Zamrożenie progów podatkowych i kwoty wolnej powoduje, że realnie rośnie opodatkowanie dochodów. Mechanizmu waloryzacji nie chciał wpisać poprzedni rząd przy wprowadzeniu Polskiego Ładu, a obecny wbrew obietnicom przedwyborczym nie zwiększył kwoty wolnej. Temat wraca, bo nominalne płace rosną, a progi są zamrożone i w efekcie podatnicy rozliczający się na skali coraz wcześniej wpadają w drugi próg.
Ministerstwo Finansów jednak nie widzi przestrzeni do zmian, argumentując, że podniesienie progu z obecnych 120 tys. zł, właściwego dla stawki podatku 32 proc., byłoby "nierozważne z punktu widzenia deficytu sektora finansów publicznych".
Mimo tego, koalicyjna partia Polska 2050 podchwyciła mocno rezonujący temat i złożyła poselski projekt ustawy podnoszący drugi próg podatkowy z obecnych 120 do 140 tys. zł. Jednocześnie podane skutki oraz źródła finansowania ekonomiści oceniają jako niepoważne i iluzoryczne.
Koszty reformy dla finansów publicznych szacuje się na 9 mld zł. Z czego konkretnie miałyby być pokryte? Projektodawcy wskazują kilka źródeł.
Pierwsze to "wpływy z podatku cyfrowego, który miałby wejść w życie w 2027 r. i jak piszą w uzasadnieniu " z ustaleń PAP Biznes wynika, że resort opowiada się za podatkiem na poziomie 3 proc., co gwarantowałoby 1,7 mld zł wpływów do budżetu w 2027 roku, a w 2030 r. - ponad 3 mld zł" - czytamy.
Jako drugie, wskazują dodatkowy podatek od zysków banków wprowadzony ustawą z 6 listopada 2025 r. i podają kwotę 7,2 mld zł i dalej: "wpływy z podwyższonej akcyzy na alkohol przekierowane zostaną wprost na NFZ, co pozwoli odciążyć budżet w obszarze ochrony zdrowia (projekt poselski KP Polska 2050) - 2,7 mld zł".
Iluzoryczne źródła finansowania: Podatek cyfrowy i pieniądze, które już wydano
W ocenie projektodawców projekt wywoła pozytywne skutki społeczne, gdyż podniesienie progu podatkowego zapobiega uszczupleniu budżetu domowego w ostatnich miesiącach roku. Korzyści osiągną podatnicy na skali z dochodem powyżej 120 tys. zł, a roczne oszczędności na zmianie progu wyniosą nawet 4 tys. zł. Autorzy projektu liczą, że pieniądze wrócą do budżetu inną drogą. "Biorąc pod uwagę, że ubytek wynagrodzenia na skutek 'wpadnięcia' w drugi próg podatkowy pojawiał się najczęściej w miesiącach listopad, grudzień, w których odnotowywane są zwiększone wydatki związane z zakupem odzieży zimowej, organizacją świąt i czasu wolnego w przerwie świątecznej, to uznać należy, że ,,zaoszczędzona" na podatku kwota wróci częściowo do budżetu w postaci podatku VAT" - piszą w uzasadnieniu.
- Nie ma nic realnego w tej propozycji. Wskazane "źródła finansowania" to tworzenie iluzji, by uniknąć powiedzenia wprost, że jedynym faktycznym źródłem pokrycia kosztów będzie wzrost deficytu. Deficytu już dziś rekordowo wysokiego, przekraczającego 7 proc. PKB. Najpierw wskazuje się wpływy z podatku bankowego, choć są one już ujęte w dochodach budżetu, więc nie można drugi raz przedstawiać ich jako źródła finansowania tej reformy. Potem pojawia się podatek cyfrowy, który dopiero "ma wejść", czyli pieniądze z przyszłości. Dalej są zmiany w ryczałcie, nad którymi "trwają prace", a więc bez konkretów, terminu i gwarancji. Na końcu dorzuca się większy VAT, który rzekomo "wróci" dzięki konsumpcji, choć to tylko hipoteza zależna od zachowań obywateli - komentuje w rozmowie z Interią Paweł Wojciechowski, prezes Instytutu Finansów Publicznych.
