- W 2022 r. Europa popełniła błąd i pozwoliła, by najlepsza okazja do negocjacji pokojowych z Moskwą przeciekła jej przez palce - powiedział prezydent Estonii Alar Karis, który przebywa w Helsinkach z dwudniową wizytą.
W opublikowanym 28 kwietnia wywiadzie dla telewizji Yle, Karis stwierdził, że wiosną 2022 r. gdy siły rosyjskie zostały wyparte z okolic Kijowa niemal pod swoją granicę, Europa miała możliwość przyciągnięcia agresora do stołu negocjacyjnego.
- Teraz nikt do tego stołu nie podchodzi - przyznał z ubolewaniem.
Estoński prezydent już wcześniej w tym roku w licznych wypowiedziach zwracał uwagę, że kraje europejskie powinny przygotować się do dialogu z Rosją i wyznaczyć specjalnego wysłannika ponieważ wojna na Ukrainie może zakończyć się dość szybko i nieoczekiwanie.
W Estonii zdania są podzielone
Stanowisko Karisa doprowadziło w Estonii do sporu z resortem spraw zagranicznych, według którego z Rosją - jako państwem agresorem - nie można prowadzić żadnego dialogu.
- UE włożyła wiele pieniędzy w Ukrainę. Nie może być tak, że kiedy nadejdzie czas, przy stole negocjacyjnym zasiądą USA, Rosja i być może państwo trzecie, a Europy w ogóle nie będzie" - powiedział Karis w rozmowie z fińskim nadawcą.
Według Karisa Europa potrzebuje "planu na Rosję", zarówno na czas negocjacji, jak i na okres powojenny. Trzeba go zacząć opracowywać już teraz, ponieważ procesy w UE są czasochłonne - stwierdził.
Karis, który przebywa w Finlandii, wyraził jednocześnie przekonanie, że relacje z Rosją pozostaną "trudne" przez długi czas, nawet jeśli wojna na Ukrainie się skończy.
- Najważniejsze jest by Rosja się zmieniła - podkreślił. Przypomniał, że w historii Europy przemiany państwa agresora są znane, a przykładem są nazistowskie Niemcy, które w ciągu dekady od zakończenia II wojny światowej stały się członkiem Wspólnoty Europejskiej oraz NATO.















