Ujawniony niedawno skandal korupcyjny w państwowym przedsiębiorstwie energetycznym Energoatom wstrząsa ukraińską sceną polityczną. Przypomnijmy pokrótce, że śledztwo ukraińskiego Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NABU), prowadzone pod kryptonimem "Midas", wykazało, że od kontrahentów operatora elektrowni jądrowych w Ukrainie systematycznie pobierane były łapówki w wysokości 10-15 proc. umów. W aferze pojawia się nazwisko człowieka blisko związanego z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, oligarchy Timura Mindycza.
Skandal korupcyjny w Ukrainie. Premier Swyrydenko stara się uspokoić zachodnich sojuszników
Zachodni sojusznicy Ukrainy ważą słowa, wypowiadając się o skandalu korupcyjnym w otoczeniu Zełenskiego, by nie dostarczać paliwa przeciwnikom wspierania Kijowa w walce z Rosją - ale, jak pisaliśmy w Interii Biznes, wykorzystują też obecne okoliczności, aby wywrzeć presję na Ukraińców w kwestii zaostrzenia walki z patologicznymi zjawiskami w życiu publicznym. Stawką jest pomoc finansowa dla Ukrainy, szczególnie ważna w kontekście nadciągającej zimy, która może okazać się katastrofalna dla ludności cywilnej w związku z rosyjskimi atakami na ukraińską infrastrukturę energetyczną.
Europejskich sprzymierzeńców Ukrainy starała się uspokoić premier tego kraju Julia Swyrydenko. W rozmowie z serwisem "Politico" stwierdziła ona, że "wyeliminowanie jakiejkolwiek korupcji we wszystkich instytucjach rządowych jest kwestią godności naszego rządu".
"Musimy działać szybko i zdecydowanie na polu bitwy i tak samo działać w kluczowych obszarach państwa" - powiedziała Swyrydenko. "Zadaniem rządu jest pokazać ukraińskiemu społeczeństwu i partnerom, że w żadnym wypadku nie będziemy tolerować korupcji i będziemy szybko reagować na fakty" - powiedziała Swyrydenko.
"Cenimy sobie nasze silne i stabilne relacje z zagranicznymi partnerami. Jest dla nas ważne, by te relacje utrzymać, w oparciu o zaufanie - i jakiekolwiek zagrożenia dla tych relacji są dla nas nieakceptowalne" - dodała.
Ukraina chce pokazać determinację w walce z korupcją
"Politico" przypomina, że Ukraina od kilku dni stara się przekonać Zachód, że skutecznie potrafi robić porządki na własnym podwórku - w następstwie skandalu miały już miejsce dymisje (ze stanowiska ustąpiła m.in. minister energetyki Switłana Hrynczuk), ogłoszono także szeroko zakrojony audyt we wszystkich państwowych spółkach, nie tylko w Enerhoatomie.
"Podczas pełnoskalowej wojny napastniczej, podczas której Rosja dzień po dniu niszczy nasz system energetyczny, a nasza ludność musi znosić ciągłe przerwy w dostawie energii, musimy walczyć z korupcją z taką samą determinacją, z jaką walczymy z zagrożeniem zewnętrznym" - powiedziała Swyrydenko.
"Ponosimy odpowiedzialność przed naszymi obrońcami" - zauważyła.
W podobnym tonie wypowiedziała się w czwartek ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych Olha Stefaniszyna. "Nie ma miejsca na bezkarność, bez względu na to, czy jesteś bliskim sojusznikiem kogoś, czy nie" - podkreśliła w rozmowie ze stacją NBC News.
Zdaniem Stefaniszyny, to, co dzieje się obecnie w Ukrainie, nie jest przyjemne dla nikogo - ale też reakcja, z jaką spotkało się ujawnienie afery korupcyjnej, dowodzi, że mechanizmy, które zostały stworzone przez Kijów, działają. Można przypuszczać, że odnosiła się ona do powołania i uruchomienia Narodowego Biura Antykorupcyjnego (miało to miejsce jeszcze w 2014 r.). Utworzenie tej instytucji było jednym z wymogów postawionych Kijowowi przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisję Europejską.
W lipcu przez Ukrainę przetoczyły się protesty w związku z projektem ustawy dającym kontrolę nad NABU prokuratorowi generalnemu, który jest mianowany przez prezydenta. Ostatecznie Wołodymyr Zełenski wycofał się z planowanych zmian, które budziły także niepokój Zachodu.











