Spis treści:
- USA. Kryzys odnowień statusów uderza w 200 tys. Ukraińców i destabilizuje program
- Utrata stabilności życiowej: Praca, ubezpieczenie, dom. Wszystko znika z dnia na dzień
- Rosnąca skala strachu. Od pozostawania w domach po wyjazdy za granicę
- Sponsorzy, prawnicy i kongresmeni alarmują. System pęka w szwach
- Wzrost kosztów pogłębia kryzys. Opłaty rosną do ponad 2 300 USD na osobę
Program humanitarny dla Ukraińców, uruchomiony w 2022 r. w odpowiedzi na rosyjską inwazję, przez dwa lata dawał tysiącom osób szansę na bezpieczne życie i legalną pracę w USA. Jednak, jak ujawnia Reuters, z początkiem 2024 r. system zaczął się dławić, a zator administracyjny przerodził się w jedno z najpoważniejszych zakłóceń programu od czasu jego uruchomienia. Skala problemu okazała się ogromna i odczuwalna zarówno przez uchodźców, jak i amerykańskich pracodawców oraz społeczności, które przyjęły ich pod swoje dachy.
USA. Kryzys odnowień statusów uderza w 200 tys. Ukraińców i destabilizuje program
Według danych amerykańskiego rządu cytowanych przez Reutersa, opóźnienia w przetwarzaniu w ramach programu humanitarnego dla Ukraińców, uruchomionego przez byłego prezydenta Demokratów Joe Bidena, w administracji Donalda Trumpa sprawiły, że niemal 200 000 osób było narażonych na utratę legalnego statusu na dzień 31 marca. Co ważne, liczba Ukraińców dotkniętych tymi opóźnieniami nie była wcześniej raportowana. Dla większości oznacza to ryzyko jego utraty, a więc natychmiastową utratę prawa do pracy oraz potencjalną możliwość zatrzymania przez służby imigracyjne.
Program, który pozwolił wjechać do USA około 260 tys. osób, jest tylko niewielkim wycinkiem globalnej populacji ukraińskich uchodźców, liczącej 5,9 mln, lecz jego znaczenie dla gospodarki USA i tysięcy amerykańskich rodzin-sponsorów jest nie do przecenienia. W styczniu 2024 r. administracja Donalda Trumpa wstrzymała wszystkie odnowienia, argumentując to względami bezpieczeństwa. Kilka tygodni później prezydent zasugerował nawet możliwość całkowitego cofnięcia statusów, co po raz pierwszy ujawniła agencja Reuters.
Dopiero w maju federalny sędzia nakazał wznowienie procesu. Sytuacja jednak niewiele się poprawiła. Od tamtej pory rozpatrzono jedynie 1 900 wniosków, czyli kroplę w morzu potrzeb, które rosną z każdym miesiącem.
Utrata stabilności życiowej: Praca, ubezpieczenie, dom. Wszystko znika z dnia na dzień
Wiele ludzkich historii najlepiej pokazuje, jak nagłe wygaśnięcie statusu potrafi zachwiać fundamentami codziennego życia. Kateryna Golizdra, 35-latka z Buczy, opowiedziała Reutersowi, że w maju jej status wygasł bez żadnej informacji zwrotnej.
W jednej chwili straciła pracę menedżera w Ritz-Carlton w Fort Lauderdale z wynagrodzeniem przekraczającym 50 tys. dolarów rocznie. Utraciła też ubezpieczenie zdrowotne, dzięki któremu mogła kontrolować chorobę wątroby. "To ciągły stres, niepokój" - powiedziała. "Jeśli będę musiała opuścić Stany, będę musiała budować wszystko od nowa" - dodała kobieta.
Reuters rozmawiał z dwoma tuzinami Ukraińców, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji: programistami, nauczycielką przedszkola, doradcą finansowym, projektantką wnętrz czy studentką. Wszyscy zgodnie przyznali, że brak prawa do pracy oznacza konieczność życia z oszczędności, zaciągania długów i polegania na pomocy społeczności. Część osób, jak podkreślają cytowani przez Reutersa byli urzędnicy imigracyjni, może zostać zatrzymana w każdej chwili, nawet podczas zwykłej kontroli drogowej.
Rosnąca skala strachu. Od pozostawania w domach po wyjazdy za granicę
W efekcie wiele osób zaczęło ograniczać swoje życie publiczne do minimum. Niektórzy przestali wychodzić z domów, inni zdecydowali się opuścić Stany Zjednoczone. Reuters opisuje sześć przypadków Ukraińców, którzy, zamiast ryzykować zatrzymanie, wyjechali do Kanady, Europy lub Ameryki Południowej.
Najbardziej dramatyczna jest może historia Jewhenija Padafy, 31-letniego inżyniera oprogramowania z Brooklynu. Jego wniosek o odnowienie złożony w marcu pozostał nierozpatrzony aż do momentu, gdy we wrześniu status wygasł. Padafa próbował skorzystać z aplikacji CBP One, która, jak przypomina Reuters, według administracji Trumpa miała umożliwiać dobrowolne opuszczenie USA z darmowym biletem i bonusem 1000 dolarów.
System nie pozwolił mu jednak wybrać Argentyny, gdzie planował się przenieść. Funkcjonariusz graniczny wyjaśnił, że bilet musiałby być wystawiony "do Ukrainy". Padafa wyjechał więc do Buenos Aires na własną rękę, z niewielką ilością pieniędzy. "Jeśli wrócę do Ukrainy, pójdę prosto na linię frontu. Wolę być bezdomny gdziekolwiek indziej" - powiedział.
Sponsorzy, prawnicy i kongresmeni alarmują. System pęka w szwach
Falę niepewności odczuwają także sponsorzy, którzy przyjmowali Ukraińców w ramach programu. Brian Snyder z Raleigh w Karolinie Północnej, sponsor trzech rodzin, powiedział Reutersowi, że osoby "które przestrzegały zasad, są traktowane niesprawiedliwie". Jedna z kobiet poprosiła go niedawno, by został jej kontaktem alarmowym na wypadek zatrzymania. W innej rodzinie status przedłużono jedynie nastoletniemu synowi, a rodzice i młodsze dzieci nadal tkwią w zawieszeniu. Jak ocenia Snyder, "cała ta dezorganizacja i niepewność wprowadza ogromny stres w życie tych rodzin".
Z kolei Anne Smith z Ukraine Immigration Task Force poinformowała Reutersa, że jej organizacja dostaje kilka zgłoszeń tygodniowo dotyczących zatrzymań Ukraińców - na placach budowy, podczas codziennych dostaw jedzenia, a nawet podczas większych akcji operacyjnych w Chicago i Cleveland.
Do biur polityków również trafiają sygnały o narastającym kryzysie. Demokrata Mike Quigley z Chicago potwierdził, że jego biuro pomogło już ponad 200 osobom w zawieszeniu. "Jest obawa, że jeśli nie przeszli całego procesu, są narażeni na deportację" - powiedział.
Wzrost kosztów pogłębia kryzys. Opłaty rosną do ponad 2 300 USD na osobę
W lipcu prezydent Donald Trump podpisał ustawę, która zwiększyła koszt aplikacji humanitarnych o dodatkowe 1000 dolarów.
Jak podkreśla Reuters, oznacza to, że całkowita opłata za wniosek o odnowienie wynosi dziś 2 325 dolarów, czyli kwotę często nieosiągalną dla wielu osób, które i tak żyją już z oszczędności lub z długów.
Agata Siwek












