Protesty, wywołane przerwami w dostawach prądu po odcięciu Kuby od surowców energetycznych przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa, wybuchły w środę w Hawanie - podał Reuters. Według agencji były to największe protesty w tym mieście od początku kryzysu energetycznego w styczniu.
Setki rozwścieczonych Kubańczyków wyległy na ulice kilku dzielnic, blokując drogi barykadami z podpalonych śmieci, uderzając w garnki i skandując "Włączcie światło!" oraz "Zjednoczony naród nigdy nie zostanie pokonany" - relacjonował Reuters.
W mieście można było też zauważyć wiele spokojniejszych grup manifestantów.
Kuba bez paliwa, blackouty paraliżują kraj
Minister energii i górnictwa Vicente de la O Levy powiedział w środę, że w kraju zupełnie wyczerpały się zapasy oleju napędowego i paliwa, a sieć energetyczna znajduje się "w stanie krytycznym".
Blackouty w Hawanie dramatycznie nasiliły się w minionym tygodniu - w wielu dzielnicach prądu nie było przez 20-22 godziny dzienne, co jeszcze nasiliło irytację mieszkańców, wyczerpanych brakami żywności, benzyny i leków.
Minister zaznaczył, że krajowa sieć energetyczna jest obecnie zasilana wyłącznie własnymi zasobami ropy naftowej, gazu ziemnego i energii ze źródeł odnawialnych.
Trump w styczniu nałożył blokadę na Kubę, grożąc cłami każdemu krajowi, który dostarczy wyspie paliwo.












