Radosław Piesiewicz, prezesie PKOl, 27 sierpnia został zatrzymany w związku ze śledztwem dotyczącym Zondacrypto. Prokuratura przedstawiła mu zarzuty płatnej protekcji oraz działania na szkodę wierzycieli. 29 sierpnia sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego trzymiesięcznego aresztu. Piesiewicz nie przyznaje się do winy.
Motyka żąda dymisji Piesiewicza. "Polski sport jest plamiony"
Sprawa prezesa PKOl wywołała reakcję polityczną. Miłosz Motyka, minister energii i polityk PSL, podczas konferencji prasowej ostro zaatakował Piesiewicza i zażądał jego dymisji. Jak przekonywał, dalsze pełnienie przez niego funkcji szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego godzi w wizerunek polskiego sportu.
- Dzisiaj polski sport jest plamiony tym, że szefem Polskiego Komitetu Olimpijskiego jest człowiek z bardzo poważnymi zarzutami. Jest człowiek, który nie tylko powinien zrzec się tej funkcji, ale nigdy nie powinien jej pełnić - mówił Motyka.
Polityk PSL poinformował jednocześnie o uruchomieniu strony, na której ma być odliczany czas od zatrzymania prezesa PKOl do momentu jego ewentualnej rezygnacji. Jak dodał, PSL domaga się dymisji Piesiewicza "w imieniu polskich sportowców" i wszystkich osób, którym zależy na dobrym imieniu Polski.
- Żądamy tej dymisji, bo instytucje międzynarodowe, jak Międzynarodowy Komitet Olimpijski, ale także wszyscy sportowcy czują się zażenowani i zbrukani tym, że ktoś taki jak pan Piesiewicz pełni funkcję szefa PKOl - powiedział minister.
Motyka uderzył również w PiS, zarzucając partii polityczne wsparcie dla Piesiewicza. - Uruchamiamy licznik wstydu pana Piesiewicza, licznik wstydu także PiS-u, który za panem Piesiewiczem stał i de facto stoi - stwierdził.
ZOBACZ TAKŻE: Co z podatkiem od nadzwyczajnych zysków? Jest deklaracja ministra
Wiceminister sportu o szefie PKOI. "Wstrząsające"
Do sprawy odniósł się również Ireneusz Raś, wiceminister sportu. Przypomniał, że jeszcze przed wyborem Radosława Piesiewicza na prezesa PKOl apelował, by nie powierzać mu kierowania organizacją. W jego ocenie późniejsza działalność Piesiewicza potwierdziła, że był to niewłaściwy wybór.
- Polski Komitet Olimpijski, to (...) bardzo istotna instytucja, w której do czasu pana Piesiewicza były osoby powszechnie rozpoznawalne i znane i w środowisku sportowym, i w środowisku społecznym w Polsce. Pan Piesiewicz to złamał - mówił Raś.
Wiceminister krytykował również wykorzystywanie wizerunku prezesa PKOl podczas kampanii promującej polskich sportowców przed igrzyskami w Paryżu. Jak stwierdził, umieszczanie jego twarzy obok wizerunków utytułowanych reprezentantów Polski było "wstrząsające" i budowało rozpoznawalność Piesiewicza poza samym środowiskiem sportowym.
Raś odniósł się także do sprawy Zondacrypto. Zarzucił Piesiewiczowi wykorzystywanie autorytetu polskich sportowców do budowania wiarygodności firmy, której działalność jest przedmiotem postępowania. - W sytuacji, kiedy w polskim parlamencie zwracaliśmy uwagę, że potrzeba regulacji tego rynku, ponieważ może zagrażać finansom Polaków, to on wykorzystał wizerunek polskich mistrzów do budowania autorytetu i wiarygodności tej piramidy finansowej - powiedział.
Wiceminister podkreślał przy tym, że konsekwencje afery wykraczają poza spór polityczny. - Tam jest ponad 300 milionów złotych w kieszeni Polaków, które wyparowały - stwierdził. Zaapelował również do osób, które wcześniej wspierały Piesiewicza, o przyznanie, że popełniły błąd. - Warto nieraz powiedzieć tak: popełniliśmy błąd, wspieraliśmy osobę nieodpowiednią - dodał.
"Był Misiewicz, teraz jest Piesiewicz"
Krzysztof Paszyk, przewodniczący Klubu Parlamentarnego PSL, w swoim wystąpieniu wskazywał, że sprawa Piesiewicza uderza nie tylko w samego prezesa PKOl, ale również w wizerunek całego polskiego ruchu olimpijskiego. Podkreślał, że konieczne jest wyciągnięcie wniosków i ograniczenie wpływu polityki na polski sport.
- Był Misiewicz, teraz jest Piesiewicz. Tysiące polskich olimpijczyków zostało wciągniętych do brudnych interesów, do afery, za którą stoi pan Piesiewicz - mówił Paszyk.
Jak podkreślił, przez lata polscy sportowcy i działacze budowali prestiż ruchu olimpijskiego, często poświęcając temu swoją pracę i działając bezinteresownie. Jego zdaniem obecna sytuacja ten dorobek "rozmienia na drobne", dlatego PSL chce poprzez uruchomiony licznik wywierać presję na Piesiewicza, by ten ustąpił ze stanowiska.
- Chcemy poprzez tę stronę i ten licznik przyspieszyć to, co nieuchronne i co niezbędne. A więc odejście w niebyt pana Piesiewicza i podjęcie działań, które mają na celu odbudowanie prestiżu polskiego ruchu olimpijskiego, prestiżu polskiego sportu na arenie międzynarodowej - powiedział.
Paszyk zaapelował również do środowiska sportowego o wzięcie odpowiedzialności za przyszłość PKOl. Jednocześnie przekonywał, że z obecnej sytuacji należy wyciągnąć lekcję i nie dopuścić w przyszłości do tak silnego uwikłania polityki w polski sport.
- Już nigdy nie można doprowadzić do sytuacji, aby polityka została uwikłana w polski sport - stwierdził.
Polityk wskazał przy tym na odpowiedzialność Jacka Sasina. - To on przeprowadził polityka swojego przedstawiciela do świata sportu, do PKOl-u i tym samym przyczynił się do wielkich szkód - ocenił Paszyk, dodając, że za tę działalność Sasin zostanie oceniony przez wyborców.