- To przypomina scenkę: "Wiesz kochanie, kupiłam futro z pieniędzy na czynsz". Czy w tej sytuacji naprawdę warto debatować nad tym, czy futro było na jakiejś promocji? - podsumowuje żartobliwe były minister finansów.
Ekonomiści oceniają, że nie dość, że to są życzeniowe oczekiwania, to jeszcze wskazują na żonglowanie nieadekwatnymi kwotami.
- W tym projekcie mamy jedynie zasygnalizowanie, skąd państwo potencjalnie mogłoby wziąć pieniądze na sfinansowanie skutków tej zmiany. Nie można traktować podatku cyfrowego jako realnego źródła finansowania - to raczej sugestia, że być może w przyszłości państwo uzyska z tego tytułu jakieś dodatkowe dochody. Co więcej, Ministerstwo Finansów, czyli faktyczny gospodarz polityki fiskalnej, nie wykazuje w tej sprawie szczególnego entuzjazmu. Ten temat jest raczej forsowany przez Ministerstwo Cyfryzacji. Na etapie prac założenia co do szans na wprowadzenie tej daniny mogą się jeszcze wielokrotnie zmieniać - mówi Interii Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP.
Nie można "funduszować" podatków
Problem dotyczy też dodatkowego opodatkowania sektora bankowego. - Ten mechanizm już funkcjonuje, a więc środki, które z niego wynikają, zostały już uwzględnione w planie budżetowym - w szczególności na 2026 rok - i są przeznaczone na finansowanie konkretnych wydatków publicznych. Nie można po raz drugi wskazywać tych samych pieniędzy jako źródła finansowania nowych rozwiązań. Do tego dochodzi błąd w samym oszacowaniu. W projekcie wskazano kwotę 7,2 mld zł jako dodatkowy wpływ, ale jest to wartość odnosząca się do 2026 roku. Tymczasem mechanizm podwyższonego CIT dla banków jest w kolejnych latach stopniowo wygaszany, a jednocześnie częściowo rekompensowany obniżeniem podatku bankowego od aktywów. W efekcie realny skutek netto dla finansów publicznych w 2027 roku z tego tytułu wynosi około 4,7 mld zł, a więc o około 2,5 mld zł mniej, niż wskazano w projekcie - komentuje Kozłowski.
Problematyczne są też dodatkowe dochody z akcyzy, które miałyby być przekierowane do NFZ.
- System ochrony zdrowia już dziś jest głęboko niedofinansowany. Niedobory idą w dziesiątki miliardów złotych. Dosypanie kilku miliardów nie powoduje, że budżet państwa wyda mniej - te pieniądze zostaną po prostu skonsumowane w systemie, w którym i tak brakuje środków, a dziura co roku się będzie powiększać. Poza tym nie istnieje prawny mechanizm pozwalający na przekierowanie dochodów podatkowych na konkretny cel, taki jak finansowanie NFZ. Ustawa o finansach publicznych wprost zakazuje "funduszowania" podatków. Jeżeli państwo chce finansować zdrowie celowo, musi wprowadzić osobną daninę, a nie próbować "oznaczać" wpływ z PIT czy CIT - dodaje Kozłowski.
Na koniec projekt wymienia planowane zmiany w przepisach o podatku ryczałtowym (to jedna z form opodatkowania jaką mogą wybrać przedsiębiorcy).
"Dodatkowo zmiany w zasadach opodatkowania w ramach ryczałtu nad którymi trwają prace w Radzie Ministrów pozwoli na sfinansowanie przywrócenia choć częściowo sprawiedliwości podatkowej" - czytamy w uzasadnieniu. Jednak jak pisaliśmy planowane przez MF zmiany w podatku ryczałtowym są kosmetyczne.
Monika Krześniak-Sajewicz














