Gdy zbliżało się bankructwo słynnego banku Lehman Brothers, niektórzy ostrzegali, że wielki transatlantyk, który zamiast "Titanic" ma na burcie napis "Financial markets", płynie na górę lodową. Orkiestra rynków finansowych grała jednak przed katastrofą coraz głośniej, starając się zagłuszyć tych, co przypominali, że to się może źle skończyć - mówi gospodarz video podcastu "Gwiazdowski mówi Interii".
Kto winny kryzysowi finansowemu w 2008 roku? Siatka toksycznych powiązań
Robert Gwiazdowski analizuje przyczyny wybuchu kryzysu, który w 2008 r. przetoczył się przez rynki finansowe. Zauważa, że politycy obiecują swoim wyborcom szybki wzrost gospodarczy, byle tylko wybrano ich na kolejną kadencję. Makroekonomiści tworzą z kolei na ich usługi teorie, że najważniejsze jest drukowanie pieniędzy, które zapewniają stały i szybki wzrost. Do tej układanki dochodzą bankierzy zapewniający pieniądze, których potrzebują politycy, a których potrzebę uzasadniają makroekonomiści.
Jak dodaje, winnymi kryzysu są również zarządzający różnymi korporacjami, ponieważ obiecują oni stały i szybki wzrost akcjonariuszom - a ten wzrost zapewniają sobie poprzez inwestowanie w najbardziej ryzykowne instrumenty. Robert Gwiazdowski "wywołuje do tablicy" także firmy audytorskie, agencje ratingowe, renomowane firmy prawnicze i ubezpieczycieli.
"Oni wszyscy tam (na wyspę Epsteina - red.) jeszcze jeździli" - konkluduje Robert Gwiazdowski, stwierdzając, że osoby, które uczestniczyły w moralnie wątpliwych sytuacjach, nadal chcą uchodzić za moralizatorów. "Epsteina pytano o rady w kwestiach inwestycyjnych" - wskazuje.
Niewygodna prawda i budowanie narracji
Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego, mimo że pewne rzeczy są oczywiste, nie robi się nic, aby je otwarcie napiętnować. Anonimowi wyborcy i anonimowi akcjonariusze się nie liczą, mają tylko dostarczać swoją pracę i popyt, by cała ta maszyna mogła się kręcić - przekonuje.
Jego zdaniem, wielkim tego świata najbardziej przeszkadzają jednak przedsiębiorcy, którzy "mają czelność narzekać" na ubezpieczenia czy koszty kredytu. To w nich (i we wspierające ich środowiska) wymierzone jest ostrze krytyki, ponieważ "psują narrację". Często padają też ofiarą tzw. cancel culture.
"Nie dajmy się temu powszechnemu przekazowi wielkich korporacji idącemu przez wielkie media" - apeluje na koniec Robert Gwiazdowski.
Więcej w najnowszym odcinku podcastu video "Gwiazdowski mówi Interii".











