśli ktoś kupi, dostanie lub przygarnie psa po tej dacie, przeważnie powinien zapłacić daninę w ciągu 14 dni. W takim przypadku - podobnie jak w przypadku śmierci zwierzęcia w ciągu roku - roczną stawkę zwykle modyfikuje się proporcjonalnie do liczby miesięcy, w których istniał obowiązek zapłaty.

Kłopoty z poborem

Proste i zbliżone do siebie zapisy w uchwałach gmin nie oznaczają, że są one łatwe w stosowaniu. - Doświadczenia w kierowaniu gminą Wieliszew (woj. mazowieckie, ok. 11 tys. mieszkańców - red.) wskazują, że zbieranie podatku od psów jest po prostu nieopłacalne - mówi Edward Trojanowski, były wójt, obecnie sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP. - Wpływy z podatku wynosiły rocznie około 10 tys. zł, a koszty pracownicze, zakupu specjalnego programu komputerowego oraz postępowania egzekucyjnego wielokrotnie przewyższały uzyskiwane dochody - dodaje. W rezultacie opłata w Wieliszewie nie jest już pobierana.

Zdaniem Edwarda Trojanowskiego powinno się ją pobierać tam, gdzie dominuje zabudowa wielorodzinna. Jak wskazuje, w ten sposób można oddziaływać na liczbę psów w blokach tak, aby nie było ich za dużo na osiedlach i by nie stanowiły sąsiedzkiego problemu.

Sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP wyjaśnia, że wiele samorządów wpływy z podatku przeznacza na szczepienia przeciwko wściekliźnie, a także wyposażenie psów w chipy. Dlatego właśnie pobierają podwyższone opłaty, uwzględniając w nich także koszty poboru daniny.

Kompletnie różne poglądy na temat celowości opłaty za psy mają nie tylko samorządowcy, ale także obrońcy praw zwierząt. W Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie do tej pory danina nie obowiązywała, ma być wprowadzona od stycznia. Nie ma jeszcze decyzji co do jej wysokości. Pierwszy projekt uchwały przewidywał 80 zł, ale stawkę oprotestowało lokalne Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt "Animals". Argumentowało, że opłata uderzy w biednych i doprowadzi do gwałtownego wzrostu liczby bezdomnych zwierząt na ulicach.

Z kolei w Toruniu miejscowe Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt protestowało przeciwko zniesieniu opłaty, czego efektem - zdaniem aktywistów - ma być brak kontroli nad szczepieniami i liczbą psów oraz zielone światło do ich porzucania.

Ani związki miast i gmin, ani Główny Urząd Statystyczny nie dysponują informacjami na temat kwoty ściąganej ogółem przez samorządy z tytułu opłaty za posiadanie psa. Brakuje nawet oficjalnych danych, ile mamy w Polsce czworonogów.

Tomasz Wojciechowski

Seweryn Szwarocki, Stowarzyszenie KoLiber Jak mawiał francuski myśliciel Alexis de Tocqueville, "Nie ma takiego okrucieństwa, do jakiego nie posunie się najłagodniejszy skądinąd rząd, gdy zabraknie mu pieniędzy". Ten cytat można odnieść również do samorządów. Gminna opłata od psów (która de facto jest podatkiem) to kolejny przykład absurdalnej daniny, która ma na celu jedynie łatanie lokalnych budżetów i za którą nie są oferowane żadne świadczenia ekwiwalentne ze strony samorządu. Pomijając kwestie trudności w ściąganiu tego podatku oraz koszty związane z jego obsługą, podkreślić należy opresyjny charakter tej opłaty. Może ona przyczynić się do tego, że niektórzy zrezygnują z decyzji o zaopiekowaniu się czworonogiem, skutkiem czego problem bezpańskich psów i wysokich kosztów utrzymania schronisk będzie narastał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »