W Sejmie kolejny krok porządkujący system najmu komunalnego. Choć masowa wyprzedaż takich mieszkań komunalnych jest mniejsza niż jeszcze kilka lat temu, to niektóre samorządy wciąż wyprzedają je za ułamek wartości w sytuacji, gdy tysiące ludzi czeka na przydział takiego lokalu. W Sejmie rozpatrywany był poselski projekt ustawy, który przedstawiała Anna Maria Żukowska z Lewicy.
Komisje sejmowe opowiedziały się za zablokowaniem wyprzedaży mieszkań komunalnych za ułamek ich wartości. Zakaz dotyczy stosowania bonifikat, a nie samej sprzedaży. Czasy się zmieniły, zwiększa się pula pieniędzy na remonty i nowe lokale, więc nie ma uzasadnienia do dalszej wyprzedaży za grosze.
- W 1990 roku zasób mieszkań komunalnych wynosił 2 miliony. Dziś mamy około 700 tysięcy, a co roku sprzedaje się 15-20 tysięcy mieszkań z bonifikatami. Są gminy, które sprzedają mieszkania za 1 proc. wartości i chwalą się tym, że można u nich kupić lokal w cenie ekspresu do kawy - mówił podczas obrad połączonych komisji odpowiedzialny za mieszkalnictwo wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski.
Przypomniał, że możliwość sprzedaży mieszkań z bonifikatą sięgającą 99 proc. została wprowadzona ustawą o gospodarce nieruchomościami w 1997 roku, w zupełnie innej sytuacji gospodarczej i społecznej. Wtedy samorządy nie miały środków na remonty kamienic i stały przed dylematem: czy inwestować w remonty, czy w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną i gazową. W tamtych latach dyskusja o sprzedaży mieszkań za ułamek wartości była w jakimś stopniu uzasadniona.
Poselski projekt ma zakończyć wyprzedaż zasobu komunalnego
- Dziś samorządy mają pełne możliwości remontowania zasobu - kolejne rządy wprowadziły mechanizmy dopłat sięgających 80 proc. kosztów remontu. Nie ma więc argumentu ekonomicznego - mówił.
- Jeżeli chcemy utrzymać mechanizm sprzedaży mieszkań komunalnych za kilka procent wartości, to powinniśmy uczciwie spojrzeć w lustro i zapytać, co mamy do zaproponowania młodym ludziom, którzy zaciągają kredyt na 30 lat i płacą milion złotych za 50-metrowe mieszkanie.
- Jeżeli chcemy utrzymać mechanizm sprzedaży mieszkań komunalnych za kilka procent wartości, to powinniśmy uczciwie spojrzeć w lustro i zapytać, co mamy do zaproponowania młodym ludziom, którzy zaciągają kredyt na 30 lat i płacą milion złotych za 50-metrowe mieszkanie. Oni nie dostają nic od państwa, a płacą drugie tyle w odsetkach - mówił Lewandowski.
Jak podkreślał, jeżeli zgodziliśmy się, że budujemy nowy zasób mieszkaniowy, to nie możemy jednocześnie wyprzedawać tego, co mamy. To jest sprzeczne z logiką.
- Jesteśmy w momencie, w którym powinniśmy zakończyć wyprzedaż mieszkań komunalnych i postawić na silny zasób gmin, który pozwoli pomagać osobom słabszym - uzasadniał Lewandowski.
Kamil Wnuk z Polski 2050 zwracał uwagę, że nie można wychodzić z założenia, że najemcy mieszkań komunalnych, które są stabilną formą najmu, mają się docelowo stać właścicielami tych mieszkań.
- Warto też pamiętać, jakie mamy dziś ceny na rynku nieruchomości i o sprawiedliwości społecznej. Nie może być takiej sytuacji, że w aglomeracjach, gdzie cena metra kwadratowego to 10-20 tys. zł, ktoś bierze kredyt hipoteczny na całe życie i płaci pół miliona za mieszkanie, a ktoś inny otrzymuje podobne mieszkanie za 50 tys. zł - na tym samym osiedlu, w tej samej dzielnicy - argumentował Kamil Wnuk.
Najem, zwłaszcza komunalny, ma być gwarancją bezpieczeństwa dla najemców - pewności, że mogą mieszkać i funkcjonować w tym lokalu. Państwo czy samorząd musi dawać tę gwarancję. Nie jest natomiast tak, że każdy najemca musi docelowo stać się właścicielem mieszkania. Warto też się przyjrzeć, kto powinien mieć uprawnienia do najmu mieszkania komunalnego i jakie kryteria o tym decydują. Czy najemcami są dziś osoby, które rzeczywiście spełniają te kryteria? Bo mamy kolejki osób, które chciałyby mieć tytuł najmu, a go nie posiadają - mówił Wnuk.
Eksperci: Czas zakończyć wyprzedaż mieszkań komunalnych
Dla przypomnienia, ostatnio głośne były przypadki wicemarszałka województwa świętokrzyskiego Marka Bogusławskiego z PiS, który posiadając milion złotych oszczędności na koncie, zajmował mieszkanie komunalne, a wcześniej opisywana przez Onet sprawa sędziego Piotra Schaba, który zajmował mieszkanie komunalne w najbardziej prestiżowej dzielnicy Warszawy (przejął 80 metrowy lokal po rodzicach), mimo, że posiadał jednocześnie dom pod Warszawą.
PiS za utrzymaniem wyprzedawania lokali komunalnych
Przeciw ustawie zakazującej wyprzedaży z bonifikatą opowiedzieli się posłowie PiS.
- Wyprzedaż mieszkań komunalnych była kwestią zmian ustrojowych, a dzisiaj możliwość zakupu tych mieszkań powinna być częścią polityki mieszkaniowej. To, co państwo proponujecie, uniemożliwienie wykupu tych mieszkań, jest działaniem na niekorzyść gmin i obywateli - mówił poseł PiS Włodzimierz Tomaszewski. Wtórował mu Piotr Uściński z PiS, były wiceminister rozwoju.
- Są różne przypadki - jedne mieszkania wybudowane niedawno z udziałem pieniędzy BGK i tam samorządy nie stosują bonifikat, bo to nie ma sensu. Ale jeżeli ktoś wszedł w posiadanie mieszkania komunalnego jeszcze za czasów PRL i do tej pory nie skorzystał z możliwości wykupu, to zabranie gminie prawa do zastosowania jakiejkolwiek bonifikaty jest nadmierną ingerencją państwa - mówił Uściński.
Przedstawiciele samorządowców są przeciwni zakazowi bonifikat i twierdzą, że skala wyprzedaży nie jest tak duża jak wcześniej.
- W ostatnich latach skala sprzedaży spadła do poziomu 2-3 proc. rocznie. Nieprawdą jest też, że sprzedajemy za 1-5 proc. wartości. Regulaminy samorządów przewidują granicę wiekową lokalu - najczęściej kilkadziesiąt lat - oraz bonifikatę na poziomie 30-40 proc. Owszem, zdarzają się wyższe ulgi, ale wynikają z konkretnych sytuacji. Decyzje podejmuje samodzielnie samorząd i my potrafimy liczyć. Sprzedaż lokalu komunalnego to także obrona mieszkańców i ich finansów. Często stosujemy wykup, gdy chcemy wyjść ze wspólnoty mieszkaniowej. Pozbawienie nas możliwości sprzedaży lokali - także tych, które są własnością Skarbu Państwa czy PKP - uważamy za błąd - mówił Marek Wójcik w imieniu Związku Miast Polskich.
"Inni muszą brać kredyt na cale życie". Spór o wyprzedaż mieszkań komunalnych
Posłanka Niezgodzka z KO zwróciła uwagę, że przecież gminy będą mogły sprzedawać te mieszkania, ale bez bonifikat.
- Nie jest prawdą, że samorządy nie wyprzedają zasobu komunalnego za ułamek wartości. Bardzo wiele gmin - co same podnoszą w swoich opiniach do projektu - stosuje bonifikaty wynoszące 70-80 proc. wartości mieszkania. Jeżeli strona samorządowa wnioskuje o więcej środków na remonty zasobu komunalnego, to właśnie rozwiązanie, które uniemożliwia udzielanie bonifikat, czyli pozwala na sprzedaż mieszkań po cenie rynkowej, przyniesie tych środków więcej, a nie mniej - tłumaczyła Anna Maria Żukowska.
Jak dodawała, naprawdę konieczne jest odbudowanie zasobu komunalnego, żeby mieszkań było więcej. - Niestety liczba mieszkań komunalnych się zmniejsza, a nie rośnie. To jest potrzebne osobom w luce czynszowej - ich dochody nie pozwalają ani na kredyt hipoteczny, ani na zakwalifikowanie się do innych programów - argumentowała.
- Gminy będą miały możliwość swobodnego ustalania szczegółowych warunków - pozwalamy samorządom być samorządnymi - dodała.
Eksperci specjalizujący się w najmie społecznym i komunalnym nie mają wątpliwości, że dotychczasowe praktyki polegające na wyprzedaży mieszkań komunalnych z bonifikatami trzeba zakończyć.
- Gminy od kilku lat zaczęły zmieniać swoją politykę prywatyzacyjną jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań komunalnych z bonifikatą. Część miast całkowicie zlikwidowała tę opcję, część wprowadziła dwie kategorie zasobów komunalnych. Jedna, obejmująca nowsze zasoby, dobrze zlokalizowane, została określona jako zasób trwale komunalny, bez możliwości sprzedaży. Pozostałe mieszkania mogły być sprzedawane. Chyba najpopularniejszym rozwiązaniem była polityka gmin prowadząca do stopniowego obniżania bonifikat, tak, by w krótkiej perspektywie mogły zostać zlikwidowanie. Ale te działania prowadziły miasta najbardziej progresywne w polityce mieszkaniowej. Znakomita większość wyprzedawała mieszkania komunalne z wysokimi, nawet bardzo wysokimi bonifikatami - mówi w rozmowie z Interią Alina Muzioł-Węcławowicz, ekspertka ds. mieszkalnictwa społecznego z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów.
I jak zaznacza, taka polityka wyprzedaży jest bardzo kontrowersyjna. Nie ma żadnych uzasadnień ekonomicznych, przynosi gminie stratę. Nie ma też uzasadnień społecznych. - Przecież ciągle notujemy kolejki osób oczekujących na najem mieszkania komunalnego. Dostępność mieszkań komunalnych i mieszkań na wynajem w formule TBS to dla gmin mocne instrumenty w walce z depopulacją i trosce o dobrą jakość życia lokalnych społeczności. Ponadto, wszyscy - jako podatnicy - dofinansowujemy bardzo wysokie dotacje na budowę/modernizację mieszkań komunalnych. Obecnie, od tego roku są to realnie duże środki. Mamy więc prawo pytać, czy to jest w porządku, że gminy równocześnie pozbywają się mieszkań za bezcen i korzystają z wysokich subsydiów na nowe budownictwo. Osobiście wolałabym, żeby inicjatywy odchodzenia od bonifikat przy sprzedaży mieszkań komunalnych wychodziły dużo wcześniej i dużo częściej od samych gmin. Ale tak się nie stało, zatem tę inicjatywę legislacyjną należy uznać za rozsądną - mówi Alina Muzioł-Węcławowicz.
Drugie czytanie projektu ustawy jest zaplanowane na 17 grudnia.
Monika Krześniak-Sajewicz














