Robert Gwiazdowski zauważył, że wraz z nowym rokiem na platformie X wybuchła kolejna "awanturka" o zadłużenie państwa i nowoczesną teorię monetarną (Modern Monetary Theory). Jej początkiem stało się porównanie przez Tomasza Czajkę - polskiego programistę, który pracował m.in. w Google i SpaceX - swojej zdolności kredytowej do zdolności państwa do zaciągania kredytów. Krytycy tego porównania stwierdzili, że "to zupełnie co innego". - Czy tak do końca co innego? - zastanawia się gospodarz video podcastu "Gwiazdowski mówi Interii".
Nowoczesna teoria nie taka nowoczesna
- Zdaniem nowoczesnej teorii monetarnej, emisja pieniądza nie jest żadnym problemem, do czasu osiągnięcia pełnego zatrudnienia, bo jedno z założeń tej teorii mówi właśnie, że mamy dążyć do pełnego zatrudnienia, że pieniądz to monopol rządowy. Rząd ma monopol na stanowienie tego pieniądza - przypomina Robert Gwiazdowski, zauważając, że "to akurat prawda".
- A z drugiej strony bezrobocie to dowód na to, że rząd źle prowadzi politykę w emisji tego pieniądza, nadmiernie ogranicza jego podaż, co powoduje problemy gospodarcze, bo nadmierne ograniczenie podaży pieniądza jest przyczyną bezrobocia - dodaje.
Wówczas - kontynuuje przybliżanie założeń nowoczesnej teorii pieniądz Robert Gwiazdowski - trzeba wydrukować tyle pieniędzy, żeby bezrobocie zniknęło. Ale nadrukowanie ich w zbyt dużej skali doprowadzi do inflacji. - Inflacji nie będzie, dopóki będzie bezrobocie. Jak już ta inflacja się pojawi, to od tego mamy podatki, za pomocą których rząd ściągnie z rynku nadmiar tego pieniądza, który wcześniej nadrukował, wyemitował, wykreował.
Robert Gwiazdowski przypomina, że nowoczesna teoria pieniądza opiera się na założeniu, że ludzie chcą pracować, ale nie mają pracy. Zastrzega przy tym, że teoria ta "nie jest wcale taka nowa", bo pochodzi z początku XX wieku. - I rzeczywiście, wtedy tak było. (...) Ludzie chcieli pracować i niektórzy nie znajdowali tej pracy.
- Drugie założenie tej teorii opiera się na przekonaniu, że ludzi jest coraz więcej, w związku z powyższym państwo, które może emitować swój własny pieniądz, nigdy nie zbankrutuje, nawet jeśli musi korzystać z pieniędzy zagranicznych, bo jest coraz więcej ludzi - dodaje, zauważając, że w przypadku Tomasza Czajki, osoby fizycznej, bank stwierdzi kiedyś, że jego zdolność kredytowa spadła, ponieważ się zestarzał. Dlatego też zwolennicy nowoczesnej teorii monetarnej podnoszą, że porównywanie jego zdolności kredytowej i zdolności kredytowej państwa nie ma racji bytu.
- Ale jest kłopot polegający na tym, że te dwa założenia wzięły w łeb. Coraz więcej ludzi nie chce pracować - więc mamy ich zmusić do pracy czy mamy drukować więcej pieniędzy? - pyta Robert Gwiazdowski.
Zdolność kredytowa państwa jak zdolność kredytowa jednostki?
Drugi fundament tej teorii, przypomina Gwiazdowski, jest taki, że ludzi rodzi się coraz więcej, więc państwo nie umrze - inaczej niż osoba fizyczna, która siłą rzeczy ma jakąś ograniczoną zdolność kredytową, właśnie z uwagi na cykl życia. Ale - zdaniem komentatora Interii Biznes - nie zwraca się dziś uwagi na to, że w przypadku państwa teoria cyklu życia też ma jakieś zastosowanie.
- Ostatni rok, w którym mieliśmy współczynnik dzietności powyżej 2, to był rok 1989. (...) obecnie jest 1,09. Jakie będą konsekwencje? - pyta Robert Gwiazdowski. I natychmiast odpowiada: - Dla państwa będą to takie same konsekwencje, jak w przypadku osoby fizycznej, która "na stare lata" traci zdolność kredytową lub ta zdolność kredytowa mocno się uszczupla, maleje.
Zdaniem gospodarza video podcastu "Gwiazdowski mówi Interii", różnego rodzaju teorie monetarne wymagają tego, by spojrzeć na zachowania człowieka z perspektywy biologicznej i skonfrontować z nimi te teorie. Przywołuje przy tym słowa jednej z osób, która weszła w polemikę z Tomaszem Czajką na platformie X, wskazując, że "limit długu jest wyznaczany skłonnością sektora prywatnego do akumulacji majątku finansowego netto". - No i to w zasadzie prawda, tylko jak skłonić sektor prywatny do zwiększania lub zmniejszania akumulacji? - zastanawia się Robert Gwiazdowski.
Jak dodaje, sektor prywatny to "ludzie" - a ci ludzie wiedzą, że na pewnym etapie są utrzymywani przez rodziców, potem zaczynają zarabiać, ale ich zarobki są jeszcze za małe w stosunku do aspiracji, w kolejnej fazie zarabiają więcej, ale i tak tylko część jest w stanie oszczędzać, a w fazie schyłkowej wydają to, co ewentualnie zaoszczędzili. Przy czym, jak zauważa, "mniej więcej w tym samym czasie, kiedy powstawała nowoczesna teoria monetarna, stworzono systemy emerytalne po to, żeby ludzie nie niepokoili się o swoją starość" - a tymczasem niepokój o starość był jednym z powodów, dla których ludzie decydowali się na posiadanie dzieci. I tak koło się zamyka.
Więcej w najnowszym odcinku podcastu video "Gwiazdowski mówi Interii".








